08.02.2023, 21:29 ✶
Brenna przez chwilę rozważała pogonienie za Codym - i to nawet nie dlatego, że się o niego martwiła, a z obawy o tych, na których głodny lub wściekły wampir mógł wpaść po drodze. To, że zirytowała go, nie podając pełnych informacji, nie zaprzątało w tej chwili jej głowy. Nie mogła dawać takich szczegółów osobom spoza Brygady, już zabierając go tutaj, nagięła zasady.
- Apteki, kliniki, możliwe też, że poszedł gdzieś prywatnie, ale to najlepszy punkt zaczepienia, jaki mamy - westchnęła Brenna. - Nie chodzi o kradzież, a morderstwo. I to pewnie nie pierwsze.
Wiedziała, że czeka je teraz żmudna robota krążenia po aptekach i klinikach, gdzie w dodatku mogą nie pamiętać pacjenta sprzed dwóch tygodni. Niestety, choć przyznawała Heather rację, że nie jest to coś interesującego, nie był to przypadek, gdzie mogła po prostu machnąć ręką.
- Przejrzyjmy papiery za podobnymi zabójstwami - zgodziła się bez oporów na propozycję Wood. Nie było to głupie, bo skoro wiedziały, jakich zaklęć użył śmierciożerca: być może gdzieś wśród ostatnio badanych napaści znajdzie się ktoś, go zginął od takiego samego, czarnomagicznego czaru. - Ale obawiam się, że będzie ciężko: Cody padł ofiarą ze względu na działalność na rzecz mniejszości. Śmierciożercy stale przeprowadzają podobne akcje. Zaczaił się na niego, bo wiedział, że tu przyjdzie.
Obróciła się, znowu spoglądając w zaułek.
- Brandon twierdzi, że zwykle chodził tą drogą do domu. Napastnik wiedział, że tego dnia wyszedł się bawić i że będzie wracać tędy, więc rozmowa z osobami, które były na imprezie, też nas nie minie - dorzuciła jeszcze w zamyśleniu. Była pewna, że sprawa zaraz przejdzie do Biura Aurorów - gdy tylko jutro zdadzą stosowne raporty ruszy procedura - ale do czasu decyzji musiała sprawdzić pewne rzeczy. Nie wspominając o tym, że mogły zostać poproszone o współpracę - Biuro Aurorów od dawna nie miało tyle pracy, co od końcówki roku 70...
- Zaczęłabym od skoczenia do Munga - zaproponowała, bo szpital był czynny całodobowo. Poczekała, czy Wood nie miała innej propozycji - i skierowała się do najbliższego punktu sieci Fiuu.
- Apteki, kliniki, możliwe też, że poszedł gdzieś prywatnie, ale to najlepszy punkt zaczepienia, jaki mamy - westchnęła Brenna. - Nie chodzi o kradzież, a morderstwo. I to pewnie nie pierwsze.
Wiedziała, że czeka je teraz żmudna robota krążenia po aptekach i klinikach, gdzie w dodatku mogą nie pamiętać pacjenta sprzed dwóch tygodni. Niestety, choć przyznawała Heather rację, że nie jest to coś interesującego, nie był to przypadek, gdzie mogła po prostu machnąć ręką.
- Przejrzyjmy papiery za podobnymi zabójstwami - zgodziła się bez oporów na propozycję Wood. Nie było to głupie, bo skoro wiedziały, jakich zaklęć użył śmierciożerca: być może gdzieś wśród ostatnio badanych napaści znajdzie się ktoś, go zginął od takiego samego, czarnomagicznego czaru. - Ale obawiam się, że będzie ciężko: Cody padł ofiarą ze względu na działalność na rzecz mniejszości. Śmierciożercy stale przeprowadzają podobne akcje. Zaczaił się na niego, bo wiedział, że tu przyjdzie.
Obróciła się, znowu spoglądając w zaułek.
- Brandon twierdzi, że zwykle chodził tą drogą do domu. Napastnik wiedział, że tego dnia wyszedł się bawić i że będzie wracać tędy, więc rozmowa z osobami, które były na imprezie, też nas nie minie - dorzuciła jeszcze w zamyśleniu. Była pewna, że sprawa zaraz przejdzie do Biura Aurorów - gdy tylko jutro zdadzą stosowne raporty ruszy procedura - ale do czasu decyzji musiała sprawdzić pewne rzeczy. Nie wspominając o tym, że mogły zostać poproszone o współpracę - Biuro Aurorów od dawna nie miało tyle pracy, co od końcówki roku 70...
- Zaczęłabym od skoczenia do Munga - zaproponowała, bo szpital był czynny całodobowo. Poczekała, czy Wood nie miała innej propozycji - i skierowała się do najbliższego punktu sieci Fiuu.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.