- Woda na pewno jest chłodna, ale różnie może się potoczyć sytuacja. - Nie zakładała tak naprawdę niczego, jeśli trzeba będzie to się zanurzy, nie było by to coś nowego. Oczywiście, że wolała znajdować się na lądzie, czy tam na statku, jednak jeśli tego będzie wymagało unicestwienie tych stworzeń, to nie miała zamiaru powstrzymywać się przed kąpielą. - To nasz trzeci wspólny rejs, może powinnyśmy się zastanowić nad kupieniem własnych statków. - Mrugnęła jeszcze porozumiewawczo do Victorii. No, może ich ostatnia wodna przygoda rozpoczęła się tylko na łódce, jednak to nie zmieniało faktu, że faktycznie to był już trzeci raz kiedy razem znajdowały się w dość podobnej sytuacji.
Yaxleyówna stała ciągle obok Fenwicka. Niekoniecznie miała ochotę w tej chwili wdawać się w te wszystkie pogawędki. Już była skupiona na obserwacji otoczenia, musiała być czujna, wiedziała, dlaczego się tutaj znaleźli. Jasne, ledwie wpłynęli, ale skąd mogli wiedzieć, że te stworzenia nie znalazły się bliżej lądu? Nie obserwowali ich dzień i w nocy, zresztą nie mieli pojęcia z czym mają do czynienia. Niektóre zwierzęta lubiły migrować, czasem w ciągu doby, czasem w ciągu pór roku, nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać.
Przeniosła na chwilę spojrzenie na mężczyznę stojącego obok niej. Nie zdziwiło jej, że nie wspomniał o swoim nazwisku, nie wszyscy lubili mówić o sobie wiele na początku znajomości. Właściwie, gdy ktoś spoglądał na nich z boku mógłby uznać, że jest jej bratem. Nikt nie widział Berwyna od lat, wybrał podobną drogę do tej Benjy'ego tylko w mniej brutalny sposób, on po prostu oznajmił, że będzie polował na dużo bardziej interesujące gatunki stworzeń, i nie wracał. Nie pojawiał się w kraju, pisali do siebie czasem, przynajmniej na początku, od dawna nie dostała od niego żadnego listu, nie miała pewności, czy nadal żył. Byli podobnej postury, zresztą łączyły ich więzy krwi, jakby nie patrzeć, nie dało się nie zauważyć podobieństwa między nimi, tak w zasadzie twarzy jej brata pewnie też nikt już nie pamiętał, tak samo jak Fenwicka.
Odezwała się po swoim towarzyszu, chociaż miała wrażenie, że większość osób ją zna. Chcąc nie chcąc stała się ostatnio rozpoznawalna, co niosło ze sobą dodatkowe konsekwencje - musiała być bardziej uważna, nie pozwalać sobie na błędy, nie mogła rzucić złego światła na swoją rodzinę. Ich reputacja była dla niej bardzo ważna, wiele bowiem zawdzięczała ojcu i bardzo doceniała to, co udało jej się osiągnąć dzięki niemu. - Geraldine Yaxley. - Rzuciła spokojnym tonem głosu, jej nazwisko świadczyło o tym, po co się tutaj znalazła. Miała złapać bestie, unicestwić je, pozbyć się ich. W końcu tym zajmowała się jej rodzina, łowcy od pokoleń.
Wpatrywała się w horyzont, przez krótką chwilę milczała, bo składała w głowie wszystko to, czego dowiedziała się od ojca. Wypadało się tym podzielić z osobami, które miały walczyć z nią ramię w ramię, gdy dojdzie do starcia. Nie zakładała bowiem, że może być inaczej, na pewno coś się wydarzy.
- Ojciec wspominał o tym, że podobna sytuacja miała miejsce w pięćdziesiątym ósmym, wtedy wypłynęli podobnie jak my teraz, z przedstawicielami ministerstwa, kilka kilometrów od linii brzegowej. Trafili na trzy węże morskie, które tutaj utknęły, nie potrafiły wrócić do oceanu. Uszkodziły statek, na którym się znajdowali, kilka osób straciło życia w bardzo zaciekłej walce. - Może nie powinna o tym mówić, ale wydawało jej się dość istotne to, by wszyscy znali możliwe ryzyko. Yaxleyówna nie miała w zwyczaju ukrywać niewygodnych faktów. Lepiej, by wszyscy obecni wiedzieli, czego się spodziewać.
- Pisał, że to wygląda dosyć podobnie, ale nie możemy mieć pewności, że to te same stworzenia, bo to nie jest zupełnie składne, że znowu się tutaj znalazły po tylu latach. Po tym, co ostatnio się wydarzyło, nasuwa się też myśl, że Voldemort maczał w tym swoje palce, ale tak naprawdę niczego nie możemy być pewni. - Mogli spodziewać się wszystkiego, dopiero zobaczą z czym mają do czynienia. Nie mieli pewności, obserwacje na pewno pozwolą im to ustalić. Musieli być gotowi na wszystko.
- Zadbał również o to, aby statek był lepiej przygotowany niż ostatnim razem, więc tym nie musimy się martwić. - Ufała ojcu, wiedziała, że jeśli o tym wspomniał, to faktycznie tak było. Nie musieli się więc martwić chociaż tą jedną rzeczą.