12.06.2025, 02:57 ✶
Plan jaki sobie wytyczył Thomas nie był idealny. Wykonanie było w najlepszym wydaniu takie sobie. Jednak mimo swojej gorącej głowy i faktu, że nie potrafił przejść obojętnie wobec innych w potrzebie zostały przytłumione faktem, że przede wszystkim musi zapewnić Dorze bezpieczeństwo.
Gdyby był świadom tego co się wydarzy zaraz to zapewne złapałby ją pod ramię i w trymiga wyprowadził z Wiwerna. Jednak dobrali się idealnie, dwójka naiwnych istot. Tylko to Figg popełniał błędy zakładając z góry, że coś potoczy się według tego co sobie pomyślał. Chciał zaczerpnąć języka, dowiedzieć się wszystkiego co zdoła o barmanie, dostarczy jak najwięcej informacji do reszty Zakonu, aby mogli węszyć dalej.
Tylko że wszystko to poszło tak dobrze jak układanie domku z kart na szczycie góry podczas niezwykle wietrznego dnia. Zamarł prostując się, kiedy do jego uszu dobiegło to jedno słowo wypowiedziane przez Dorę. W tej jednej chwili stał się na twarzy tak biały, że niejeden duch Hogwartu by mu pozazdrościł tak perłowej bieli.
Jak w zwolnionym tempie widział jak podnosi ona rękę splatając zaklęcie. Niemal rzucił swoją szklankę z whisky na blat, jebać to naczynie, nie zamierzał dbać teraz o pozory, czy bawić się w uprzejmości. Mógł jedynie pluć sobie w brodę, ze nie zareagował wcześniej, przecież nie znał Dory od wczoraj.
- Spadamy stąd - syknął do kobiety, łapiąc ją pod ramię z zamiarem wyciagnięcia jej stąd nim napytają sobie biedy. Zdecydowanie takie niesubtelne węszenie było nieomal słownikową definicją szukania kłopotów. Dlatego chciał jak najszybciej zabrać przyjaciółkę z tego przybytku, nawet jeśli miałby ją stamtąd wynieść na rękach.
Gdyby był świadom tego co się wydarzy zaraz to zapewne złapałby ją pod ramię i w trymiga wyprowadził z Wiwerna. Jednak dobrali się idealnie, dwójka naiwnych istot. Tylko to Figg popełniał błędy zakładając z góry, że coś potoczy się według tego co sobie pomyślał. Chciał zaczerpnąć języka, dowiedzieć się wszystkiego co zdoła o barmanie, dostarczy jak najwięcej informacji do reszty Zakonu, aby mogli węszyć dalej.
Tylko że wszystko to poszło tak dobrze jak układanie domku z kart na szczycie góry podczas niezwykle wietrznego dnia. Zamarł prostując się, kiedy do jego uszu dobiegło to jedno słowo wypowiedziane przez Dorę. W tej jednej chwili stał się na twarzy tak biały, że niejeden duch Hogwartu by mu pozazdrościł tak perłowej bieli.
Jak w zwolnionym tempie widział jak podnosi ona rękę splatając zaklęcie. Niemal rzucił swoją szklankę z whisky na blat, jebać to naczynie, nie zamierzał dbać teraz o pozory, czy bawić się w uprzejmości. Mógł jedynie pluć sobie w brodę, ze nie zareagował wcześniej, przecież nie znał Dory od wczoraj.
- Spadamy stąd - syknął do kobiety, łapiąc ją pod ramię z zamiarem wyciagnięcia jej stąd nim napytają sobie biedy. Zdecydowanie takie niesubtelne węszenie było nieomal słownikową definicją szukania kłopotów. Dlatego chciał jak najszybciej zabrać przyjaciółkę z tego przybytku, nawet jeśli miałby ją stamtąd wynieść na rękach.