Ta noc była męcząca. Wykańczająca. Niezaplanowana i zmuszająca poniekąd do działania. Co mógł, to zrobił. A zmierzając we wspomniane dzięki Vulturisowi miejsce, Papilio zastanawiało, dlaczego Vipera mu wcześniej o Ataraxii nie wspomniał. Nie wiedział? Zapomniał? Dość szybko się rozdzielili po wspólnej akcji na pokątnej. Mimo to, znajomy ból na lewym przedramieniu jasno sygnalizował o zbiórce. Przeczucie? Czy może fakt? Tym razem wzywał ich ten, który zajął miejsce Apisa.
Czuł się zmęczony. Gdyby zgromadzenie odbyło się w Kromlechu, miałby znacznie bliżej do domu. Nie musiałby ponownie męczyć się z teleportacją. Na szczęście, na ulicę Śmiertelnego Nocturnu nie mieli daleko. Też, nie spieszyli się za bardzo. A kiedy zjawili na miejscu, kilkoro śmierciożerców było już obecnych. I być może, złożyli już swoje raporty, czekając na pozostałych. Papilio rozejrzał się, odszukując Viperę. Jakby chciał się upewnić, czy był tutaj, czy jeszcze nie dotarł.
Wzrokiem odszukał Martesa, który najwyraźniej czekał na złożenie raportu.
Krótko i konkretnie, przekazał to co tej nocy zdołał zrobić. Nie tylko sam, ale w towarzystwie Vipery i Vulturisa.
Długo nie zostawał na tym spotkaniu. Czując się niezbyt dobrze, postanowił przeprosić i wrócić już do siebie.