22.10.2022, 23:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2022, 23:26 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)
Geraldine wyglądała zwyczajnie. Spodnie dzwony, a do tego biała koszula, na wierzch narzuciła starą, skórzaną kurtkę, zrobioną zapewne z jakiegoś stworzenia, które udało jej się uratować. Policzki miała rumiane od wiatru, który towarzyszył jej dzisiaj niemal cały dzień. Przyglądała się uważnie Thomasowi zauważając jak bardzo zmężniał. Niewiele zostało w nim z tego chłopca, którego poznała na pierwszym roku nauki w Hogwarcie. Spędzili w końcu siedem lat spotykając się niemal codziennie. Przypomniała sobie, jaki był na początku zagubiony, w końcu trafił do zupełnie nowego dla siebie świata, trochę jej go było szkoda, tym bardziej, że wśród czarodziejów nie brakowało osób, które uważały, że dla takich jak on nie ma miejsca w tym magicznym świecie. Daleko nie musiała szukać, takie poglądy reprezentował jej brat Theon, zresztą niemalże cała jej rodzina. Pamiętała również, jak pewnego roku wrócił po wakacjach zupełnie inny, urósł chyba o połowę! Wreszcie miała w nim godnego siebie konkurenta podczas treningów drużyny quidditcha. Jakoś tak te milsze wspomnienia utkwiły jej bardziej w pamięci, choć tych innych też nie brakowało. Omal nie spadła przez niego z miotły! No, ale wtedy byli dziećmi.
- To już dziesięć lat? A my nadal tacy piękni i młodzi. zaśmiała się w głos ze swojego, jakże zabawnego żartu. - Serio, aż tak mocno Ci przyłożyłam? Nie pamiętam właściwie, kiedy ostatnio grałam w quidditcha, chyba w czasach Hogwartu. - Zapomniała, jak bardzo to lubiła, może powinna wrócić do tego sportu? Zapisać się na jakieś dodatkowe zajęcia, aktywności fizycznej nigdy zbyt wiele, szczególnie w jej zawodzie.
- Naprawdę jest aż tak źle? - przyglądała się miotle, choć wiedziała, że mężczyzna ma rację i powinna się z nim zgodzić bez zawahania. - Coś Ty, stary dziad? Całkiem dobrze wyglądasz w tym mundurze. Może nie, aż tak jak w stroju do gry w quidditcha w barwach Gryffindoru, jednak nadal masz ten swój wdzięk.- widać było, że Thomas nadal jest bardzo wysportowany, zresztą nie mogło być inaczej, skoro skończył w BUMie, policjanci chyba sporo się ruszali, a przynajmniej takie miała wyobrażenie o ich pracy.
- Od razu nieszczęściem, nie przesadzaj, biorę to na siebie, spełniaj swoje obowiązki, przyjmuję mandat, Twoi przełożeni będą zadowoleni. Wiesz, takie nieszczęście, to trochę jak szczęście. Gdyby nie ta miotła, to byś się nie zatrzymał i byśmy się nie spotkali, a tak to przynajmniej udało nam się na siebie wpaść po tylu latach. - Nieszczęściem w jej przypadku mogło być ugryzienie przez jakiegoś bazyliszka, czy inne stworzenie, dzisiejszy dzień należał raczej do tych przyjemniejszych i nie popsuje tego nawet mandat.
- Pub, kawiarnia? Właściwie to powinniśmy się kiedyś spotkać, chętnie bym się dowiedziała jak Ci minęło te ostatnie dziesięć lat. - a i byłaby możliwość powspominać dawne, dziecięce czasy.
- To już dziesięć lat? A my nadal tacy piękni i młodzi. zaśmiała się w głos ze swojego, jakże zabawnego żartu. - Serio, aż tak mocno Ci przyłożyłam? Nie pamiętam właściwie, kiedy ostatnio grałam w quidditcha, chyba w czasach Hogwartu. - Zapomniała, jak bardzo to lubiła, może powinna wrócić do tego sportu? Zapisać się na jakieś dodatkowe zajęcia, aktywności fizycznej nigdy zbyt wiele, szczególnie w jej zawodzie.
- Naprawdę jest aż tak źle? - przyglądała się miotle, choć wiedziała, że mężczyzna ma rację i powinna się z nim zgodzić bez zawahania. - Coś Ty, stary dziad? Całkiem dobrze wyglądasz w tym mundurze. Może nie, aż tak jak w stroju do gry w quidditcha w barwach Gryffindoru, jednak nadal masz ten swój wdzięk.- widać było, że Thomas nadal jest bardzo wysportowany, zresztą nie mogło być inaczej, skoro skończył w BUMie, policjanci chyba sporo się ruszali, a przynajmniej takie miała wyobrażenie o ich pracy.
- Od razu nieszczęściem, nie przesadzaj, biorę to na siebie, spełniaj swoje obowiązki, przyjmuję mandat, Twoi przełożeni będą zadowoleni. Wiesz, takie nieszczęście, to trochę jak szczęście. Gdyby nie ta miotła, to byś się nie zatrzymał i byśmy się nie spotkali, a tak to przynajmniej udało nam się na siebie wpaść po tylu latach. - Nieszczęściem w jej przypadku mogło być ugryzienie przez jakiegoś bazyliszka, czy inne stworzenie, dzisiejszy dzień należał raczej do tych przyjemniejszych i nie popsuje tego nawet mandat.
- Pub, kawiarnia? Właściwie to powinniśmy się kiedyś spotkać, chętnie bym się dowiedziała jak Ci minęło te ostatnie dziesięć lat. - a i byłaby możliwość powspominać dawne, dziecięce czasy.