- Nom, nie mają. - Jakoś tak wyszło. Wiadomo, że różnie bywa z rodziną, nie ze wszystkimi chętnie się spotykało, czy utrzymywało kontakt. Gerry utrzymywała dość bliskie więzi z większością kuzynostwa, nawet z Borginami, więc to było dla niej nie do końca typowe, ale siostra ojca odsunęła się od nich bardzo dawno temu, chyba wtedy, kiedy nawet jej jeszcze nie było na świecie.
Sama Ger jakoś nigdy nie interesowała się specjalnie tym, dlaczego tak jest, po prostu to przyjęła i zaakceptowała. To nie było nic wielkiego, zresztą nie do końca wydawało jej się, by spory, czy relacje starszych pokoleń były jej sprawą.
- Mnie już chyba mało co jest w stanie zdziwić. - Świat był mały, czasem zupełnie splatał ze sobą drogi znajomych sobie osób, stawiając ich w zupełnie nowej sytuacji, może tak właśnie było z Fenwickiem i Rothem. Nie był to jej interes, dobrze jednak było wiedzieć, że jej brat ma jakieś dodatkowe wsparcie, może to mu pomoże, bo zaczynały jej się już kończyć pomysły.
Yaxleyówna obserwowała przedstawienie, które działo się na niebie. Nie spodziewała się, że Ambroise tak spektakularnie potrafił korzystać z translokacji, jak widać ćwiczył te zaklęcia, gdy nie było jej obok niego. Cóż, naprawdę doskonałe to było zaklęcie, najchętniej by mu nawet przyklasnęła, jednak właśnie - nie mogła go wydać, musiała obserwować to w ciszy, a szkoda.
- Coś Ty, ale skoro Cię nie wydam, to pewnie zostanę wzięta za partnerkę w zbrodni. - Z tym też chyba powinna się pogodzić, bo przecież wiedziała, ale nie powiedziała, czy coś. Z drugiej strony to nie było nic wielkiego, tylko niewinna lewitacja, nie mieli przecież odfrunąć gdzieś daleko. Nie wiedziała dlaczego Roise to zrobił, ale na pewno miał jakiś solidny powód, aby zabawić się Romulusem, który postanowił wciągnąć w to Corio.
- To chyba najlepsza opcja. - Wszystko wydarzyło się dość spontanicznie, więc nie było sensu jakoś specjalnie zastanawiać się nad resztą, lądowaniem, czy jeszcze innymi rzeczami. Zresztą daleko nie polecą, może nieco będą bolały ich tyłki, gdy padną na ziemię. Nie takie rzeczy zapewne ich już spotykały.
- Jezioro wydaje się być najbardziej bezpieczną opcją. - Dodała od siebie, na pewno woda była przyjemniejszym lądowiskiem od ziemi, z dwoja złego sama wolałaby trafić właśnie do jeziora.
Nie wszystko jednak potoczyło się tak jak zakładali. Yaxley nie odrywała wzroku od mężczyzn, którzy frunęli po niebie. Byli bardzo blisko jeziora, tyle, że Ambroise przerwał zaklęcie? Samo przestało działać? Cały misterny plan w pizdu. Gerry otworzyła szeroko oczy. Cóż, wylądowali. Nie na ziemi. Chyba nie było tak źle, bo trafili na hamaki, Corio w ogóle miał farta, bo znalazł się w tym pustym, Romulus nieco mniej, bo wylądował na rodzeństwe Bletchley, ale mogło być gorzej, prawda?
- No to wylądowali. - Rzuciła jeszcze do Roisa.
Później nieco ją zatkało, gdy zobaczyła reakcję Pottera, cóż, tyle by było z tego żartu Roisa, najwyraźniej nie wszystkich śmieszył tak samo. - Co teraz? - Oczywiście, że nie zamierzała się w to mieszać, bo przecież była tylko i wyłącznie obserwatorem tej całej sytuacji, ale winę za żart jej chłopaka aktualnie ponosiła zupełnie inna osoba.