10.02.2023, 01:31 ✶
Święta. Okres uchodzący za najwspanialszy jaki może istnieć w roku, wszędzie dało się poczuć tę magię, zapach świec najczęściej o jakiejś nucie cynamonu czy innego jabłka. Świątecznego, oczywiście. Kolorowe ozdoby, migoczące światła. Wszystko to, czym on sam gardził, co sprawiało, że można było zatracić się w ulotności chwili, jaka za rok i tak wróci i to znowu z całą swoją potęgą. Wiele osób stawiało jednak na piedestale nie tyle świecidełka co pokazanie się jako osoby warte pewnego statusu społecznego. Boże Narodzenie zwłaszcza jawiło się wysypem charytatywnych działaczy, gotowych zmieniać świat jak, nomen omen, za sprawą czarodziejskiej różdżki. Akcje jedna za drugą miały nagłaśniać pewne problemy, ukazywać jak wielkie serce, nieraz dorównujące wielkości portfela, mają tak zwany usytuowani.
Byłoby hipokryzją ze strony Corvusa zrobić to samo, udawać wielkoduszność i rozdawać pieniądze za nic, więc ostatecznie aby przysłowiowo zjeść ciastko i mieć ciastko, więc zadbać o swoje postrzeganie ale nie stracić na własnej wiarygodności w swoich oczach, postanowił pojawić się na przyjęciu, na którym przede wszystkim pierwsze skrzypce grała sztuka i to ta najbliższa jego sercu prywatnie jak i zawodowo - obrazy, malarstwo bowiem było najlepszym sposobem aby się wyrazić, pokazać, co kryje się za fasadami. Dodatkowo ostatnio szukał czegoś interesującego, nietuzinkowego do posiadłości, więc czemu nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu?
Do wskazanej na zaproszeniu posiadłości udał się praktycznie tuż przed czasem rozpoczęcia, akurat był w okolicy, a hotel w którym tymczasowo przebywał nie był aż tak oddalony od tego miejsca, więc odległość nie była żadnym problemem. Miejsce wyglądało zjawiskowo, najwyraźniej właściciele w tym roku postanowili zawstydzić swoich zeszłorocznych gospodarzy, bowiem z tego co pamiętał, poprzednie wydarzenie nie było nawet w połowie tak niezwykłe. Nie był jednak kimś kto na dłużej zachwyca się takimi rzeczami, więc gdy płaszcz został odebrany aby zawisnąć w obszernej szatni, zapewne odpowiednio powiększonej za pomocą prostych zaklęć, on sam ruszył na salę. Nie wyróżniał się niczym z tłumu, ot kolejny mężczyzna w ciemnym garniturze, z idealnie zawiązanym krawatem i wyniosłym spojrzeniem patrzącym na wszystkich z góry. Mało tu takich było? Władców świata, którzy nie mieli żadnych zapór aby się zatrzymać? Moralność bowiem większość z nich wyrzucała do śmietnika…o ile kiedykolwiek ją mieli, Corvus nie umiał sobie przypomnieć aby takową posiadał, a pamiętał naprawdę wiele, niemalże już niepotrzebnych rzeczy.
Krążył po ozdobionej sali przez dłuższy czas bez żadnego konkretnego celu, przyglądał się zwłaszcza obrazom, aż ostatecznie zatrzymał się na paradoksalnie najbardziej statycznym, na którym jedynie padał śnieg, a drzewami poruszał zapewne zimny wiatr. Przez kilka chwil obserwował uważnie to dzieło, w dłoni trzymając kielich z czerwonym, półsłodkim winem, dostrzegając coraz więcej, nie tylko kunsztu ale i samego subtelnego przesłania autora, gdy między leśnymi gęstwinami migały wielkie oczy o niepokojąco żółtym kolorze, a na ścieżce można było dostrzec bez problemów krople krwi. Ze swoistej fascynacji wyrwał go niespodziewanie głos, a potem spojrzał na jego źródło, które okazało się nieco niższe niż można było zakładać.
— Ten akurat tak. Jest w nim technika, ale i pozwala zajrzeć do wnętrza twórcy, zobaczyć co się ukrywa w jego psychice, a nie jest to nic dobrego. W jakiś sposób akurat tego rodzaju ekspresja zazwyczaj jest bardziej interesująca, proszę spojrzeć; tam gdzie jedni widzą idyllę, inni mogą dostrzec degradację i rozpad człowieczeństwa. To wyborne dzieło, powiedziałbym że o niezwykle wyrafinowanym stylu. — stwierdził spokojnie, jak gdyby nic, wskazując jej najpierw przyjemną scenę wystawioną na pierwsze tło, a potem dopiero ukrytego potwora. Dał jej czas też aby mogła zinterpretować to dzieło, samemu pijąc wino, które zawsze było dla niego pewnym stałym elementem takich spotkań jak to tutaj.
— A pani? Co pani czuje, patrząc na ten malunek, mademoiselle… nie mieliśmy chyba przyjemności? — zmrużył oczy, ale nie mógł jej sobie przypomnieć, być może już ją spotkał ale raczej nie zamienili zbytnio żadnego słowa. Chociaż więc jego głos pozostał ciepłym barytonem, wkradło się w nie zwątpienie, pamiętałby jednak kogoś takiej urody.
Byłoby hipokryzją ze strony Corvusa zrobić to samo, udawać wielkoduszność i rozdawać pieniądze za nic, więc ostatecznie aby przysłowiowo zjeść ciastko i mieć ciastko, więc zadbać o swoje postrzeganie ale nie stracić na własnej wiarygodności w swoich oczach, postanowił pojawić się na przyjęciu, na którym przede wszystkim pierwsze skrzypce grała sztuka i to ta najbliższa jego sercu prywatnie jak i zawodowo - obrazy, malarstwo bowiem było najlepszym sposobem aby się wyrazić, pokazać, co kryje się za fasadami. Dodatkowo ostatnio szukał czegoś interesującego, nietuzinkowego do posiadłości, więc czemu nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu?
Do wskazanej na zaproszeniu posiadłości udał się praktycznie tuż przed czasem rozpoczęcia, akurat był w okolicy, a hotel w którym tymczasowo przebywał nie był aż tak oddalony od tego miejsca, więc odległość nie była żadnym problemem. Miejsce wyglądało zjawiskowo, najwyraźniej właściciele w tym roku postanowili zawstydzić swoich zeszłorocznych gospodarzy, bowiem z tego co pamiętał, poprzednie wydarzenie nie było nawet w połowie tak niezwykłe. Nie był jednak kimś kto na dłużej zachwyca się takimi rzeczami, więc gdy płaszcz został odebrany aby zawisnąć w obszernej szatni, zapewne odpowiednio powiększonej za pomocą prostych zaklęć, on sam ruszył na salę. Nie wyróżniał się niczym z tłumu, ot kolejny mężczyzna w ciemnym garniturze, z idealnie zawiązanym krawatem i wyniosłym spojrzeniem patrzącym na wszystkich z góry. Mało tu takich było? Władców świata, którzy nie mieli żadnych zapór aby się zatrzymać? Moralność bowiem większość z nich wyrzucała do śmietnika…o ile kiedykolwiek ją mieli, Corvus nie umiał sobie przypomnieć aby takową posiadał, a pamiętał naprawdę wiele, niemalże już niepotrzebnych rzeczy.
Krążył po ozdobionej sali przez dłuższy czas bez żadnego konkretnego celu, przyglądał się zwłaszcza obrazom, aż ostatecznie zatrzymał się na paradoksalnie najbardziej statycznym, na którym jedynie padał śnieg, a drzewami poruszał zapewne zimny wiatr. Przez kilka chwil obserwował uważnie to dzieło, w dłoni trzymając kielich z czerwonym, półsłodkim winem, dostrzegając coraz więcej, nie tylko kunsztu ale i samego subtelnego przesłania autora, gdy między leśnymi gęstwinami migały wielkie oczy o niepokojąco żółtym kolorze, a na ścieżce można było dostrzec bez problemów krople krwi. Ze swoistej fascynacji wyrwał go niespodziewanie głos, a potem spojrzał na jego źródło, które okazało się nieco niższe niż można było zakładać.
— Ten akurat tak. Jest w nim technika, ale i pozwala zajrzeć do wnętrza twórcy, zobaczyć co się ukrywa w jego psychice, a nie jest to nic dobrego. W jakiś sposób akurat tego rodzaju ekspresja zazwyczaj jest bardziej interesująca, proszę spojrzeć; tam gdzie jedni widzą idyllę, inni mogą dostrzec degradację i rozpad człowieczeństwa. To wyborne dzieło, powiedziałbym że o niezwykle wyrafinowanym stylu. — stwierdził spokojnie, jak gdyby nic, wskazując jej najpierw przyjemną scenę wystawioną na pierwsze tło, a potem dopiero ukrytego potwora. Dał jej czas też aby mogła zinterpretować to dzieło, samemu pijąc wino, które zawsze było dla niego pewnym stałym elementem takich spotkań jak to tutaj.
— A pani? Co pani czuje, patrząc na ten malunek, mademoiselle… nie mieliśmy chyba przyjemności? — zmrużył oczy, ale nie mógł jej sobie przypomnieć, być może już ją spotkał ale raczej nie zamienili zbytnio żadnego słowa. Chociaż więc jego głos pozostał ciepłym barytonem, wkradło się w nie zwątpienie, pamiętałby jednak kogoś takiej urody.
And when you kill a man, you're a murderer;
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.
Kill many, and you're a conqueror;
Kill them all... Oh, you're a god.