Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
W tej chwili chyba była gotowa pójść za nim wszędzie. Było to nieco wyjątkowe, rzadko kiedy obdarzała kogoś takim zaufaniem, ale jednak nie widziała w tym niczego dziwnego. Prowadził ją w nieznane, wystarczyło by wspomniał o wyjątkowości antykwariatu, a była gotowa się tam znaleźć, rozpocząć poszukiwania czegoś, co mogło wzbudzić jej zainteresowanie. Niby nic wielkiego, ale jednak. Nie miała w zwyczaju postępować podobnie. Raczej wybierała znane sobie miejsca, ale to tego dnia już dawno pozostawiła za sobą, tak właściwie to w momencie, w którym pozwoliła zabrać się mu na wycieczkę. Niczego nie zakładała, przede wszystkim nie spodziewała się tylu atrakcji... bo Benjy robił wszystko, by przypadkiem nie zaczęli się nudzić. Nie, żeby im to groziło, nie sądziła, że mogłoby to tego dojść w ich towarzystwie, wręcz przeciwnie, raczej była pewna tego, że potrafiliby odpowiednio wykorzystać każdą minutę, którą mogli spędzić razem.
Deszcz przestał padać. W powietrzu unosił się specyficzny zapach, soli i piasku, mają to do siebie nadmorskie miejscowości, był dużo bardziej intensywny niż wcześniej, z racji na to, że towarzyszyła mu charakterystyczna wilgoć, która pojawiała się tuż po tym, kiedy padał deszcz. Było całkiem rześko, ale przyjemnie. Promienie słońca przebijały się przez chmury i zaczynały przyjemnie muskać ich twarze.
Mieszkańcy najwyraźniej również postanowili skorzystać z dopisującej pogody, bo wąskie uliczki ponownie zaczęły wypełniać się ludźmi, pędzącymi gdzieś, tak właściwie tylko oni wiedzieli dokąd zmierzali. Nie było tutaj tłumów, ale miasteczko nie wydawało się być opustoszałe, mimo tego, że sezon wakacyjny się kończył, a w takich momentach miejsca jak to wyglądały raczej jak zamieszkałe przez duchy.
Bletchley ściskała dłoń Feniwcka delikatnie, jakby bała się tego, że mogłaby się gdzieś zgubić, chociaż raczej nie było takiej możliwości. Nie musiała się spieszyć, bo wydawał się już jakiś czas temu zauważyć na ile jest w stanie sobie pozwolić, jeśli chodzi o spacerowanie w tych swoich eleganckich bucikach. Było całkiem przyjemne, mieli cel, on wiedział, jak do niego trafić, więc nie musieli błądzić w poszukiwaniu kolejnego ciekawego miejsca.
Prue się nie odzywała, tak właściwie to nie czuła takiej potrzeby, wręcz przeciwnie, całkiem przyjemnie jej się z nim milczało. Ustalili dokąd zmierzali, nie musiała wiedzieć niczego więcej, pozwalała się prowadzić, nie musiała wiedzieć nic więcej. Było miło, bardzo miło, właściwie to nie pamiętała kiedy ostatnio spędziła tak przyjemnie dzień.
Wyjątkowo - nie martwiła się zupełnie niczym, nigdzie się nie spieszyła, nie czekały na nią żadne problemy, czy sprawy którymi miała się zająć. Tak właściwie to spędzała ten wolny czas dużo przyjemniej niż by to zakładała. Niespodziewane towarzystwo okazało się być naprawdę ogromną atrakcją, właściwie to była zadowolona z tego, że otworzyła się na nieznane. Miała wrażenie, że coś się zaczęło w niej zmieniać, nawet jeśli miałoby to potrwać tylko chwilę, to czuła, że warto jest podążać tą ścieżką.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control