22.10.2022, 23:17 ✶
- Mav, ty chyba mnie wcale nie znasz. Przecież oczywiste, że byłabym w tej kolejce pierwsza – stwierdziła Brenna półżartem, półserio. Była ciekawska od wczesnego dzieciństwa i ta ciekawość nie raz pakowała ją w kłopoty. Instynkt samozachowawczy wyrobiła w niej chyba dopiero praca w Brygadzie. Oraz to, że sytuacja w świecie czarodziejów stała się napięta i nawet Brenna musiała zaakceptować myśl o tym, że ktoś może się do niej uśmiechać, szykując do wyciągnięcia różdżki.
- Jestem pewna, że cioteczka Evaline traktowałaby to w charakterze popsucia – parsknęła Longbottom. – Dobra, dobra, byłoby mi głupio, jakbyś umarła tylko dlatego, że sowa zżarła książkę. Zadowolę się uroczystą obietnicą, a jak książce coś się stanie, rzucę na ciebie paskudną klątwę.
I prawdopodobnie w tym ostatnim mówiła już całkowicie poważnie. Oczywiście, nie byłoby to nic nielegalnego, wszak była nieodrodną córką swojej rodziny, ale niesiona wściekłością za zniszczenie jednej z ulubionych powieści mogłaby zafundować Mavelle jakieś pryszcze albo urok sprawiający, że włosy wyglądają, jakby trafił w nie piorun…
- Sama nie wiem co – przyznała półgębkiem na pytanie Mavelle. – Nie bardzo zrozumiałam. To może być powieść obyczajowa, historyczna albo romans. Albo wszystko na raz – stwierdziła, nieco niepewnie, bo wydawało się jej, że to byłoby dużo jak na jedną książkę.
- Panie Doherty, to chyba oczywiste – oświadczyła zaraz, uśmiechając się do księgarza szeroko. – Wszystko!
Pochyliła się ku niemu na dłuższą chwilę. W ich konwersacji padały tytuły, stwierdzenia takie jak „a o czym to?” albo „to już czytałam” czy „hm, nie, chyba nie” oraz „tak, brzmi świetnie!”. Jakieś parę minut później Brenna z taką miną, jakby była kotem, który najadł się śmietanki, przywędrowała do Mavelle, dźwigając kilka książek.
- Moje łupy – oświadczyła z błyszczącymi oczyma. – W ogóle, muszę niedługo iść do kina. Grają Ojca chrzestnego.To podobno o mafii. Takiej mugolskiej. Jestem ciekawa, czy to będzie podobne do… sama nie wiem, zwolenników Grindelwalda? Byłaś kiedyś w mugolskim kinie, Mav? – spytała, zniżając głos.
- Jestem pewna, że cioteczka Evaline traktowałaby to w charakterze popsucia – parsknęła Longbottom. – Dobra, dobra, byłoby mi głupio, jakbyś umarła tylko dlatego, że sowa zżarła książkę. Zadowolę się uroczystą obietnicą, a jak książce coś się stanie, rzucę na ciebie paskudną klątwę.
I prawdopodobnie w tym ostatnim mówiła już całkowicie poważnie. Oczywiście, nie byłoby to nic nielegalnego, wszak była nieodrodną córką swojej rodziny, ale niesiona wściekłością za zniszczenie jednej z ulubionych powieści mogłaby zafundować Mavelle jakieś pryszcze albo urok sprawiający, że włosy wyglądają, jakby trafił w nie piorun…
- Sama nie wiem co – przyznała półgębkiem na pytanie Mavelle. – Nie bardzo zrozumiałam. To może być powieść obyczajowa, historyczna albo romans. Albo wszystko na raz – stwierdziła, nieco niepewnie, bo wydawało się jej, że to byłoby dużo jak na jedną książkę.
- Panie Doherty, to chyba oczywiste – oświadczyła zaraz, uśmiechając się do księgarza szeroko. – Wszystko!
Pochyliła się ku niemu na dłuższą chwilę. W ich konwersacji padały tytuły, stwierdzenia takie jak „a o czym to?” albo „to już czytałam” czy „hm, nie, chyba nie” oraz „tak, brzmi świetnie!”. Jakieś parę minut później Brenna z taką miną, jakby była kotem, który najadł się śmietanki, przywędrowała do Mavelle, dźwigając kilka książek.
- Moje łupy – oświadczyła z błyszczącymi oczyma. – W ogóle, muszę niedługo iść do kina. Grają Ojca chrzestnego.To podobno o mafii. Takiej mugolskiej. Jestem ciekawa, czy to będzie podobne do… sama nie wiem, zwolenników Grindelwalda? Byłaś kiedyś w mugolskim kinie, Mav? – spytała, zniżając głos.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.