Antypatie związane z magicznymi stworzeniami zostawiał również ludziom, którzy stali na tych deskach - równie mocno jak sympatie. Nie możesz kontrolować ludzi, ale możesz na nich wpływać. Troszkę. Odrobinę. Jeśli stoisz na tym samym statku, który może tak samo zatonąć, na którym łączy was wspólny cel, a jest nim zadbanie o bezpieczeństwo ludzi, to już wielki krok ku porozumieniu. Laurent Prewett nie łudził się kontrolą. Łudził się tylko (lub aż) tym, że nikt nie rodził się z natury zły. Chciał się też przestać łudzić, że w każdym da się odnaleźć jakąś cząstkę dobra.
Migoczący, jasny lazur jego oczu, który wydawał się zaklinać w swoich toniach ruchy fal, skierował się na Benjy'ego. Francja. Niezwykle tkliwe miejsce, chowające pod swoją powierzchnią niezwykle wiele wspomnień - tkliwych i takich, o których nie da się zapomnieć pomimo tego, że chcesz. I zaraz te oczy spoczęły na perfekcyjnie wypolerowanym drewnie. Kusza na pewno była ciężka, a w dotyku gładka jak plecy kochanki. Jej stalowe elementy były na pewno zimne jak kostki lodu w drinku serwowanym na Pokątnej. Zaraz ten wzrok wrócił na twarz mężczyzny. Nie, to nie Francja. To nie była Francja...
Kwestia tego, czy dotrą do walki, czy też nie, wypowiedziana przez Victorię, wydawała się przesądzona wraz ze słowami Geraldine. Tak jak ufał Victorii i miał poczucie, że przy niej nic złego mu nie groziło, tak ufał Geraldine i temu, że żadna bestia nie przedrze się naprzód, jeśli ona będzie z przodu. Jej chora brutalność była innym aspektem - ludzie lubili mówić, że ich gatunek jest jeszcze brutalniejszy niż bestie. To nieprawda. Ciekawe, czy Geraldine zauważyła, że zbliżyła się do tego, na co sama poluje. Laurent był ostatnią osobą do oceniania, jak powinien człowiek się zachowywać w walce czy sytuacji samoobrony. Co jednak oceniał to to, jak po drodze do tego traktuje się ludzi wokół.
Niezwykle trafny zespół dobrał Artemis do swoich potrzeb. Trafną - może poza jednym elementem, o którym Laurent wiedział nic i który nie postanowił podzielić się tajemnicą, jaką lukę tutaj wypełniał i czym miał się zajmować. Hestia była niewiadomą. Laurent zerknął na nią i na Victorię, przy czym na swojej przyjaciółce zatrzymał się wzrokiem na dłużej. Było to nieco pytające spojrzenie. Podobne posłał Leviathanowi. Po wypowiedzi Geraldne usiadł z powrotem na swoje miejsce, lekko zamyślony.
- Węże morskie są z reguły łagodnymi stworzeniami... biorąc jednak poprawkę na ostatnie wydarzenia nie byłoby dziwnym, gdyby zostały rozsierdzone. Czymś. Lub kimś.
rzucam na wiedzę przyrodniczą, żeby skojarzyć podobne stworzenia do węża morskiego, albo jakieś legendy o tym czy historie
Akcja nieudana