12.06.2025, 13:56 ✶
Może i dobrze, że Thomas wykazał ostrożność, bo rzeczywiście zęby Miles zalśniły, a z gardła poszedł niekontrolowany bulgot, gdy ból brał górę, a śliczna (zależy kto patrzył, bo Miles nigdy siebie tak nie widziała) dziewczyna przypominała poranioną, wyciągniętą ze śmietnika bestię. Bestyjkę.
Ale ostatecznie nie ugryzła go, ba - nawet dała się zabrać. Dała się sobą zaopiekować. Niech mu kurwa będzie.
I potem nawet zjadła jabłko, łypiąc na niego wściekle, choć przecież to nie była jego wina, że to jej nie wyszło.
- Zazwyczaj jak poluje na ludzi to jednak podwijam mu szatę na głowę i czekam aż wyjebuje się o ścianę. Albo jak jeszcze dobrze pójdzie i potem majtki pójdę wbite w poślady - zarechotała złowieszczo, a potem wyciągnęła rękę po kolejny kawałek jabłka, skoro już było gdzieś w zasięgu łapy.
Chwile pociamkała we względnym milczeniu, teraz czując się nieco lepiej w swoim łóżku, w znajomym otoczeniu, znajomym zapachu, w takim dziwacznym zaopiekowaniu...
- Co się tak krzywisz, jak Ci mówię, że ludzie dobrze o Tobie mówią? Jakbym kazała zeżreć Ci żabę. Mógłbyś chociaż trochę obrosnąć dupkowatością. To nie jest normalne żeby ludzie byli tacy... - słodcy - to przychodziło jej do głowy, ale przecież nie powie tego złamasowi co śmierdzący czarną magią przyszedł w środku nocy wyginać ją w pół na środku korytarza i uznał za najlepsze co może zrobić to wpić w nią swoje usta. A by jeszcze raz mu przeszorowała plecy ryżową szczotą. Nie była pewna jak na wspomnianych plecach mógł w ogóle potem leżeć.
- Jaki jest Twój deal w ogóle? O co Ci chodzi? - wypchnęła z siebie nagle, znów czujnie, napięta, barykadując się w łóżku, które przecież w ostatnich dniach i tak nie było tylko jej łózkiem. Najchętniej podwinęłaby nogi pod brodę, ale no to nie było wykonalne.
Ale ostatecznie nie ugryzła go, ba - nawet dała się zabrać. Dała się sobą zaopiekować. Niech mu kurwa będzie.
I potem nawet zjadła jabłko, łypiąc na niego wściekle, choć przecież to nie była jego wina, że to jej nie wyszło.
- Zazwyczaj jak poluje na ludzi to jednak podwijam mu szatę na głowę i czekam aż wyjebuje się o ścianę. Albo jak jeszcze dobrze pójdzie i potem majtki pójdę wbite w poślady - zarechotała złowieszczo, a potem wyciągnęła rękę po kolejny kawałek jabłka, skoro już było gdzieś w zasięgu łapy.
Chwile pociamkała we względnym milczeniu, teraz czując się nieco lepiej w swoim łóżku, w znajomym otoczeniu, znajomym zapachu, w takim dziwacznym zaopiekowaniu...
- Co się tak krzywisz, jak Ci mówię, że ludzie dobrze o Tobie mówią? Jakbym kazała zeżreć Ci żabę. Mógłbyś chociaż trochę obrosnąć dupkowatością. To nie jest normalne żeby ludzie byli tacy... - słodcy - to przychodziło jej do głowy, ale przecież nie powie tego złamasowi co śmierdzący czarną magią przyszedł w środku nocy wyginać ją w pół na środku korytarza i uznał za najlepsze co może zrobić to wpić w nią swoje usta. A by jeszcze raz mu przeszorowała plecy ryżową szczotą. Nie była pewna jak na wspomnianych plecach mógł w ogóle potem leżeć.
- Jaki jest Twój deal w ogóle? O co Ci chodzi? - wypchnęła z siebie nagle, znów czujnie, napięta, barykadując się w łóżku, które przecież w ostatnich dniach i tak nie było tylko jej łózkiem. Najchętniej podwinęłaby nogi pod brodę, ale no to nie było wykonalne.