- W tej sytuacji wolałabym nie mieć racji. - Jakby to coś właściwie zmieniało... Musieli jakoś poradzić sobie z tym problemem, pewnie zajmie im to trochę czasu, ale musieli to zrobić. Tak, docierało do niej, że już nie był to tylko i wyłącznie jej problem, może to lepiej, im więcej osób się zaangażuje w sprawę, tym więcej będą mieli pomysłów, w jaki sposób można to ograć. Jej samej kończyły się już złote myśli. Dość długo bowiem próbowała to ogarnąć i jakoś nic z tego nie wyszło, czasem warto było sięgnąć po pomoc, czyż nie, to był chyba jeden z tych momentów, szczególnie, że chodziło o nieżycie jej młodszego brata.
- No, nigdy nie byliśmy szczególnie blisko, ominęły nas rodzinne obiadki, ale wiesz, jego matka to siostra Gerarda, chyba bliżej spokrewnionym być nie można. - Oczywiście poza rodzeństwem. Wiadomo, że większość czystokrwistych znalazłaby w swoich drzewach genealogicznych praktycznie wszystkie rodziny, które były uwzględnione w skorowidzu, ale w ich przypadku było to naprawdę bardzo bliskie pokrewieństwo, tyle, że mało kto o nim wiedział, czy pamiętał. Zresztą Benjy był teraz kimś innym prawda, nie było więc sensu się skupiać na tych koligacjach, które i tak nie miały aktualnie żadnego znaczenia.
Czasem tak się zdarzało, że rodzinie nie do końca było ze sobą po drodze, oni byli tego idealnym przykładem, jasne w Hogwarcie jakoś się ze sobą dogadywali, grali razem przez kilka lat w drużynie, nawet go wtedy lubiła, tyle, że nie byli już tymi samymi ludźmi, a Fenwick pokazywał, że gardzi takimi jak ona, jakby uważał się za lepszego przez to, że odciął się od świata, w którym przyszło im żyć. Nie był to jednak moment, w którym chciała o tym myśleć, naprawdę próbowała zmienić swoje nastawienie, wyciągnęła w jego kierunku nawet gałązkę oliwną, a nie robiła tego często. Starała się, by ich relacja stała się jak najbardziej poprawna, bo zależało im na tych samych ludziach, więc bez sensu byłoby pałać do siebie nienawiścią.
- Tak szczerze? Nie wiem, czy oni się rozpoznali, może myśleli, że mają do czynienia z kimś innym, a później dopiero do nich dotarło kim są. - Wcale by jej to nie zdziwiło. Nie miała pojęcia, kiedy zaczęli się lubić, gdzie doszło do ich pojednania, bliższego poznania, jak zwał tak zwał. Nie wnikała w to, tak chyba było bezpieczniej.
Yaxleyówna nie do końca wiedziała, dlaczego Ambroise tak zirytował się tym tekstem o świniaku (tylko tyle dotarło do jej uszu), ale coś musiało być na rzeczy, bo rzucił w Romulusa zaklęciem. Z początku poszło jako tako, ale postanowił powtórzyć tę czynność i wtedy, wtedy dopiero zdała sobie sprawę, co dokładnie zamierzał zrobić. Czar został rzucony perfekcyjnie, nie dało się tego nie zauważyć, idealne zaklęcie, by wyjebać Pottera w kosmos, tylko po co? Dlaczego? Zamrugała dwa razy i wypiła zawartość swojej szklanki jednym haustem.
Dopiero wtedy cyrk zaczął swoje przedstawienie. Romulus postanowił złapać się Corneliusa... Cóż, nie sądziła, że mu się to spodoba, wiadomo jaki był Lestrange, a teraz zaczęli razem wznosić się nad ziemią. Yaxleyówna wpatrywała się w nich, nie do końca wiedząc, czy powinna zareagować. Daleko chyba nie polecą, prawda? Nie polecą daleko... Przeniosła wzrok na Ambroisa, pokręciła przy tym głową i mruknęła cicho. - Corio Cię zajebie. - Romulus raczej nie miał takich tendencji... Na szczęście ona nie była w to zamieszana, więc nie musiała się martwić zirytowanym przyjacielem, a tak, miała pewność, że nie zareaguje na to ze szczególną radością. Lestrange zdecydowanie należał do osób, które lubiły panować nad swoim otoczeniem, a w tej sytuacji... przez to, że Romulus postanowił się go chwycić stał się przypadkową ofiarą tego żartu, bo to chyba był żart?
- Długo tak będą? Fruwać? Masz na to jakiś pomysł, czy raczej YOLO? - Nie byli tutaj jedynymi osobami, więc w sumie ani Romek, ani Corio mogli nie dowiedzieć się kto był odpowiedzialny za tę ich chwilową zabawę w przestworzach. Geraldine chcąc nie chcąc nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który zaczął pojawiać się na jej twarzy, cóż, dwoje dorosłych typów, którzy bezwiednie unosili się na wietrze, to było całkiem zabawne.