14.06.2025, 11:31 ✶
Zmarszczył brwi kiedy powiedziała mu o swoich zwyczajach podczas "polowania", aż mu się pionowa zmarszczka między brwiami zrobiła.
- Czyli trzeba być krok przed tobą i po prostu nie nosić gaci, proste - odpowiedział z przebiegłym uśmiechem, zupełnie jakby właśnie odkrył jedno z najważniejszych praw fizyki, które przyniesie mu sławę i wieczną chwałę. Dokładnie tak, taki był z siebie dumny, jakby to odkrył sposób na pozbycie się Voldemorta raz na zawsze. No dobra, może nie aż tak, ale porównywalnie!
- Nie krzywię się ,ja mam taki ryj po prostu - odpowiedział próbując ratować się żartami, jednak nie polepszało to zbytnio sprawy, bo nadal trochę uciekał wzrokiem zmieszany. Jaki był najlepszy sposób na rozwiązanie tematu, który mu nie pasował? Proste, przemilczeć i szybko zmienić temat, a jakże. Unikanie tematu to najlepsze rozwiązanie. Nie ma tematu, nie ma problemu - on to miał łeb.
Plecy chyba jeszcze nawet nosiły mu ślady po ostatnim "myciu" przez nią, ale nie przeszkadzało mu to, dawno temu już nauczył się akceptować ból takim jakim był. W nim czasami odnajdywał to czego mu brakowało, potwierdzenia że faktycznie nadal żyje. Ból był łącznikiem między nim a światem - pozwalając mu pozostać w tym miejscu na jeszcze trochę, bo skoro boli to przecież nie jest stracony, jeszcze.
Zamrugał wyrwany z rozmyślań, jak widać Millie sama postanowiła zmienić temat. Teraz to już jednak by wolał wrócić do poprzedniego tematu i mówieniu o swoich mocnych stronach, jakże żałował, że jednak go nie pociągnął.
- Jak to o co? - zapytał udając zdziwienie i ze śmiertelną powagą dodał. - Dobranie się do twojego tyłka, moja droga - nie napawał się tym jednak długo, nie dał jej myśleć, że faktycznie to jest to co go motywuje.
- O nic mi nie chodzi. Czy muszę mieć jakiś ukryty motyw? - zapytał choć dobrze wiedział i serce aż mu się rwało do powiedzenia jej jaki jest jego deal. To jednak jego płochliwy umysł skutecznie go tłamsił i sprawiał, że wycofywał się dość szybko z tego pomysłu. Wewnętrzna batalia między tą dwójką trwała już któryś dzień i sam nie wiedział, że to dzięki Voldemortowi, który pójdzie w ślady Nerona, w końcu wyzna jej swoje uczucia.
- Lubię spędzać z tobą czas, to wszystko. Dobrze mi tu... - dodał jeszcze nieco ciszej, jakby wypowiedzenie tego na głos miało to w jakiś sposób zniweczyć. Ale bardziej dlatego, że serce zaczynało wygrywać z umysłem w batalii. - A co, już ci w niesmak moja obecność i chciałabyś odzyskać na własność swój pokój? - zapytał trącając ją paluchem. Można by myśleć, że w następnej chwili powinien wstać i powiedzieć "to ja sobie pójdę i dam ci spokój", ale coś w nim się buntowało i wcale nie chciało stąd wychodzić. Z nogami wciąż na podłodze odwrócił się do niej plecami i legł na łóżku w poprzek, kładąc głowę na brzuchu Millie. - To bardzo mi przykro, ale nigdzie się nie wybieram - powiedział szczerząc się w stronę sufitu jak głupi do sera.
- Czyli trzeba być krok przed tobą i po prostu nie nosić gaci, proste - odpowiedział z przebiegłym uśmiechem, zupełnie jakby właśnie odkrył jedno z najważniejszych praw fizyki, które przyniesie mu sławę i wieczną chwałę. Dokładnie tak, taki był z siebie dumny, jakby to odkrył sposób na pozbycie się Voldemorta raz na zawsze. No dobra, może nie aż tak, ale porównywalnie!
- Nie krzywię się ,ja mam taki ryj po prostu - odpowiedział próbując ratować się żartami, jednak nie polepszało to zbytnio sprawy, bo nadal trochę uciekał wzrokiem zmieszany. Jaki był najlepszy sposób na rozwiązanie tematu, który mu nie pasował? Proste, przemilczeć i szybko zmienić temat, a jakże. Unikanie tematu to najlepsze rozwiązanie. Nie ma tematu, nie ma problemu - on to miał łeb.
Plecy chyba jeszcze nawet nosiły mu ślady po ostatnim "myciu" przez nią, ale nie przeszkadzało mu to, dawno temu już nauczył się akceptować ból takim jakim był. W nim czasami odnajdywał to czego mu brakowało, potwierdzenia że faktycznie nadal żyje. Ból był łącznikiem między nim a światem - pozwalając mu pozostać w tym miejscu na jeszcze trochę, bo skoro boli to przecież nie jest stracony, jeszcze.
Zamrugał wyrwany z rozmyślań, jak widać Millie sama postanowiła zmienić temat. Teraz to już jednak by wolał wrócić do poprzedniego tematu i mówieniu o swoich mocnych stronach, jakże żałował, że jednak go nie pociągnął.
- Jak to o co? - zapytał udając zdziwienie i ze śmiertelną powagą dodał. - Dobranie się do twojego tyłka, moja droga - nie napawał się tym jednak długo, nie dał jej myśleć, że faktycznie to jest to co go motywuje.
- O nic mi nie chodzi. Czy muszę mieć jakiś ukryty motyw? - zapytał choć dobrze wiedział i serce aż mu się rwało do powiedzenia jej jaki jest jego deal. To jednak jego płochliwy umysł skutecznie go tłamsił i sprawiał, że wycofywał się dość szybko z tego pomysłu. Wewnętrzna batalia między tą dwójką trwała już któryś dzień i sam nie wiedział, że to dzięki Voldemortowi, który pójdzie w ślady Nerona, w końcu wyzna jej swoje uczucia.
- Lubię spędzać z tobą czas, to wszystko. Dobrze mi tu... - dodał jeszcze nieco ciszej, jakby wypowiedzenie tego na głos miało to w jakiś sposób zniweczyć. Ale bardziej dlatego, że serce zaczynało wygrywać z umysłem w batalii. - A co, już ci w niesmak moja obecność i chciałabyś odzyskać na własność swój pokój? - zapytał trącając ją paluchem. Można by myśleć, że w następnej chwili powinien wstać i powiedzieć "to ja sobie pójdę i dam ci spokój", ale coś w nim się buntowało i wcale nie chciało stąd wychodzić. Z nogami wciąż na podłodze odwrócił się do niej plecami i legł na łóżku w poprzek, kładąc głowę na brzuchu Millie. - To bardzo mi przykro, ale nigdzie się nie wybieram - powiedział szczerząc się w stronę sufitu jak głupi do sera.