22.10.2022, 23:19 ✶
Odwzajemnił uśmiech, wznosząc oczy ku niebu. Ach, jaki on był dobry dla tych swoich znajomych. Mieli z nim po prostu pieskie życie. Ani nie oczekiwał za dużo, sporo dawał od siebie, a przy tym nie był jakimś dużym gburem. Przez większość czasu. Czasami bowiem rekompensował sobie długie tygodnie bycia milutkim, drobnymi sprzeczkami i zaczepkami.
— Na wielu poziomach. Ludzie mają prawo do prywatności, to raz, więc ten chłopak nie powinien, co chwilę oglądać się za siebie, jeśli chce się odciąć od złych doświadczeń. Z drugiej strony może być winny, więc powinien w jakiś sposób odpracować swój dług wobec społeczeństwa. Azkaban pocałunek dementora to nie jedyna opcja. Prace społeczne też mogłyby ukrócić pewne zachowania. — Na samo wspomnienie o więzieniu dla czarnoksiężników przeszedł go dreszcz. Ludzie zdecydowanie za bardzo straszyli siebie nawzajem tym, że jeśli ktoś zrobi coś złego, to od razu wyląduje w tym konkretnym więzieniu.
Ministerstwu to pewnie na rękę, pomyślał. Skoro kwestia Azkabanu była poruszana przy dużej ilości przestępstw, to ludzie podświadomie łączyli nielegalną działalność ze zsyłką do tego przerażającego miejsca. Pełniło to swoistą funkcję odstraszającą. Uważaj, nie łam naszych praw, bo źle skończysz.
Zamarł, gdy Nora w końcu zdradziła mu powód ich spotkania. Wybałuszył na nią oczy, jednak wyraz jego twarzy pozostawał w dużej mierze nieodgadniony. W sumie jego stan najlepiej oddawałoby oberwanie zaklęciem Confundus. Tak, to było dosyć adekwatne porównanie.
Nie potrafił zrozumieć, co się, do cholery, działo. Z początku myślał, że to próba żartu. Sądził, że Nora specjalnie przedłuża zdającą się trwać wieczność ciszę i za chwilę wybuchnie śmiechem. Odchyli się na krześle, założy ręce za głowę i doda, że po prostu najadła się poprzedniego dyniowych pasztecików lub rurek z kremem i przez to ciężko jej na żołądku. To byłoby dużo prostsze.
— Zaskoczyłaś mnie, to... to ci przyznam. — Zmarszczył brwi, poruszając bez ustanku ustami, jakby nie wiedział, jakich słów powinien użyć w tych nadzwyczajnych okolicznościach. — Jesteś pewna? Byłaś... Byłaś u medyka, żeby to potwierdzić?
W ostatniej chwili ugryzł się w język, żeby nie spytać, czy dziecko było jego. To pytanie byłoby bardzo głupie i bardzo nie na miejscu. Oczywiste było, że nie był ojcem dziecka. Akurat co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Mimo to fakt, że słyszał o ciąży Nory po raz pierwszy, nieco go zbił z tropu. Skoro Brenna nie puściła pary, to znaczy, że też jeszcze nie wiedziała. Ich trójka była ze sobą na tyle blisko, że utrzymanie w tym gronie czegoś w tajemnicy byłoby dosyć karkołomne. Czyżby więc dowiadywał się jako pierwszy?
— Jak... Jak się z tym czujesz? — spytał powoli, starając się nie zadawać pytań, które mogły w jakiś sposób zaboleć bądź urazić dziewczynę.
Oczywiście w głowie miał milion znaków zapytania. Czy nikt jej nie skrzywdził? Kim był ojciec? Od jak dawna jest w ciąży? Czy on zna ojca tego dziecka? Czy Brenna wie? Czy jej rodzice wiedzą? Jeśli nie wiedzą, to czy ma jakieś lokum, skoro z jakiegoś powodu nie chce im zdradzać tej informacji? Każda z tych kwestii była dosyć istotna, jednak Erik wiedział, że ta lawina rosnąca w jego głowie, nie może jej opuścić. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
— To nie jest koniec świata, Eleanoro. — Jego dłoń, dotychczas spoczywająca na kolanie, uniosła się w górę i pokonała dzielący ich dystans, aby opaść powoli na rękę dziewczyny. Ścisnął delikatnie. Gest wsparcia i otuchy, czy środek zapobiegawczy, żeby Figg nagle nie uciekła, przytłoczona emocjami? Może i to, i to. — Nie jest to najłatwiejsza sytuacja, ale to nie oznacza, że nie możesz tego obrócić na swoją korzyść. Jakoś ci pomożemy, tak. Poradzimy sobie.
— Na wielu poziomach. Ludzie mają prawo do prywatności, to raz, więc ten chłopak nie powinien, co chwilę oglądać się za siebie, jeśli chce się odciąć od złych doświadczeń. Z drugiej strony może być winny, więc powinien w jakiś sposób odpracować swój dług wobec społeczeństwa. Azkaban pocałunek dementora to nie jedyna opcja. Prace społeczne też mogłyby ukrócić pewne zachowania. — Na samo wspomnienie o więzieniu dla czarnoksiężników przeszedł go dreszcz. Ludzie zdecydowanie za bardzo straszyli siebie nawzajem tym, że jeśli ktoś zrobi coś złego, to od razu wyląduje w tym konkretnym więzieniu.
Ministerstwu to pewnie na rękę, pomyślał. Skoro kwestia Azkabanu była poruszana przy dużej ilości przestępstw, to ludzie podświadomie łączyli nielegalną działalność ze zsyłką do tego przerażającego miejsca. Pełniło to swoistą funkcję odstraszającą. Uważaj, nie łam naszych praw, bo źle skończysz.
Zamarł, gdy Nora w końcu zdradziła mu powód ich spotkania. Wybałuszył na nią oczy, jednak wyraz jego twarzy pozostawał w dużej mierze nieodgadniony. W sumie jego stan najlepiej oddawałoby oberwanie zaklęciem Confundus. Tak, to było dosyć adekwatne porównanie.
Nie potrafił zrozumieć, co się, do cholery, działo. Z początku myślał, że to próba żartu. Sądził, że Nora specjalnie przedłuża zdającą się trwać wieczność ciszę i za chwilę wybuchnie śmiechem. Odchyli się na krześle, założy ręce za głowę i doda, że po prostu najadła się poprzedniego dyniowych pasztecików lub rurek z kremem i przez to ciężko jej na żołądku. To byłoby dużo prostsze.
— Zaskoczyłaś mnie, to... to ci przyznam. — Zmarszczył brwi, poruszając bez ustanku ustami, jakby nie wiedział, jakich słów powinien użyć w tych nadzwyczajnych okolicznościach. — Jesteś pewna? Byłaś... Byłaś u medyka, żeby to potwierdzić?
W ostatniej chwili ugryzł się w język, żeby nie spytać, czy dziecko było jego. To pytanie byłoby bardzo głupie i bardzo nie na miejscu. Oczywiste było, że nie był ojcem dziecka. Akurat co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Mimo to fakt, że słyszał o ciąży Nory po raz pierwszy, nieco go zbił z tropu. Skoro Brenna nie puściła pary, to znaczy, że też jeszcze nie wiedziała. Ich trójka była ze sobą na tyle blisko, że utrzymanie w tym gronie czegoś w tajemnicy byłoby dosyć karkołomne. Czyżby więc dowiadywał się jako pierwszy?
— Jak... Jak się z tym czujesz? — spytał powoli, starając się nie zadawać pytań, które mogły w jakiś sposób zaboleć bądź urazić dziewczynę.
Oczywiście w głowie miał milion znaków zapytania. Czy nikt jej nie skrzywdził? Kim był ojciec? Od jak dawna jest w ciąży? Czy on zna ojca tego dziecka? Czy Brenna wie? Czy jej rodzice wiedzą? Jeśli nie wiedzą, to czy ma jakieś lokum, skoro z jakiegoś powodu nie chce im zdradzać tej informacji? Każda z tych kwestii była dosyć istotna, jednak Erik wiedział, że ta lawina rosnąca w jego głowie, nie może jej opuścić. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
— To nie jest koniec świata, Eleanoro. — Jego dłoń, dotychczas spoczywająca na kolanie, uniosła się w górę i pokonała dzielący ich dystans, aby opaść powoli na rękę dziewczyny. Ścisnął delikatnie. Gest wsparcia i otuchy, czy środek zapobiegawczy, żeby Figg nagle nie uciekła, przytłoczona emocjami? Może i to, i to. — Nie jest to najłatwiejsza sytuacja, ale to nie oznacza, że nie możesz tego obrócić na swoją korzyść. Jakoś ci pomożemy, tak. Poradzimy sobie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞