20.06.2025, 18:32 ✶
Brenna po prawdzie też niezbyt się znała na przygotowywaniu eliksirów, a nazwy niektórych ziół kojarzyła tylko dlatego, że widywała je w ogródku Dory czy na parapecie w klubokawiarni. Dlatego o naszykowanie takich list prosiła zwykle innych i trzymała już w notatniku kopię jednej z nich, z tymi najpopularniejszymi komponentami.
Ten notatnik spłonął, bo został w biurku w Warowni.
– Możemy świętować, że żyjemy – westchnęła Brenna, ostatecznie sięgając po jeden z bukietów i oglądając go przez chwilę krytycznie. – Zdaje się, że podobne podarki składa się na ołtarzu w Mabon.
Nigdy nie była niesamowicie religijna: wychowywała się w rodzinie gliniarzy, a taka praca bardzo szybko oduczała człowieka z wiary w cokolwiek. Wyprawa Zimnych do Limbo, wspomnienia tkwiące w ich głowach, wszystkie przedziwne rzeczy, dziejące się w Anglii, pragnienie uwierzenia, że faktycznie można zwrócić się do dowolnej siły wyższej, a także jakieś dziecięce odruchy, tradycje zakorzenione w społeczeństwie, które powtarzało się rok po roku, sprawiały, że Brenna nie wykluczała pojawienia się w siedzibie kowenu w Mabon. Mogła zostawić trochę monet za podarek, na którego zrobienie samej nie będzie miała czasu, a i brakowało jej do takich spraw talentu.
Brenna wiedziała, że jest w tym trochę hipokryzji, ale nawet nie zamierzała teraz z tym walczyć.
– Chcesz potem siąść na chwilę gdzieś poza wioską? – spytała, bardzo starając się nie patrzeć na nogę Heather. Trochę miała wyrzuty sumienia, że w ogóle ją wyciągnęła z łóżka, ale z drugiej strony była też pewna, że gdyby tego nie zrobiła, Wood wstałaby sama i ostatecznie lepiej, aby ktoś jednak jej w tych pierwszych przechadzkach po uszkodzeniu kończyny towarzyszył. Normalnie proponowałaby, aby poszły odpocząć w Trzech Miotłach, ale to były ostatnie dni lata, i tutaj, z dala od linii Zadrapania wydawało się jakoś mniej ponure, a Spalona Noc odcisnęła się nie tylko na ciałach, lecz i umysłach. Heather była młoda. I widziała tej nocy naprawdę wiele cierpienia. Poza tym ich rozmowa mogła zboczyć na tematy, których wolała nie poruszać w miejscu, w którym tuż obok będzie siedzieć kilku czarodziejów. – Możemy kupić po drodze kremowe piwo w Trzech Miotłach. W sumie to wezmę parę butelek…
Tak do zapasów w Księżycowym Stawie. Brenna niewiele mogła teraz zrobić, aby osłodzić przyjaciołom z Zakonu życie, i nie była pewna, na ile takie drobiazgi jak kremowe w szafce w ogóle miały znaczenie, ale zamierzała próbować.
Rzut pierwszy z dwóch ewentualnych, korzystając z przewagi bogacz, zgodnie z opisem w temacie.
Ten notatnik spłonął, bo został w biurku w Warowni.
– Możemy świętować, że żyjemy – westchnęła Brenna, ostatecznie sięgając po jeden z bukietów i oglądając go przez chwilę krytycznie. – Zdaje się, że podobne podarki składa się na ołtarzu w Mabon.
Nigdy nie była niesamowicie religijna: wychowywała się w rodzinie gliniarzy, a taka praca bardzo szybko oduczała człowieka z wiary w cokolwiek. Wyprawa Zimnych do Limbo, wspomnienia tkwiące w ich głowach, wszystkie przedziwne rzeczy, dziejące się w Anglii, pragnienie uwierzenia, że faktycznie można zwrócić się do dowolnej siły wyższej, a także jakieś dziecięce odruchy, tradycje zakorzenione w społeczeństwie, które powtarzało się rok po roku, sprawiały, że Brenna nie wykluczała pojawienia się w siedzibie kowenu w Mabon. Mogła zostawić trochę monet za podarek, na którego zrobienie samej nie będzie miała czasu, a i brakowało jej do takich spraw talentu.
Brenna wiedziała, że jest w tym trochę hipokryzji, ale nawet nie zamierzała teraz z tym walczyć.
– Chcesz potem siąść na chwilę gdzieś poza wioską? – spytała, bardzo starając się nie patrzeć na nogę Heather. Trochę miała wyrzuty sumienia, że w ogóle ją wyciągnęła z łóżka, ale z drugiej strony była też pewna, że gdyby tego nie zrobiła, Wood wstałaby sama i ostatecznie lepiej, aby ktoś jednak jej w tych pierwszych przechadzkach po uszkodzeniu kończyny towarzyszył. Normalnie proponowałaby, aby poszły odpocząć w Trzech Miotłach, ale to były ostatnie dni lata, i tutaj, z dala od linii Zadrapania wydawało się jakoś mniej ponure, a Spalona Noc odcisnęła się nie tylko na ciałach, lecz i umysłach. Heather była młoda. I widziała tej nocy naprawdę wiele cierpienia. Poza tym ich rozmowa mogła zboczyć na tematy, których wolała nie poruszać w miejscu, w którym tuż obok będzie siedzieć kilku czarodziejów. – Możemy kupić po drodze kremowe piwo w Trzech Miotłach. W sumie to wezmę parę butelek…
Tak do zapasów w Księżycowym Stawie. Brenna niewiele mogła teraz zrobić, aby osłodzić przyjaciołom z Zakonu życie, i nie była pewna, na ile takie drobiazgi jak kremowe w szafce w ogóle miały znaczenie, ale zamierzała próbować.
Rzut pierwszy z dwóch ewentualnych, korzystając z przewagi bogacz, zgodnie z opisem w temacie.
Rzut 1d100+40 - 45 +40 = 85
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.