Sytuacja eskalowała dość mocno. Yaxleyówna nie spodziewała się, że taki niewinny żart spowoduje taka aferę. Nie spodziewała się zupełnie tego, co miało nadejść. Oskarżenia dość mocne i brutalne rzucane przez Romulusa mogły powodować dyskomfort. Jasne, poczuł się urażony, próbowała go zrozumieć, ale przecież nic takiego się nie stało. Przez chwilę lewitował nad ziemią, to tyle. Zresztą nie wydawało jej się, aby Roise pozwolił by któremuś z jego przyjaciół stała się fizyczna krzywda. Miał plan na ich w miarę miękkie lądowanie, który zresztą chyba nawet wypalił, bo przecież nikomu nic się nie stało, obeszło się nawet bez zamoczenia w jeziorze, tak właściwie to chyba nie mogło być lepiej.
Yaxleyówna dolała sobie alkoholu do szklanki obserwując uważnie to co działo się wokół. Nie zamierzała się wtrącać, wyjątkowo - to nie był jej problem, nie była zamieszana w to, co się działo. Tak jak się spodziewała Roise bez chwili zawahania przyznał się do tego, że to była jego wina, jego żart, jego pomysł, tyle, że Potter jakby zupełnie to zignorował. Nie reagował też na słowa Fenwicka. Olał wykład Corio, tego by nie zrobiła na jego miejscu. Lestrange miał w sobie coś takiego, że nie potrafiłaby zignorować jego słów, był trochę niczym rodzic, który zawsze potrafił poradzić sobie z każdą niewygodną sytuacją. Nie tym razem, został zupełnie zignorowany przez Pottera, który brnął w swoją narrację.
Później było tylko gorzej, gdy Geraldine zobaczyła, co się święci otworzyła oczy zdumiona, wypiła też jednym haustem zawartość swojej szklanki. Nie spodziewała się, że Romulus może posunąć się do czegoś takiego. Wyciągnął to swoje magiczne świecidełko... Zamarła, ani drgnęła. Z początku myślała, że chce jedynie trochę postraszyć Fenwicka wahadełkiem, dość szybko jednak dotarło do niej, że to nie było to. Postanowił skorzystać z tej umiejętności, która wzbudzała w niej tylko i wyłącznie negatywne emocje. Wykorzystał swoją przewagę, na przyjacielu. Naprawdę lubiła Romulusa, jednak to, co właśnie zobaczyła okropnie ją zirytowało. Nie uważała, że grzebanie komuś w głowie, bez jego wiedzy było w porządku, wręcz przeciwnie. Po swoich ostatnich doświadczeniach związanych z wyimaginowanym bratem, mieszaniem we wspomnieniach naprawdę nie czuła się najlepiej, kiedy na to spoglądała. Nie mogła mieć przecież pewności, że Romek kiedyś nie zirytuje się na nią przez jakąś pierdołę i nie zrobi tego samego. Takie czyny powodowały u niej ogromne problemy z zaufaniem. Gardziła tą formą magii, uważała, że bardzo łatwo można jej nadużywać i to była jedna z takich sytuacji. W ogóle nie powinna się wydarzyć, mieć miejsca. Romulus przegiął, jego zachowanie nie było adekwatne co do tego, co się wydarzyło. Potraktował swojego przyjaciela okropnie, nie darzyła Fenwicka szczególną sympatią, ale nie o to chodziło. To był cios poniżej pasa, którym naprawdę gardziła. Niby w walce wszystkie chwyty były dozwolone, jednak należało wyczuwać jakieś granice, nie przekraczać ich, nie w takiej sytuacji.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy zobaczyła jak ma się Benjy. Nie mógł się ruszyć, stracił panowanie nad swoim ciałem. Wolała nie myśleć, co dzieje się teraz w jego głowie, przeczuwała, że jest w stanie sobie to wyobrazić, bo pamiętała jak się czuła, kiedy nie miała pewności, że wszystko co robi, to są decyzje podejmowane wyłącznie przez nią. Przymknęła na moment oczy i chcąc nie chcąc wróciła do tej nocy, kiedy przebudziła się z koszmaru, a nad nią znajdowała się bestia, nie mogła się ruszyć, nie mogła nic zrobić, musiała wysłuchiwać tego, co miała do powiedzenia. Była sparaliżowana, czekała, aż w końcu uda jej się ruszyć, ale ta chwila nie nadchodziła. Nigdy jeszcze nie czuła się taka bezbronna. To było naprawdę chujowe uczucie. Świadomość, że nie jest w stanie panować nad swoim ciałem, że nie może nic zrobić.
Na szczęście Corio zareagował dość szybko, oczywiście, że musiał to zrobić, dobrze, że był taki wprawiony. Udało mu się ich od siebie odepchnąć, bardzo pięknie złożonym zaklęciem. Nie miała pojęcia, co będzie dalej, jak rozwinie się sytuacja. W końcu powiedział, że ma być miło, a jeśli nie będzie miło to mają wypierdalać. Romulus zupełnie zignorował jego słowa, nie miała pojęcia, co zamierza dalej, ale to wszystko nie wyglądało najlepiej. - Ale gówno. - Powiedziała jedynie cicho do Ambroisa, bo w sumie nie miała pojęcia, jak inaczej mogłaby to skomentować.