19.06.2025, 12:31 ✶
— Tylko ktoś dojrzały może przemówić ci do rozsądku. Ktoś kto ma w pełni rozwinięte obie półkule mózgu i potrafi z nich należycie skorzystać — odparł Eliasz, uśmiechając się głupkowato do siostry. — Obawiam się, że w naszej najbliższej rodzinie wyklucza to mnie z tego równania, więc zostają tylko rodzice. Nie wiem czy byłabyś w stanie sama sobie pomóc.
Bądź co bądź, kto miał większe doświadczenie życiowe od ich rodziców?
— A ty naprawdę nie chcesz o nich ze mną rozmawiać? — rzucił ze zdziwioną miną, jakby do tej pory były to ich główne tematy niezobowiązujących dyskusji podczas wspólnych spotkań. — Muszę wiedzieć, kto mógłby przypaść ci do gustu. A kogo odprawiać z kwitkiem, gdyby poprosił o numer twojej skrytki pocztowej z sowiej poczty. Poza tym uwielbiam słuchać o twoim życiu. To tak jakbyśmy je współdzielili.
Niestety nie zdołali w pełni rozwinąć tego tematu konwersacji, ponieważ niedługo później ich duo zmieniło się w trio... I to nie z ich własnej inicjatywy. Eliasz obserwował przecinającego powietrze Pottera, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nawet próbował zerwać się z miejsca, żeby uniknąć tego zderzenia światów, ale był zbyt wolny. Poza tym, pewnie zrobiłby sobie jeszcze większą krzywdę, gdyby zbyt szybko wstał. Starość nie radość, czyż nie? Kur-, zdążył tylko pomyśleć, gdy kolano Romka wbiło mu się w brzuch.
— Wiecie co? Po-Pojebało was wszystkich — sapnął Eliasz, którego noga zaplątała się między wiązaniami hamaka. Próbował ją jakoś wyplątać, ale efekty były dość mierne. — Nie żeby cokolwiek uległo zmianie od poprzedniej imprezy… Po prostu stwierdzam fakt. Żeby zapadł wam w pamięć. I zapisał się tam na dłuższy czas. Gdybyście w ciągu najbliższego kalendarzowego tygodnia planowali powtórkę. To może wtedy...
Urwał niespodziewanie, gdy Romkowi udało się wyswobodzić, stanąć na nogi i... wycelować w nich palec. Bletchley przekrzywił lekko głowę w bok, przyglądając się wymownie mężczyźnie, bo wyglądał tak, jakby planował właśnie wygłosić jakieś wielkie przemówienie. Co to mogło być? Żądanie wydania werdyktu ile punktów w skali od 1 do 10 należało mu się za to szybowanie? A może planował im podziękować za uratowanie życia, skoro zamortyzowali jego upadek?
Elias spodziewał się wielu rzeczy, ale na pewno nie oskarżeń wysuniętych w stronę Prudence. I to w tak... agresywnej formie. Aż go zatkało; po prostu wodził wzrokiem między siostrą a przyjacielem niczym przestraszone dziecko, które właśnie się orientuje, że rodzice się rozwodzą. Zastygł w miejscu, odprowadzając Pottera spojrzenia, aby potem skupić się na ''głównej winowajczyni'' tego całego zamieszania.
— Coś ty mu zrobiła? — spytał przyciszonym głosem, posyłając niespokojne spojrzenie ku reszcie grupy. — Za co miałaś się niby zemścić?
Bądź co bądź, kto miał większe doświadczenie życiowe od ich rodziców?
— A ty naprawdę nie chcesz o nich ze mną rozmawiać? — rzucił ze zdziwioną miną, jakby do tej pory były to ich główne tematy niezobowiązujących dyskusji podczas wspólnych spotkań. — Muszę wiedzieć, kto mógłby przypaść ci do gustu. A kogo odprawiać z kwitkiem, gdyby poprosił o numer twojej skrytki pocztowej z sowiej poczty. Poza tym uwielbiam słuchać o twoim życiu. To tak jakbyśmy je współdzielili.
Niestety nie zdołali w pełni rozwinąć tego tematu konwersacji, ponieważ niedługo później ich duo zmieniło się w trio... I to nie z ich własnej inicjatywy. Eliasz obserwował przecinającego powietrze Pottera, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nawet próbował zerwać się z miejsca, żeby uniknąć tego zderzenia światów, ale był zbyt wolny. Poza tym, pewnie zrobiłby sobie jeszcze większą krzywdę, gdyby zbyt szybko wstał. Starość nie radość, czyż nie? Kur-, zdążył tylko pomyśleć, gdy kolano Romka wbiło mu się w brzuch.
— Wiecie co? Po-Pojebało was wszystkich — sapnął Eliasz, którego noga zaplątała się między wiązaniami hamaka. Próbował ją jakoś wyplątać, ale efekty były dość mierne. — Nie żeby cokolwiek uległo zmianie od poprzedniej imprezy… Po prostu stwierdzam fakt. Żeby zapadł wam w pamięć. I zapisał się tam na dłuższy czas. Gdybyście w ciągu najbliższego kalendarzowego tygodnia planowali powtórkę. To może wtedy...
Urwał niespodziewanie, gdy Romkowi udało się wyswobodzić, stanąć na nogi i... wycelować w nich palec. Bletchley przekrzywił lekko głowę w bok, przyglądając się wymownie mężczyźnie, bo wyglądał tak, jakby planował właśnie wygłosić jakieś wielkie przemówienie. Co to mogło być? Żądanie wydania werdyktu ile punktów w skali od 1 do 10 należało mu się za to szybowanie? A może planował im podziękować za uratowanie życia, skoro zamortyzowali jego upadek?
Elias spodziewał się wielu rzeczy, ale na pewno nie oskarżeń wysuniętych w stronę Prudence. I to w tak... agresywnej formie. Aż go zatkało; po prostu wodził wzrokiem między siostrą a przyjacielem niczym przestraszone dziecko, które właśnie się orientuje, że rodzice się rozwodzą. Zastygł w miejscu, odprowadzając Pottera spojrzenia, aby potem skupić się na ''głównej winowajczyni'' tego całego zamieszania.
— Coś ty mu zrobiła? — spytał przyciszonym głosem, posyłając niespokojne spojrzenie ku reszcie grupy. — Za co miałaś się niby zemścić?