14.06.2025, 17:58 ✶
I proszę. Dwa budynki ugaszone. Tak jakby urodził się, aby walczyć z ogniem. Od razu wszystkie wątpliwości Selwyna odnośnie własnych zdolnosći odeszły w niepamięć. Aparat go kochał. Paradoksalnie aparat nigdy go nie zawodził, chociaż mógł zrobić to na milion różnych sposobów, czy to dostarczając niewyraźne zdjęcie, lub takie które dodało mu kilka dodatkowych kilogramów. Jednak najwyraźniej na razie obecność fotografa pomagała mu w walczeniu z żywiołem ognia. No cóż... Możliwe, że aparat po prostu był stabilny w tym co miał mu do zaoferowania, nigdy nie czynił mu pretensji, nie rozumiejąc że Selwyn się o niego martwił i nigdy potem nie mówił słów, które mogłyby sugerować, że jednak ich znajomość nie jest aż tak stracona.
Może rzeczywiście Anthony miał trochę racji w tym, że Selwyn potrzebował publiczności. Może.
No dobrze miał.
I no dobrze, może dalej myślał o tym, co powiedział mu chwilę temu, gdy zaatakował go tamten mężczyzna.
Nie ważne.
Ogień pewnie sprawiał, że wszystkie myśli były znacznie bardziej dramatyczne, a słowa sentymentalne.
W końcu gdy ten dzień był jeszcze znacznie bardziej racjonalny, Shafiq wprost zasugerował mu, że nie są już przyjaciółmi.
Byli już dość blisko antykwariat u Tessy i Jonathan upewnił się, czy reszcie nic nie było, a potem sam przyśpieszył kroku, aby znaleźć się jak najszybciej obok przyjaciółki.
– Na bogów jak dobrze widzieć cię żywą – powiedział podchodząc do Longbottom, która właśnie rozmawiała z funkcjonariuszką Brygady Uderzeniowej. Nie zwracając jednak na to uwagi, Selwyn ujął ramiona czarownicy i przyjrzał się jej dokładnie. – Zaraz porozmawiamy. Jak widzisz moja droga udało nam się zgarnąć trochę osób. Nic ci nie jest? Masakra, wyobrażasz sobie, że ktoś mnie zaatakował? Gigantycznym ogniem! Oczywiście udało mi się obronić, ale wątpię, czy większosc osób byłaby w stanie uchronić się przed tak potężnym czarem!
Może rzeczywiście Anthony miał trochę racji w tym, że Selwyn potrzebował publiczności. Może.
No dobrze miał.
I no dobrze, może dalej myślał o tym, co powiedział mu chwilę temu, gdy zaatakował go tamten mężczyzna.
Nie ważne.
Ogień pewnie sprawiał, że wszystkie myśli były znacznie bardziej dramatyczne, a słowa sentymentalne.
W końcu gdy ten dzień był jeszcze znacznie bardziej racjonalny, Shafiq wprost zasugerował mu, że nie są już przyjaciółmi.
Byli już dość blisko antykwariat u Tessy i Jonathan upewnił się, czy reszcie nic nie było, a potem sam przyśpieszył kroku, aby znaleźć się jak najszybciej obok przyjaciółki.
– Na bogów jak dobrze widzieć cię żywą – powiedział podchodząc do Longbottom, która właśnie rozmawiała z funkcjonariuszką Brygady Uderzeniowej. Nie zwracając jednak na to uwagi, Selwyn ujął ramiona czarownicy i przyjrzał się jej dokładnie. – Zaraz porozmawiamy. Jak widzisz moja droga udało nam się zgarnąć trochę osób. Nic ci nie jest? Masakra, wyobrażasz sobie, że ktoś mnie zaatakował? Gigantycznym ogniem! Oczywiście udało mi się obronić, ale wątpię, czy większosc osób byłaby w stanie uchronić się przed tak potężnym czarem!