13.06.2025, 17:03 ✶
Gdyby nie była tutaj w pracy, Hestia pewnie już zaczęłabym szkicować zalewane czerwienią słońca morze. Nigdy jakoś szczególnie nie ciągnęło ją aby wypłynąć gdzieś łódką, a w sumie szkoda, bo było w tym coś niewątpliwie przyjemnego. Nic tylko, usiąść i rysować morski krajobraz, a może nawet niektóre zgromadzone tutaj osoby.
Niestety nie był to przyjemny rejs, a dość niecodzienny dzień w pracy. Chociaż... Patrząc na to co się ostatnio wydarzyło w Anglii, chyba wolała tego rodzaju nieszablonowe zadania, a nie bieganie po płonącym mieście.
Na razie młoda Bletchley stała nieopodal Victorii i próbowała wyglądać profesjonalnie. Na całe szczęście to nie jej zadaniem było rozpoznawanie morskich istot. Ona jedynie musiała pilnować, aby nie doszło dzisiaj do tragedii. Zwłaszcza, że Ministerstwo miało dość nieprzyjemne podejrzenia, kto mógł za tym wszystkim stać.
Miała się spytać o coś Victorii, ale w tym momencie odezwał się jasnowłosy Prewett i uwaga Hestii skupiła się na nim. Był selkie hm... A to znaczyło, że umiał...
Zmieniać się w fokę?
Tak.
Albo nie.
Czy Laurent był selkie selkie, czy po prostu jej potomkiem? Czystokrwiste rodziny mogły w ogóle tak robić? Najwyraźniej tak. I co jeszcze wiedziała o selkie? Chyba, że niektóre lubiły ludzkie pożywienie... Albo ludzi za pożywienie. Nie. Na pewno nie to drugie. Gdyby to było to drugie, na pewno by to zapamiętała z lekcji.
– Wiemy w ogóle co to były za morskie stworzenia ostatnim razem? – spytała, mając nadzieję, że nie pyta się o coś szalenie oczywistego. Pytanie o zdolności nieco zignorowała, bo skoro była w szarym mundurze Brygadzistki to chyba wszyscy dobrze wiedzieli w czym mogła im się przydać. A metamorfomagią wolała się raczej na razie nie chwalić.
Niestety nie był to przyjemny rejs, a dość niecodzienny dzień w pracy. Chociaż... Patrząc na to co się ostatnio wydarzyło w Anglii, chyba wolała tego rodzaju nieszablonowe zadania, a nie bieganie po płonącym mieście.
Na razie młoda Bletchley stała nieopodal Victorii i próbowała wyglądać profesjonalnie. Na całe szczęście to nie jej zadaniem było rozpoznawanie morskich istot. Ona jedynie musiała pilnować, aby nie doszło dzisiaj do tragedii. Zwłaszcza, że Ministerstwo miało dość nieprzyjemne podejrzenia, kto mógł za tym wszystkim stać.
Miała się spytać o coś Victorii, ale w tym momencie odezwał się jasnowłosy Prewett i uwaga Hestii skupiła się na nim. Był selkie hm... A to znaczyło, że umiał...
Zmieniać się w fokę?
Tak.
Albo nie.
Czy Laurent był selkie selkie, czy po prostu jej potomkiem? Czystokrwiste rodziny mogły w ogóle tak robić? Najwyraźniej tak. I co jeszcze wiedziała o selkie? Chyba, że niektóre lubiły ludzkie pożywienie... Albo ludzi za pożywienie. Nie. Na pewno nie to drugie. Gdyby to było to drugie, na pewno by to zapamiętała z lekcji.
– Wiemy w ogóle co to były za morskie stworzenia ostatnim razem? – spytała, mając nadzieję, że nie pyta się o coś szalenie oczywistego. Pytanie o zdolności nieco zignorowała, bo skoro była w szarym mundurze Brygadzistki to chyba wszyscy dobrze wiedzieli w czym mogła im się przydać. A metamorfomagią wolała się raczej na razie nie chwalić.