22.06.2025, 14:24 ✶
– Ja raczej też nie. Bardziej chyba… z przyzwyczajenia, bo to część czarodziejskich tradycji – przyznała Brenna. Może jako dziecko, ale praca naprawdę uczyła pewnego sceptycyzmu. Jednocześnie jednak dorastała pośród tych zwyczajów i w pewnym sensie w nią wrosły. Pewnie po części dlatego ostatecznie zapłaciła zarówno za dzieło florystek, jak i za torby ze składnikami, które wręczyła jej ekspedientka. Zwłaszcza, że wątpiła, by w najbliższym czasie mogła zamówić coś lepszego: normalnie pewnie poszłaby do Nory, ale ta po Spalonej Nocy miała ręce pełne roboty. Nawet tutaj było widać, że i pracownice zwykle zajmujące się kwiatami, teraz poświęcały tym wyrobom trochę mniej czasu niż zazwyczaj, pewnie pomagając przy innych rzeczach. – Myślę, że pół godziny spokojnie znajdę – stwierdziła, posyłając Heather uśmiech. Bywała pracoholiczką, a po Spalonej Nocy było jeszcze gorzej niż po Beltane, ale Brenna dawno temu obiecała sobie, że nie stanie się taka jak niektórzy „wujkowie” czyli koledzy z pracy ojca, a potem jej właśni – którzy poza tą pracą przestawali widzieć świat, ludzi, łamali obietnice i nie zauważali, kiedy potrzebowali ich przyjaciele i rodzina.
– To dla Camerona? – spytała jeszcze, widząc, że Wood też postanowiła zaopatrzyć się we wszystko, co tylko im tutaj zostało, a mogło pomóc w przygotowywaniu podstawowych eliksirów do apteczki. Upakowała składniki ostrożnie w plecaku, a pudełeczko z zamówieniem na Mabon wzięła do ręki, a potem skierowała się do wyjścia.
Idąc przez Hogsmeade można było prawie uwierzyć, że wszystko jest… normalnie. Widoki były tak różne od tych w Londynie i Dolinie Godryka, że Brenna miała wrażenie, jakby trafiły wręcz do innego świata. W ostatnich dniach oglądała głównie ruiny, domy ocalałe, ale wciąż noszące ślady osmalenia, rzemieślników, uwijających się z wymianami szyb, drzwi, naprawami dachów czy nakładającymi nowe zabezpieczenia. Tutaj wszystko było prawie tak samo, jak w dawnych, beztroskich czasach szkolnych.
Tylko może ludzie zdawali się trochę bardziej przygnębieni, bardziej zagonieni. Mieszkańcy Hogsmeade znaleźli się daleko od tej katastrofy, ale nie oznaczało to, że nie mieli bliskich, którzy ucierpieli i że nie zatrudniano ich, by pomogli usuwać skutki Spalonej Nocy.
– Możemy podejść do jeziora, tędy chyba będzie krócej… – rzuciła Brenna, gdy już do plecaka dorzuciła też parę butelek kremowego piwa i wyszły poza wioskę, na zielone wzgórza. Zielony łuk, do którego się zbliżały, nie zwrócił jej uwagi jakoś szczególnie: w pobliżu Hogsmeade zawsze pełno było ruin, dziwacznych rzeźb czy drzew, które wyglądały tak, jakby mogły w każdej chwili ożyć.
– To dla Camerona? – spytała jeszcze, widząc, że Wood też postanowiła zaopatrzyć się we wszystko, co tylko im tutaj zostało, a mogło pomóc w przygotowywaniu podstawowych eliksirów do apteczki. Upakowała składniki ostrożnie w plecaku, a pudełeczko z zamówieniem na Mabon wzięła do ręki, a potem skierowała się do wyjścia.
Idąc przez Hogsmeade można było prawie uwierzyć, że wszystko jest… normalnie. Widoki były tak różne od tych w Londynie i Dolinie Godryka, że Brenna miała wrażenie, jakby trafiły wręcz do innego świata. W ostatnich dniach oglądała głównie ruiny, domy ocalałe, ale wciąż noszące ślady osmalenia, rzemieślników, uwijających się z wymianami szyb, drzwi, naprawami dachów czy nakładającymi nowe zabezpieczenia. Tutaj wszystko było prawie tak samo, jak w dawnych, beztroskich czasach szkolnych.
Tylko może ludzie zdawali się trochę bardziej przygnębieni, bardziej zagonieni. Mieszkańcy Hogsmeade znaleźli się daleko od tej katastrofy, ale nie oznaczało to, że nie mieli bliskich, którzy ucierpieli i że nie zatrudniano ich, by pomogli usuwać skutki Spalonej Nocy.
– Możemy podejść do jeziora, tędy chyba będzie krócej… – rzuciła Brenna, gdy już do plecaka dorzuciła też parę butelek kremowego piwa i wyszły poza wioskę, na zielone wzgórza. Zielony łuk, do którego się zbliżały, nie zwrócił jej uwagi jakoś szczególnie: w pobliżu Hogsmeade zawsze pełno było ruin, dziwacznych rzeźb czy drzew, które wyglądały tak, jakby mogły w każdej chwili ożyć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.