22.10.2022, 23:26 ✶
- … albo żywię tycią, tycieńką nadzieję, że tego byś nie zrobiła – wyrzekła, gestem dłoni demonstrując, jak niewielki to był płomyk. Cóż, odległość między palcem wskazującym a kciukiem naprawdę nie należała do dużych, nawet w „palcowej” skali. Ciekawskość ciekawskością, ale może, bardzo duuuuuże może, w jakimś momencie odezwałby się głos rozsądku? W końcu hej, Brygadzistka, powinna mieć głowę na karku!
Czy jakoś tak…
- To ktoś jeszcze słucha cioteczki Evaline? - uniosła brew, niby to w niedowierzaniu. Sama nie bardzo poważała gderanie tejże kobiety, zwłaszcza jeśli miałoby się tyczyć tak wspaniałej sfery jak mugolska kultura. No na wszystkich bogów, istniejących bądź nie – fantazję to oni mieli i nic nie mogło powstrzymać kobiety przed dalszym zgłębianiem ich dzieł! Czego dowodziło pożyczanie książki, kolejna zaś znajdowała się pod pachą i raczej w ten sposób miała opuścić księgarnię… ba, mało tego, zdecydowanie miała jeszcze coś upolować tego dnia i w tym miejscu. - Ej, sowy nie mają dostępu do książek – sama taka sugestia stanowiła wręcz herezję. Ptaki miały niszczycielskie dzioby i nieważne, czy były stricte mugolskie czy też w służbie czarodziejów: jeśli chciało się, żeby coś przetrwało, to bardzo rozsądnym wyborem było trzymanie skrzydlatych z bardzo, bardzo daleka od skarbów.
Ewentualnie znajdowanie im zajęcia.
- Ale w porządku, może być i klątwa. Tylko żeby to nie były pryszcze na zadku! Nie wiem, czy pamiętasz, jak Puchonka taką oberwała… - westchnęła cicho. Ech, wspomnienia. Lata spędzone w Hogwarcie zdawały się być tak bliskie, a jednocześnie tak bardzo dalekie.
- To mi opowiesz, jak już ją przeczytasz? - ni to spytała, ni to stwierdziła. W każdym razie, to nie tak, że nie wykazywała żadnego zainteresowania tę pozycją; ba! możliwe, że zechce wypożyczyć i ją. Pod rygorem okropnej klątwy, oczywiście.
Skoro zaś Brenna zajęła się naradą z panem Dohertym, Mav postanowiła samodzielnie pomyszkować pomiędzy regałami, żeby przekonać się, czy przypadkiem jeszcze coś nie wpadnie w oko. Wpadło, a jakżeby inaczej.
- Też się obłowiłam – wyszczerzyła się do kuzynki, przytulając do piersi mały stosik. Cóż. Zdecydowanie będzie miała co czytać przed snem. - Nieee… Jakoś ciągle nie mogę się wybrać. Ale chyba w końcu trzeba, żeby się dowiedzieć, o co tyle hałasu – oświadczyła, również zniżając głos. Ruchome obrazki nie brzmiały jakoś szczególnie imponująco, skoro przecież w czarodziejskim świecie byle obraz czy zdjęcie się ruszał… i wędrował. Nawet pogadać się dało! - Mówisz, że warto?
Czy jakoś tak…
- To ktoś jeszcze słucha cioteczki Evaline? - uniosła brew, niby to w niedowierzaniu. Sama nie bardzo poważała gderanie tejże kobiety, zwłaszcza jeśli miałoby się tyczyć tak wspaniałej sfery jak mugolska kultura. No na wszystkich bogów, istniejących bądź nie – fantazję to oni mieli i nic nie mogło powstrzymać kobiety przed dalszym zgłębianiem ich dzieł! Czego dowodziło pożyczanie książki, kolejna zaś znajdowała się pod pachą i raczej w ten sposób miała opuścić księgarnię… ba, mało tego, zdecydowanie miała jeszcze coś upolować tego dnia i w tym miejscu. - Ej, sowy nie mają dostępu do książek – sama taka sugestia stanowiła wręcz herezję. Ptaki miały niszczycielskie dzioby i nieważne, czy były stricte mugolskie czy też w służbie czarodziejów: jeśli chciało się, żeby coś przetrwało, to bardzo rozsądnym wyborem było trzymanie skrzydlatych z bardzo, bardzo daleka od skarbów.
Ewentualnie znajdowanie im zajęcia.
- Ale w porządku, może być i klątwa. Tylko żeby to nie były pryszcze na zadku! Nie wiem, czy pamiętasz, jak Puchonka taką oberwała… - westchnęła cicho. Ech, wspomnienia. Lata spędzone w Hogwarcie zdawały się być tak bliskie, a jednocześnie tak bardzo dalekie.
- To mi opowiesz, jak już ją przeczytasz? - ni to spytała, ni to stwierdziła. W każdym razie, to nie tak, że nie wykazywała żadnego zainteresowania tę pozycją; ba! możliwe, że zechce wypożyczyć i ją. Pod rygorem okropnej klątwy, oczywiście.
Skoro zaś Brenna zajęła się naradą z panem Dohertym, Mav postanowiła samodzielnie pomyszkować pomiędzy regałami, żeby przekonać się, czy przypadkiem jeszcze coś nie wpadnie w oko. Wpadło, a jakżeby inaczej.
- Też się obłowiłam – wyszczerzyła się do kuzynki, przytulając do piersi mały stosik. Cóż. Zdecydowanie będzie miała co czytać przed snem. - Nieee… Jakoś ciągle nie mogę się wybrać. Ale chyba w końcu trzeba, żeby się dowiedzieć, o co tyle hałasu – oświadczyła, również zniżając głos. Ruchome obrazki nie brzmiały jakoś szczególnie imponująco, skoro przecież w czarodziejskim świecie byle obraz czy zdjęcie się ruszał… i wędrował. Nawet pogadać się dało! - Mówisz, że warto?