16.06.2025, 21:40 ✶
Zerknął kontrolnie. Wyglądało na to, że wszyscy zbili się już w pomniejsze grupki. W sumie może to i dobrze, że rozmowa względnie się wszystkim kleiła? Po tym, co ich spotkało w Londynie można było zakładać, że ognisko mogło trwać w akompaniamencie odgłosów świerszczy i kumkania lokalnego stada żab. A tak...? Przynajmniej częściowo mogli zapomnieć o losie stolicy.
— Opowiem o tym matce przy najbliższej okazji. W końcu będę miał jakiś dowód na twoją jawną nikczemność — poinformował ją bez mrugnięcia okiem. — Zawsze wiedziałem, że to twoja wielka fantazja. Chciałabyś, żeby mój mózg był chociaż trochę martwy, co? W końcu miałabyś okazję do tego, żeby mi trochę pogrzebać w głowie. — Pokazał jej z niemym rozbawieniem język. — Taka oto z ciebie fetyszystka.
Zapewne byłaby wniebowzięta, gdyby brat zdecydował się przekazać swoje ciało nauce po ewentualnym zgonie. Wtedy mogłaby na nim eksperymentować do woli i być może odkryłaby czemu aż tak się od siebie różnili. Kto wie, może nawet na podstawie swoich doświadczeń napisałaby pracę naukową, żeby drugi taki Eliasz już nigdy się nie urodził? Z jednej strony urocze, bo byłbym jedyny w swoim rodzaju, a z drugiej... Szalenie pokręcone, pomyślał, przyglądając się siostrze z krzywą miną. Jakby co najmniej oczekiwał, że zaraz wyciągnie z kieszeni skalpel.
— Pół na pół. Ambroży kazał mi odebrać paczkę z Londynu, skoro już byłem w okolicy — wyjaśnił pokrótce, siadając na hamaku tuż obok siostry. Wiązania siedziska naprężyły się pod ich wspólnym ciężarem. Westchnął ciężko. — Będziemy jeść ''mięsnego jeża''. Mięso z jeża, rozumiesz to? Jak te czystokrwiste burżuje. Te wszystkie Blacki, Malfoye i Mulcibery muszą zajadać się tym na co dzień.
Niewykluczone, że Yaxley nawet go upolowała, pomyślał przelotnie Eliasz, zerkając w stronę olbrzymki i jej partnera. W końcu, czy ona przypadkiem nie przewodziła jakiemuś kółku strzeleckiemu? A może jej rodzina prowadziła jakąś szkółkę leśną? Nie potrafił sobie przypomnieć, ale kojarzył, że rodzina kobiety miała sporo wspólnego z dzikimi zwierzętami i lasem. Skoro Ambroise zajmował się leczeniem, to nic dziwnego, że to Geraldine musiała dbać o to, żeby na stole zawsze było jakieś jedzenie. W poniedziałki tatar ze skunksa, we środy potrawka z lisa... Wzdrygnął się na samą myśl. Oby Ambroży od czasu do czasu jadał na mieście, bo jeszcze kiedyś sam wyląduje na oddziale z zatruciem pokarmowym. Albo wścieklizną.
— Cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie — przyznał po dłuższej chwili. — Spodziewałem się, że... Znowu schowasz się w swoich katakumbach. W sensie, w Ministerstwie Magii. — Wywrócił wymownie oczami. — Wyjście do ludzi dobrze nam zrobi. Zwłaszcza po wydarzeniach ostatnich dni. Ah, no i twoja kreatywność nieco się rozbudzi. Będziesz musiała wymyślić coś lepszego od szlabanu, którego już nie możesz nikomu wlepić, jak ktoś zagra ci na nerwach.
Uśmiechnął się szeroko.
— Opowiem o tym matce przy najbliższej okazji. W końcu będę miał jakiś dowód na twoją jawną nikczemność — poinformował ją bez mrugnięcia okiem. — Zawsze wiedziałem, że to twoja wielka fantazja. Chciałabyś, żeby mój mózg był chociaż trochę martwy, co? W końcu miałabyś okazję do tego, żeby mi trochę pogrzebać w głowie. — Pokazał jej z niemym rozbawieniem język. — Taka oto z ciebie fetyszystka.
Zapewne byłaby wniebowzięta, gdyby brat zdecydował się przekazać swoje ciało nauce po ewentualnym zgonie. Wtedy mogłaby na nim eksperymentować do woli i być może odkryłaby czemu aż tak się od siebie różnili. Kto wie, może nawet na podstawie swoich doświadczeń napisałaby pracę naukową, żeby drugi taki Eliasz już nigdy się nie urodził? Z jednej strony urocze, bo byłbym jedyny w swoim rodzaju, a z drugiej... Szalenie pokręcone, pomyślał, przyglądając się siostrze z krzywą miną. Jakby co najmniej oczekiwał, że zaraz wyciągnie z kieszeni skalpel.
— Pół na pół. Ambroży kazał mi odebrać paczkę z Londynu, skoro już byłem w okolicy — wyjaśnił pokrótce, siadając na hamaku tuż obok siostry. Wiązania siedziska naprężyły się pod ich wspólnym ciężarem. Westchnął ciężko. — Będziemy jeść ''mięsnego jeża''. Mięso z jeża, rozumiesz to? Jak te czystokrwiste burżuje. Te wszystkie Blacki, Malfoye i Mulcibery muszą zajadać się tym na co dzień.
Niewykluczone, że Yaxley nawet go upolowała, pomyślał przelotnie Eliasz, zerkając w stronę olbrzymki i jej partnera. W końcu, czy ona przypadkiem nie przewodziła jakiemuś kółku strzeleckiemu? A może jej rodzina prowadziła jakąś szkółkę leśną? Nie potrafił sobie przypomnieć, ale kojarzył, że rodzina kobiety miała sporo wspólnego z dzikimi zwierzętami i lasem. Skoro Ambroise zajmował się leczeniem, to nic dziwnego, że to Geraldine musiała dbać o to, żeby na stole zawsze było jakieś jedzenie. W poniedziałki tatar ze skunksa, we środy potrawka z lisa... Wzdrygnął się na samą myśl. Oby Ambroży od czasu do czasu jadał na mieście, bo jeszcze kiedyś sam wyląduje na oddziale z zatruciem pokarmowym. Albo wścieklizną.
— Cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie — przyznał po dłuższej chwili. — Spodziewałem się, że... Znowu schowasz się w swoich katakumbach. W sensie, w Ministerstwie Magii. — Wywrócił wymownie oczami. — Wyjście do ludzi dobrze nam zrobi. Zwłaszcza po wydarzeniach ostatnich dni. Ah, no i twoja kreatywność nieco się rozbudzi. Będziesz musiała wymyślić coś lepszego od szlabanu, którego już nie możesz nikomu wlepić, jak ktoś zagra ci na nerwach.
Uśmiechnął się szeroko.