15.06.2025, 21:31 ✶
– Na dobranie się do tyłka to za późno mój kolego bo poza faktem, że nie rucham się z Zakonnikami, ha złożyłam eeee 5 dni temu ślub czystości i jeśli będziemy się ruchać to Matka sprowadzi na mnie pecha i umrę. Także sory– zrobiła super skwaszony uśmiech, z ciasno zaciśniętymi wargami i jak zwykle nie wiadomo było do końca czy mówi poważnie czy niekoniecznie poważnie, a może trochę poważnie, ale musisz zastanowić się która część zdania należy do którego poważnie czy też nie. Może powinien mieć stokrotkę, żeby określić to upadającymi płatkami (poważnie, nie poważnie?), a może pieprzone wahadełko, które by zaczęło kręcić się na każdą wkrętkę, którą Moody miała dla niego gotową.
Nieco się rozluźniła, a na wzmiankę, że zamierza się wyprowadzić oberwał nawet poduszką, przy akompaniamencie stęknięcia osoby, która nieopatrznie postanowiła się przy tym procederze poruszyć.
– Teraz to masz zakaz, bo jak zaczniesz mi piszczeć przez ścianę w tych swoich koszmarach to nawet nie będę miała jak do Ciebie kurwa podejść i pizgnąć Ci na miejscu. Słowo się rzekło, robisz za moją kocią poduszkę. – To było samolubne, to było kurewsko egoistyczne, gdy położył jej głowę na unoszonym oddechem brzuchu, a ona wsupłała mu dłoń między loki. Trochę się rozluźniła, trochę opadła na poduszki w cichej rezygnacji, zawieszeniu broni. Thomas miał do niej miętę, czy może raczej powinna powiedzieć kocimiętkę. Łasił się do niej w sposób tak ostentacyjny, że nie mogła zdecydować co z tym zrobić.
Był za miły.
To było podejrzane.
Ile razy miała wbijane do głowy, że dobrzy ludzie nie są mili, tylko są po prostu dobrzy. Że bycie miłym oznacza słabość? Że mili są lamerzy?
A z drugiej strony Jonathan jak wysłuchiwał jej gorzkich żali na temat chłopów, którzy gdzieś się wokół niej kręcili, sugerował postawić na przyjaciela. Jej kalkulacje były teraz całkiem chłodne - pomijając efekty uboczne eliksirów - Thomasowi mogła zaufać (pomijając śmierdzenie czarną magią, ale ok niech mu będzie, że chciał żeby to demon cierpiał, nawet jak nie miał stuprocentowej pewności, że jebał demona, a nie jakąś zahipnotyzowaną typiarę), Thomas był w zakonie, Thomas był po tej dobrej stronie, Thomasowi mogłaby powiedzieć wszystkie najgorsze rzeczy na swój temat, a ten nadal patrzyłby na nią swoimi rozmaślanionymi oczyma i mówiłby że to słodkie. I jeszcze głaskałby ją po głowie niedoczekanie!
Chociaż głaskanie po głowie brzmiało nader kusząco, o wiele bardziej niżrosnąca w niej ochota przetestowania wytrzymałości jego ciała, na zabawy w których akurat się odnajdywała.
Z resztą to nie miało znaczenia bo OBIECAŁA i Liszek jej świadkiem. To co prawda nie była wieczysta przysięga i nie na zawsze tylko tak na trzy miesiące, ale...
...nie, nie było żadnego ale.
Poza tym wszystko ją bolało w w chuj i dobra, powiedzmy, że myślenie o szorowaniu Thomasem podłogi było przyjemnym rozproszeniem jej obecnych bolączek, ale to byłoby nie w porządku wobec przyjaciela tak myśleć i w ogóle nie w porządku koniec kropka!
Odetchnęła głęboko, a palce wsunęły się głębiej w jego sierść, znaczy w jego czarne loczki.
– Nie o to pytała debilu. Chodziło mi o to co Ty w ogóle chcesz od życia? Napierdalać się ze śmierciożercami każdy debil potrafi, a mnie chodziło wiesz, o takie... o takie plany zawodowe. – opuszki dotarły do skalpu i zaczęły po nim kreślić leniwe kręgi, tak jak kiedyś leniwe kręgi po jej głowie kreśliła mama. – Zanim była wojna to rozpierdalałeś się po całym świecie i co? Co tam właściwie robiłeś? Wiesz, wątpię, żeby Twoją życiową było za robienie kuriera roznoszącego pączki? Co takiego tam robiłeś...? Chciałbyś robić to dalej? No już zeznawaj. Gdybym tylko chciała byłabym zajebistym detektywem, rozpoznam kiedy mi ściemniasz w ryj kocie. – Kłamała, bo byłaby chujowym detektywem. Kłamała, że rozpoznałaby że jej kłamie, ale to z innego powodu. Może tak bardzo chciałaby wierzyć, że nie musi jej kłamać? Że ona nie musi kłamać jemu? Że to nie sen, ani koszmar. Że pewnego dnia mogłaby zaufać, że ktoś zobaczyłby cały szlam jaki trzymało jej wątłe ciało i nadal by stwierdzał, bez różowych okularów, że jest po prostu ok? Było kilka takich osób w otoczeniu Miles, taki Bazyliszek na przykład.
Thomas mówił zgodnie z jej prośbą, poddając się niespiesznej pieszczocie, a ona w pewnym momencie mruknęła:
– Te klątwy to kurwa... gruba sprawa. Powinieneś się poznać z Liszkiem. On lubi... on lubi takie tematy – by niedługo potem zasnąć, w dupie mając to jak Thomas miałby tej nocy spać, skoro jej rekonwalescencja zajmowała całe legowisko, a drugie z łóżek zajebane było obrazami. Być może miał inne plany na tą noc, być może ona chciała robić co innego. Ale w sumie... ten wieczór był nawet miły. I noc w którą śniły jej się wijące po ścianach grobowców koty i bazyliszki.
Nieco się rozluźniła, a na wzmiankę, że zamierza się wyprowadzić oberwał nawet poduszką, przy akompaniamencie stęknięcia osoby, która nieopatrznie postanowiła się przy tym procederze poruszyć.
– Teraz to masz zakaz, bo jak zaczniesz mi piszczeć przez ścianę w tych swoich koszmarach to nawet nie będę miała jak do Ciebie kurwa podejść i pizgnąć Ci na miejscu. Słowo się rzekło, robisz za moją kocią poduszkę. – To było samolubne, to było kurewsko egoistyczne, gdy położył jej głowę na unoszonym oddechem brzuchu, a ona wsupłała mu dłoń między loki. Trochę się rozluźniła, trochę opadła na poduszki w cichej rezygnacji, zawieszeniu broni. Thomas miał do niej miętę, czy może raczej powinna powiedzieć kocimiętkę. Łasił się do niej w sposób tak ostentacyjny, że nie mogła zdecydować co z tym zrobić.
Był za miły.
To było podejrzane.
Ile razy miała wbijane do głowy, że dobrzy ludzie nie są mili, tylko są po prostu dobrzy. Że bycie miłym oznacza słabość? Że mili są lamerzy?
A z drugiej strony Jonathan jak wysłuchiwał jej gorzkich żali na temat chłopów, którzy gdzieś się wokół niej kręcili, sugerował postawić na przyjaciela. Jej kalkulacje były teraz całkiem chłodne - pomijając efekty uboczne eliksirów - Thomasowi mogła zaufać (pomijając śmierdzenie czarną magią, ale ok niech mu będzie, że chciał żeby to demon cierpiał, nawet jak nie miał stuprocentowej pewności, że jebał demona, a nie jakąś zahipnotyzowaną typiarę), Thomas był w zakonie, Thomas był po tej dobrej stronie, Thomasowi mogłaby powiedzieć wszystkie najgorsze rzeczy na swój temat, a ten nadal patrzyłby na nią swoimi rozmaślanionymi oczyma i mówiłby że to słodkie. I jeszcze głaskałby ją po głowie niedoczekanie!
Chociaż głaskanie po głowie brzmiało nader kusząco, o wiele bardziej niżrosnąca w niej ochota przetestowania wytrzymałości jego ciała, na zabawy w których akurat się odnajdywała.
Z resztą to nie miało znaczenia bo OBIECAŁA i Liszek jej świadkiem. To co prawda nie była wieczysta przysięga i nie na zawsze tylko tak na trzy miesiące, ale...
...nie, nie było żadnego ale.
Poza tym wszystko ją bolało w w chuj i dobra, powiedzmy, że myślenie o szorowaniu Thomasem podłogi było przyjemnym rozproszeniem jej obecnych bolączek, ale to byłoby nie w porządku wobec przyjaciela tak myśleć i w ogóle nie w porządku koniec kropka!
Odetchnęła głęboko, a palce wsunęły się głębiej w jego sierść, znaczy w jego czarne loczki.
– Nie o to pytała debilu. Chodziło mi o to co Ty w ogóle chcesz od życia? Napierdalać się ze śmierciożercami każdy debil potrafi, a mnie chodziło wiesz, o takie... o takie plany zawodowe. – opuszki dotarły do skalpu i zaczęły po nim kreślić leniwe kręgi, tak jak kiedyś leniwe kręgi po jej głowie kreśliła mama. – Zanim była wojna to rozpierdalałeś się po całym świecie i co? Co tam właściwie robiłeś? Wiesz, wątpię, żeby Twoją życiową było za robienie kuriera roznoszącego pączki? Co takiego tam robiłeś...? Chciałbyś robić to dalej? No już zeznawaj. Gdybym tylko chciała byłabym zajebistym detektywem, rozpoznam kiedy mi ściemniasz w ryj kocie. – Kłamała, bo byłaby chujowym detektywem. Kłamała, że rozpoznałaby że jej kłamie, ale to z innego powodu. Może tak bardzo chciałaby wierzyć, że nie musi jej kłamać? Że ona nie musi kłamać jemu? Że to nie sen, ani koszmar. Że pewnego dnia mogłaby zaufać, że ktoś zobaczyłby cały szlam jaki trzymało jej wątłe ciało i nadal by stwierdzał, bez różowych okularów, że jest po prostu ok? Było kilka takich osób w otoczeniu Miles, taki Bazyliszek na przykład.
Thomas mówił zgodnie z jej prośbą, poddając się niespiesznej pieszczocie, a ona w pewnym momencie mruknęła:
– Te klątwy to kurwa... gruba sprawa. Powinieneś się poznać z Liszkiem. On lubi... on lubi takie tematy – by niedługo potem zasnąć, w dupie mając to jak Thomas miałby tej nocy spać, skoro jej rekonwalescencja zajmowała całe legowisko, a drugie z łóżek zajebane było obrazami. Być może miał inne plany na tą noc, być może ona chciała robić co innego. Ale w sumie... ten wieczór był nawet miły. I noc w którą śniły jej się wijące po ścianach grobowców koty i bazyliszki.
Koniec sesji