Ciężka noc, pomyślał na dźwięk słów Malfoya. Nachmurzył się na widok butelki szampana, która znalazła się w rękach blondyna. Obejrzał się w kierunku baru, zastanawiając się przez moment, czy tak łatwy dostęp do alkoholu był z ich strony dobrą decyzją. Wprawdzie wszyscy byli tu dorośli i chodziło o to, aby goście mogli skorzystać z oferty barku, ale ktoś chyba powinien jednak nad tym sprawować pieczę? Zapaliła mu się w głowie mała czerwona lampka, co z kolei sprawiło, że omiótł Elliotta uważnym spojrzeniem.
Niestety, atmosfera ostatnich godzin przyjęcia nie sprzyjała zbyt dobrze trzeźwej ocenie sytuacji. Ciężko było mu więc określić, w jakim stanie znajdował się obecnie mężczyzna. Wlał w siebie co nieco, to nie ulegało wątpliwości, jednak czy przekroczył swoją granicę? Tego już nie był pewny. Zazwyczaj bywał rozsądny w tych sprawach, ale biorąc pod uwagę okoliczności, nawet Erik by go nie winił, gdyby zapełniał kieliszek w szybszym tempie niż to miał w zwyczaju. Przysunął się bliżej na kanapie.
— Zostawiła cię? A to dopiero zdrada. Mam nadzieję, że mnie nie wygonisz, bo Eden może wrócić? — Uniósł bujne brwi do góry, uśmiechając się zawadiacko. Postanowił pójść w ślady przyjaciela i również usiadł bokiem, rozpinając guzik marynarki, przez co jej poły luźno zwisały po bokach. — Mam wprawdzie ledwie połowę jej uroku osobistego i klasy, ale dotrzymać Ci towarzystwa jeszcze potrafię. Tak myślę. O ile pozwolisz.
Biel elliotowej koszuli rzucała mu się w oczy, zwłaszcza po tym, jak podczas głównej części balu mężczyzna znacznie się odznaczał od reszty przez ciemną marynarkę. Faktycznie całkiem mu tak do twarzy, skomentował bezgłośnie. Może klucz do tego fenomenu tkwił w tym, jak biel koszuli podkreślała kolor jego włosów i cerę? Chyba powinien częściej się tak nosi... Zanim zdołał się za bardzo zapędzić w swoich rozważaniach, zganił się w myślach. Dopiero co stracił żonę, trwała żałoba na litość Merlina, to naturalne, że musiał dostosować swój styl do okazji.
— Hmm? — mruknął, podnosząc wzrok na twarz Malfoya, gdy ten na moment przerwał. Chciał w ten sposób potwierdzić, że cały czas go słucha. — Coś w tym jest — potwierdził, rozglądając się krótko dookoła. — Czuć, że mieszka tu sporo ludzi i przez to wydaje się przyjazny i „otwarty” na innych. Dzisiaj bardziej niż zwykle, ale to chyba dobrze. Może goście zabiorą co nieco z tego ze sobą.
Uśmiechnął się niemrawo. Na pytanie Elliotta, przywołał krótkim gestem jednego kelnerów, od którego odebrał czyste szkło.
— Napiję. Wypadałoby na poważnie przetestować, na co właściwie wyłożyliśmy pieniądze — stwierdził, zaciągając się papierosem. Dopiero gdy dym wypełnił jego płuca, zdał sobie sprawę, że wypadałoby się podzielić swoimi zapasami. — Chwilę, a gdzie moje maniery w tym wszystkim? — Wypuścił strużkę dymu przez usta i wygrzebał z kieszeni paczkę papierosów ze zdobioną zapalniczką. — Zapalisz?
Jeśli Elliott wyraził ochotę na papierosa, Erik podał mu papierosa, a następnie własnoręcznie go zapalił przy pomocy zapalniczki. W przeciwnym wypadku sam zgasił papierosa, co by nie palić w samotności. Na pytanie przyjaciela zmarszczył lekko brwi, wyraźnie starając się zdusić w sobie ciężkie westchnięcie. Naprawdę aż tak było po nim wszystko widać?
— A co, masz na to jakieś lekarstwo? — zażartował z krzywym uśmiechem. — Po prostu dużo się dziś wydarzyło. To trochę przytłaczające. Zależało mi się, żeby ten bal zakończył się sukcesem, ale nie spodziewałem, że aż tak nabierze tempa. Na Merlina, jeszcze ten bóbr.
Przewrócił wymownie oczami, nie zwracając większej uwagi na butelkę z szampanem, której pozycja w każdej chwili groziła małą katastrofą. Erik oparł głowę o kanapę, przyglądając się swemu towarzyszowi. Cieszył się, że pomysł z wygłuszonymi miejscami dla gości wypalił, bo odbycie jakiejkolwiek rozmowy bez zaklęć wyciszających byłoby zapewne dosyć mało efektywne.
— Przynajmniej nie skończyło się to żadną katastrofą — dodał po dłuższej chwili. — Sprawiłeś, że ten wieczór był o wiele mniej uciążliwy. W zasadzie uratowałeś mnie dwa razy; raz przez ten swój śmiały wybryk, by zjeść ze mną kolację, a potem z dziennikarzami. To było całkiem... Doceniam to.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞