Nie do końca tego się spodziewała, kiedy wspomniano o ognisku, ale wszystko wyglądało całkiem nieźle. Najwyraźniej pozostali obecni w Exmoor nieco się nudzili, skoro postanowili włożyć tyle pracy w odmienienie tego miejsce. Nie miała pojęcia dlaczego to zrobili i chyba wolała nie pytać. Pewnie ktoś się z kimś o coś założył, ktoś przegrał zakład, albo jeszcze coś innego. Miejsce wyglądało całkiem malowniczo, chociaż zdaniem Geraldine już wcześniej też tak było i wcale nie potrzebowało tej wyjątkowej odmiany.
Trzymała w dłoni szklankę z trunkiem, na który w swoim mniemaniu zasłużyła. Nie było nic przyjemniejszego po ciężkim dniu od spędzenia czasu z najbliższymi. Dobrze było mieć do czego wrócić, naprawdę doceniała to po swoich ostatnich perypetiach, kiedy niekoniecznie miało to miejsce. Nareszcie wszystko wracało do normy, robiło się spokojnie, przyjemnie, właściwie.
Pogoda dopisywała, jak na brytyjskie warunki. Nie mogli narzekać na deszcz, wiatr może nieco plątał włosy, jednak uważała go za całkiem rześki i przyjemny. Ciepło zaczynało bić od ogniska, więc nie mogli narzekać na warunki, jakie tutaj panowały. Zresztą przecież mogli zawsze skorzystać z magii, aby nieco je poprawić. Mieli sporo szczęścia, że byli czarodziejami, nic nie mogło pokrzyżować im planów.
Ognisko wydawało się być Yaxleyównie całkiem dobrym pomysłem. Każdy z nich potrzebował odsapnąć, złapać oddech po tym, co ostatnio wydarzyło się w Londynie. Tak właściwie to nie mieli szansy jeszcze spędzić wszyscy razem tego czasu. Dobrze było mieć szansę docenić takie błahostki, szczególnie, że podczas pożarów sporo ludzi straciło życia, oni nie mieli już takiej możliwości. Niby drobnostka, a jednak po tym, co się wydarzyło patrzyło się na to nieco inaczej.
W końcu znalazła się tuż przy Roisie, albo to on znalazł się przy niej? Właściwie było to bez różnicy, grunt, że znowu mieli siebie obok. Nic innego się nie liczyło. Uniosła w górę swoją szklankę, aby zawtórować mu w toaście, na jej twarzy malował się uśmiech, naprawdę cieszyła się, że byli tutaj wszyscy, razem.
Jeszcze kilka dni temu nie wydawało jej się to prawdopodobne, ale widać bardzo szybko można było naprostować pewne rzeczy, jeśli komuś na tym zależało.
Nie zdążyła się odezwać, bo pojawił się jej brat. Przyniósł ze sobą bardzo nieprzyjemną aurę. Przeniosła na niego swoje spojrzenie, mina jej zrzedła, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Martwiło ją to, co się z nim działo. Szczególnie po ich wczorajszym wyjściu do lasu. Nie radził sobie. Nie dało się tego nie zauważyć. Zupełnie sobie nie radził. Może nie powinni go trzymać w tej piwnicy? Raczej dać mu szansę na przebywanie między ludźmi, tyle, że obawiała się tego, że znowu sięgnie po te nieszczęsne eliksiry. Nie miała pojęcia, co będzie dla niego lepsze, w jaki sposób powinna z nim rozmawiać. Czuła, że go zawiodła i cholernie nie była z tego powodu zadowolona. Działa intuicyjnie, ale chyba nie niosło to ze sobą żadnych pozytywnych efektów.
Odprowadziła go wzrokiem, kiedy zmierzał w kierunku jeziora, dopiero po chwili przeniosła spojrzenie na Ambroisa. - On sobie nie radzi, zupełnie, nie jest z nim dobrze. - Mruknęła cicho, nie sądziła, żeby to było zaskakujące dla Greengrassa bo raczej każdy byłby w stanie się tego domyślić.
Już miała się ruszyć, by podejść do brata, ale wtedy zobaczyła inną sylwetkę, która się poruszyła. Nie miała pojęcia, czy to był dobry pomysł, czy Benjy będzie w stanie jakoś go pocieszyć? Przemówić mu do rozsądku? Zrobić cokolwiek? Kto go tam wiedział, zapewne skorzysta z innych metod niż oni, a każda interwencja w tej chwili miała jakiś sens. Nie zamierzała więc póki co podchodzić do brata, oczywiście nie spuszczała go z oczu, bo wiedziała, że jest za niego odpowiedzialna, a on w kilka sekund mógł przeistoczyć się w bestię, czego miała zresztą szansę doświadczyć poprzedniej nocy.