16.06.2025, 17:02 ✶
Byłem zaskoczony. Duchy...? To, co mówił Benek, jak najbardziej do mnie trafiało, tyle że nie miałem pojęcia, że sam mógł czuć podobnie. Że mógł czuć się... martwy? Niepasujący? Nieobecny? Nie mieściło mi się to w głowie, ale jednak było możliwe.
Może zbyt pochopnie go oceniałem? W sumie tak samo jak Laurenta, którego przy pierwszym spotkaniu bardziej chciałem zabić niż przytulić. Więc... byłem idiotą. Taki ze mnie łowca, że od razu robiłem falstart przy zbieraniu informacji. Krucho. Chyba nigdy nie miałem się tego naprawdę nauczyć.
Poczęstowałem się papierosem od Benka. Właściwie, gdy patrzyłem, jak z lubością wypełnia płuca dymem, sam zapragnąłem poczuć to samo. Oczywiście, w okrojonej wersji, ale jednak... To była miła odmiana od mojej codzienności. Pozwalała zająć ręce. Sprawiała, że czułem się choć trochę bardziej człowiekiem, a nie chłodnym, niewzruszonym głazem.
Zastanawiałem się, czy to jakieś zioło, ale powąchałem i odkryłem, że tylko zwykły tytoń. Odpaliłem papierosa różdżką i westchnąłem, gdy tylko poczułem tę odrobinę normalności. Może nie mogła się równać ze świeżą, ciepłą krwią prosto z żyły... ale jednak. Sprawiała, że nie byłem martwy. A przynajmniej, nie czułem się aż tak bardzo martwy.
– Zaletą mojego stanu jest to, że nie szczam, nie sram i w sumie nawet nie muszę spać, ale robię to, żeby odpocząć od myśli – wyznałem z lekkim uśmiechem. Miałem pewne przewagi nad żywymi, jeśli chodzi o potrzeby fizjologiczne. Nie musiałem się oddalać na boczek, żeby się ogarnąć. I tak sobie pomyślałem, że gdybym wpadł teraz w ognisko, to bym się ani nie posrał, ani nie poszczał, tylko najpewniej sprawnie spłonął. Ciekawe tylko, czy bym przy tym wrzeszczał.
– Ale moglibyśmy wypalić mi na tyłku tekst nie gryź ludzi, żebym pamiętał o tym przy każdym ruchu – rzuciłem z lekkim uśmiechem, choć w środku było to gorzko-smutne. Smutne żarty od smutnego czło... właściwie, wampira.
Zaciągnąłem się papierosem, chcąc się wyciszyć, ale ostatecznie jednak zamarłem. Ktoś krzyczał.
Skierowałem spojrzenie na jednego z obecnych, który unosił się w powietrzu. Spiąłem się i odruchowo odsunąłem papierosa od ust. Zerknąłem przerażony na Benka, a zaraz potem na resztę zebranych.
Nikt nie reagował?
Może zbyt pochopnie go oceniałem? W sumie tak samo jak Laurenta, którego przy pierwszym spotkaniu bardziej chciałem zabić niż przytulić. Więc... byłem idiotą. Taki ze mnie łowca, że od razu robiłem falstart przy zbieraniu informacji. Krucho. Chyba nigdy nie miałem się tego naprawdę nauczyć.
Poczęstowałem się papierosem od Benka. Właściwie, gdy patrzyłem, jak z lubością wypełnia płuca dymem, sam zapragnąłem poczuć to samo. Oczywiście, w okrojonej wersji, ale jednak... To była miła odmiana od mojej codzienności. Pozwalała zająć ręce. Sprawiała, że czułem się choć trochę bardziej człowiekiem, a nie chłodnym, niewzruszonym głazem.
Zastanawiałem się, czy to jakieś zioło, ale powąchałem i odkryłem, że tylko zwykły tytoń. Odpaliłem papierosa różdżką i westchnąłem, gdy tylko poczułem tę odrobinę normalności. Może nie mogła się równać ze świeżą, ciepłą krwią prosto z żyły... ale jednak. Sprawiała, że nie byłem martwy. A przynajmniej, nie czułem się aż tak bardzo martwy.
– Zaletą mojego stanu jest to, że nie szczam, nie sram i w sumie nawet nie muszę spać, ale robię to, żeby odpocząć od myśli – wyznałem z lekkim uśmiechem. Miałem pewne przewagi nad żywymi, jeśli chodzi o potrzeby fizjologiczne. Nie musiałem się oddalać na boczek, żeby się ogarnąć. I tak sobie pomyślałem, że gdybym wpadł teraz w ognisko, to bym się ani nie posrał, ani nie poszczał, tylko najpewniej sprawnie spłonął. Ciekawe tylko, czy bym przy tym wrzeszczał.
– Ale moglibyśmy wypalić mi na tyłku tekst nie gryź ludzi, żebym pamiętał o tym przy każdym ruchu – rzuciłem z lekkim uśmiechem, choć w środku było to gorzko-smutne. Smutne żarty od smutnego czło... właściwie, wampira.
Zaciągnąłem się papierosem, chcąc się wyciszyć, ale ostatecznie jednak zamarłem. Ktoś krzyczał.
Skierowałem spojrzenie na jednego z obecnych, który unosił się w powietrzu. Spiąłem się i odruchowo odsunąłem papierosa od ust. Zerknąłem przerażony na Benka, a zaraz potem na resztę zebranych.
Nikt nie reagował?