21.06.2025, 21:08 ✶
– O MOJA BOGINII SERIO? Ale tak... Serio serio? – Miles wydawała się poruszona, nie! Ona się srogo rozpromieniła na te wieści. Losy Geraldine i Ambroise'a były burzliwe, ale trzeba było być ślepym, aby nie zauważyć buzującej pomiędzy nimi chemii. To buzowanie nie zawsze wychodziło im na dobre, ale teraz przyjaciółka realnie cieszyła się szczęściem, nie wnikając w to ile Geraldine wcześniej musiała się tego szczęścia naszukać - umówmy się, pod tym względem były po jednych pieniądzach i zbyt łatwo upatrywały w seksie sposób na rozluźnienie się, a nie ckliwe wyznawanie uczuć głębszych niż radość z dobrego ruchania. – Opowiedz mi wszystko! Jak do tego doszło? Przecież ostatnio jak się widzieliśmy nie zająknęłaś się na jego temat ANI SŁOWEM! – dodała z nieukrywanym wcale wyrzutem, ale tak na prawdę, to sobie wyrzucała, że może nie patrzyła zbyt wnikliwie. Nawet jeśli w sumie nie było to jakoś dziwne skoro świeżo wypuścili ją z wariatkowa i ogólnie Ger była na tamtym śniadanku przygaszona.
Mówienie głośno o zasługach Miles trochę zbiło ją z tropu. Uciekła spojrzeniem i na moment umilkła, bo nie wiedziała co powiedzieć. Miała kiedyś ambicje do tego, żeby być aurorem, potem rozjebała sobie ryj o ziemię rzeczywistości, że na tego aurora nie nadawała się wcale. Teraz przeskakując z dnia na dzień utwierdzała się w przekonaniu, że raczej jest chujowym człowiekiem, który do niczego się nie nadaje. Zasługi?
– Nic wielkiego, każdy na moim miejscu... wiesz... trzeba było gasić to gasiłam. – Mruknęła tylko niechętna roztkliwiania się nad faktem, że nie do końca była to prawda.
– Widmo w piwnicy? Ja pierdole. Wiesz no... ja byłam przekonana, że widziałam je w Londynie. Totalnie, już dałam znać Morfinie, żeby kurwa ruszyli dupska w tym departamencie tajemnic, bo zaraz będziemy mieć z całej Anglii odpierdolony Azkaban, z zarządcą wiezienia jaśnie panem V... V....– imię znów utkwiło jej w gardle i strach, pierdolony strach aktywował jej reakcję - atak ucieczka. W przypadku Miles wybór raczej był oczywisty: – Pierdolony kurwa kutasiarz jebany, wiesz co? Jak masz namiar na jakiegoś człowieka, który odkryje co to za gówno, co się pojawiło, że ja nie mogę powiedzieć tego co wiesz, że wiesz jak on ma na imię kurwa mać, to daj mi namiar. Masz rację im więcej ludzi na to spojrzy kurwa... – przeczesała palcami włosy w uspokajającym geście, skupiła się na wodzie, na szumie fal, na miłym czasie w doborowym towarzystwie. Wdech wydech. Nie rozmawiajmy o tych chujkach w maskach. Trochę się nie dało jednak omijać tego tematu, nie po tym co się odjebało w stolicy i na całej linii Zadrapania.
– Na te kutasiarze to bym chciała zapolować jak będziesz się wybierała. Wiesz, że uciekają jak dementory przed... wiesz przed czym. Przed Skunksem.. – nie chciała mówić głośno patronusy, bo jednak nielegalny stuff, Ger pewnie już to wiedziała, ale no byłaby chujową przyjaciółką, gdyby nie podzieliła się tym info. – Miała wizje wiesz? Totalnie nie mam pojęcia co z tym zrobić. Nawet aurorzy nie mogą wypuszczać... zwierząt. Oczywiście ich nie mają, wiadoma sprawa. – upiła piwo i zasępiła się. Gadała tak na około bo zawsze ktoś mógł słuchać nawet jak nie powinien. Pierdolona wojna, mogłaby się łaskawie już skończyć.
– Próbuję... Próbuję w sztukę. Tak, dzięki że... ee... żę Ci się podobają. Portrety idą mi zaskakująco dobrze. – Kolejny komplement przyjęła w miarę normalnie, chociaż wiadomo - nie była do nich jakoś super nawykła. – A wróżby to wiesz... nie jestem jasnowidzem, ludzie nie traktują mnie na poważnie. – Machnęła z lekceważeniem ręką, a potem zapatrzyła się na Yaxleyównę, ze szczerym nieobecnym uśmiechem. – Zazdroszczę Ci w chuj. Mam wrażenie, że byłabym tak dziesięć razy mniej pojebana, gdybym nie chciała być nikim innym. A prawda jest taka, że zbyt często bardzo chciałabym być kimś innym niż sobą – przyznała bardzo cicho, patrząc głównie w pianę swojego piwerka. – Ale hej! Mogę namalować Ci portret Twój i Rols Roysa! Wiesz, Ty w zwycięskiej pozie z mieczem w ręku wskazująca kierunek, a on pod Twoim butem w jakiś eee... chwastach z rozmarzonym wyrazem twarzy. – Zaproponowała o wiele głośniej, o wiele żywiej, trochę kpiąc a trochę mówiąc poważnie. Cieszyło ją bardzo, że Ger siadły jej rysunki. Sztuka ratowała jej poczytalność o wiele bardziej i skuteczniej niż te jebane eliksiry.
Mówienie głośno o zasługach Miles trochę zbiło ją z tropu. Uciekła spojrzeniem i na moment umilkła, bo nie wiedziała co powiedzieć. Miała kiedyś ambicje do tego, żeby być aurorem, potem rozjebała sobie ryj o ziemię rzeczywistości, że na tego aurora nie nadawała się wcale. Teraz przeskakując z dnia na dzień utwierdzała się w przekonaniu, że raczej jest chujowym człowiekiem, który do niczego się nie nadaje. Zasługi?
– Nic wielkiego, każdy na moim miejscu... wiesz... trzeba było gasić to gasiłam. – Mruknęła tylko niechętna roztkliwiania się nad faktem, że nie do końca była to prawda.
– Widmo w piwnicy? Ja pierdole. Wiesz no... ja byłam przekonana, że widziałam je w Londynie. Totalnie, już dałam znać Morfinie, żeby kurwa ruszyli dupska w tym departamencie tajemnic, bo zaraz będziemy mieć z całej Anglii odpierdolony Azkaban, z zarządcą wiezienia jaśnie panem V... V....– imię znów utkwiło jej w gardle i strach, pierdolony strach aktywował jej reakcję - atak ucieczka. W przypadku Miles wybór raczej był oczywisty: – Pierdolony kurwa kutasiarz jebany, wiesz co? Jak masz namiar na jakiegoś człowieka, który odkryje co to za gówno, co się pojawiło, że ja nie mogę powiedzieć tego co wiesz, że wiesz jak on ma na imię kurwa mać, to daj mi namiar. Masz rację im więcej ludzi na to spojrzy kurwa... – przeczesała palcami włosy w uspokajającym geście, skupiła się na wodzie, na szumie fal, na miłym czasie w doborowym towarzystwie. Wdech wydech. Nie rozmawiajmy o tych chujkach w maskach. Trochę się nie dało jednak omijać tego tematu, nie po tym co się odjebało w stolicy i na całej linii Zadrapania.
– Na te kutasiarze to bym chciała zapolować jak będziesz się wybierała. Wiesz, że uciekają jak dementory przed... wiesz przed czym. Przed Skunksem.. – nie chciała mówić głośno patronusy, bo jednak nielegalny stuff, Ger pewnie już to wiedziała, ale no byłaby chujową przyjaciółką, gdyby nie podzieliła się tym info. – Miała wizje wiesz? Totalnie nie mam pojęcia co z tym zrobić. Nawet aurorzy nie mogą wypuszczać... zwierząt. Oczywiście ich nie mają, wiadoma sprawa. – upiła piwo i zasępiła się. Gadała tak na około bo zawsze ktoś mógł słuchać nawet jak nie powinien. Pierdolona wojna, mogłaby się łaskawie już skończyć.
– Próbuję... Próbuję w sztukę. Tak, dzięki że... ee... żę Ci się podobają. Portrety idą mi zaskakująco dobrze. – Kolejny komplement przyjęła w miarę normalnie, chociaż wiadomo - nie była do nich jakoś super nawykła. – A wróżby to wiesz... nie jestem jasnowidzem, ludzie nie traktują mnie na poważnie. – Machnęła z lekceważeniem ręką, a potem zapatrzyła się na Yaxleyównę, ze szczerym nieobecnym uśmiechem. – Zazdroszczę Ci w chuj. Mam wrażenie, że byłabym tak dziesięć razy mniej pojebana, gdybym nie chciała być nikim innym. A prawda jest taka, że zbyt często bardzo chciałabym być kimś innym niż sobą – przyznała bardzo cicho, patrząc głównie w pianę swojego piwerka. – Ale hej! Mogę namalować Ci portret Twój i Rols Roysa! Wiesz, Ty w zwycięskiej pozie z mieczem w ręku wskazująca kierunek, a on pod Twoim butem w jakiś eee... chwastach z rozmarzonym wyrazem twarzy. – Zaproponowała o wiele głośniej, o wiele żywiej, trochę kpiąc a trochę mówiąc poważnie. Cieszyło ją bardzo, że Ger siadły jej rysunki. Sztuka ratowała jej poczytalność o wiele bardziej i skuteczniej niż te jebane eliksiry.