Isaac wpuścił ich do pomieszczenia, w którym znajdowała się myśloodsiewnia. Tego potrzebowali, czyż nie? Miała niesamowite szczęście, że jej przyjaciel posiadał ten wyjątkowy przedmiot w swoim sklepie. To ułatwiało sprawę, mogła pokazać im wszystkim, czego była świadkiem, co widziała. Może nie do końca legalnie, bo skorzystała z umiejętności, o której praktycznie nikt nie miał pojęcia, ale ufała wszystkim w tym pomieszczeniu. Może nie przepadała za Fenwickiem, ale wierzyła w to, że jego relacja z Roisem spowoduje, że nie podzieli się jej małą tajemnicą. Isaac umiał trzymać język za zębami, a Roise od dawna to wiedział.
Musiała wyciągnąć wspomnienie. Nie było ono szczególnie przyjemne, ale dzięki temu inni dowiedzą się o tym, czego była świadkiem. Widma były problemem który dotyczył sporej części społeczeństwa, po tym, jak wraz z Atreusem mieli przyjemność spotkać stworzenie, które było jednym z nich, do tego nieco rozwiniętym, które mogło opuszczać Knieję, wypadało coś zrobić z tym problemem. Nie mogła udawać, że jej to nie dotyczy, bo co jeśli w końcu wszystkie z nich ewoluują, wszystkie opuszczą Knieję, co wtedy? Szczególnie, że nikt nie potrafił z nimi walczyć. Dużo lepiej było zająć się sprawą, kiedy chociaż większość z nich jeszcze nie umiała wyjść poza las.
Podeszła do myśloodsiewni, zrobiła miejsce dla Ambroisa, Benjy'ego, by mogli zobaczyć to, co chciała im pokazać. Skupiła się na wyciągnięciu wspomnienia. Było ono dość nieprzyjemne, ale musiała to zrobić. Zmrużyła oczy, odpłynęła, zabrała to wspomnienie, a później skorzystała z przedmiotu, by pokazać wszystko innym obecnym.
Znowu znalazła się w Kniei, biegła przed siebie ile miała sił w płucach, była małym zwierzątkiem, które ledwie unosiło się nad źdźbłami trawy, goniła wilkołaka, przed nią biegł niedźwiedź. Naprawdę wspaniałe połączenie. Ona na końcu, mały, drobny, skunks, który znalazł się tam zupełnie przypadkiem. W końcu pojawiły się one - dziesiątki widm, ściągnięte życiem, miały zamiar pozbawić go intruzów. Jakimś cudem jednak niedźwiedź, wilkołaczyca, i wreszcie ona - skunks, znaleźli się w kromlechu, widma zbliżyły się do nich, dziesiątki widm, które chciały wyssać z nich życie i nie mogły przekroczyć kręgu. Stały tuż przed nim, czekały na moment zawahania. Mężczyźni widzieli runy, które znajdowały się na kamieniach, Geraldine w końcu przyglądała się im niemalże całą noc. Może to im pomoże, może dzięki temu znajdą sposób aby chronić się przed tymi stworzeniami? Benjy powinien wiedzieć co to były za runy.
Nie opowiadała nikomu o strachu, jaki jej towarzyszył tamtej nocy, była niemalże pewna tego, że umrze. Nie powinna wbiegać do lasu, ale przejęła się losem niewinnych i to zrobiła. Mieli ogromne szczęście, że znaleźli się w tym kręgu, nie mogli wiedzieć o jego istnieniu, ale pozwolił im przetrwać noc. To świadczyło o tym, że była metoda, że był sposób na to, by walczyć z tymi stworzeniami.
Obejrzeli wspomnienie, pokazała im wszystko, co widziała tamtej nocy. Później wyszli, właściwie bez słowa, czy było w ogóle co komentować? Nie, ale mogli popracować nad planem, nad jakimś sposobem, jak radzić sobie w przypadku w którym nawiedzą ich te stworzenia.