22.06.2025, 15:16 ✶
- Teraz ci wierze, bo widzę - odpowiedział zadowolony z faktu, że udało im się uniknąć płomieni i to nie tylko w przenośni, ale i dosłownie. Może i dym się ich imał, ale za to byli cali. Na razie tyle było najważniejsze. Dom? Odbuduje się, czy tam wyremontuje. A jak nie, to mogą zamieszkać gdzie indziej przecież. Nie było to miejsce, z którym wiązały się aż tak specjalne wspomnienia, najważniejsze że mieli siebie. Był już mniej zahukany i zabiegany, wzrok też miał spokojniejszy, już tak nie miotał się po wszystkich wokół. Może nie powinien się tak rozluźniać? Bo co jak w tłumie nagle pojawi się jakiś śmierciożerca i zacznie wszystkich atakować? Ale zdecydowanie to nie zaprzątało umysłu najmłodszego z Kellych, już się rozluźnił.
Zamarł na chwilę i popatrzył na brata, zastanawiając się jak najlepiej podsumować tamte wydarzenia.
- Normalnie, krwią, a jak inaczej można coś zakrwawić? - odpowiedział patrząc bratu prosto w oczy nim machnął ręką. - Długa historia, uwzględniająca wybuchy dworców i te ładniejszą część Mulciberów - odpowiedział bratu z szerokim uśmiechem, jakby był dumny z tych wydarzeń. Co prawda wydarzyły się one tak niedawno, że nie miał jeszcze okazji o nich powiedzieć mamie. Dlatego nieco niepewnie zerknął w jej stronę. Ale nie powinno się nic dziać, przecież był cały i zdrowy, to że tam Anthony'emu zakrwawił dywan.
- Gdyby nie stał to problem skrzata by się rozwiązał - mruknął te opinie bardziej do siebie, ale jednak dobrze słyszalnie też dla reszty z Kellych. Szybka zmiana tematu? Idealnie.
- Mówicie, ze to sprawka Vo... V... - zmarszczył brwi, nie będąc w stanie powiedzieć tego imienia. Co tu się do licha jasnego stało? Czyżby tej nocy stało się coś więcej niż tylko zapłonął świat? Nie miał pojęcia i nie bardzo to był czas na to, żeby rozmyślać nad tym.
Pytanie tylko co z innymi. Jak ich przyjaciele? A co z sąsiadami? Co z ludźmi, którzy byli im bliscy, czy oni są bezpieczni? Rozejrzał się próbując wyłowić z tłumu jakąś znajomą twarz. Ale nikogo nie widział.
- W tym rozgardiaszu raczej nikogo nie znajdziemy. - mruknął przestając wyciągać szyję i stawać na palcach. - Tak, pójście do OMSH to jest dobry pomysł. Teraz powinno być tam nieco więcej miejsca niż tutaj. Najwięcej by chyba było w Departamencie Gier i Sportu, chyba, że znowu ktoś zgłasza zażalenie na ligę gargulków, wtedy nie warto tam iść - dodał pozwalając sobie na nieco czarnego humoru.
Zamarł na chwilę i popatrzył na brata, zastanawiając się jak najlepiej podsumować tamte wydarzenia.
- Normalnie, krwią, a jak inaczej można coś zakrwawić? - odpowiedział patrząc bratu prosto w oczy nim machnął ręką. - Długa historia, uwzględniająca wybuchy dworców i te ładniejszą część Mulciberów - odpowiedział bratu z szerokim uśmiechem, jakby był dumny z tych wydarzeń. Co prawda wydarzyły się one tak niedawno, że nie miał jeszcze okazji o nich powiedzieć mamie. Dlatego nieco niepewnie zerknął w jej stronę. Ale nie powinno się nic dziać, przecież był cały i zdrowy, to że tam Anthony'emu zakrwawił dywan.
- Gdyby nie stał to problem skrzata by się rozwiązał - mruknął te opinie bardziej do siebie, ale jednak dobrze słyszalnie też dla reszty z Kellych. Szybka zmiana tematu? Idealnie.
- Mówicie, ze to sprawka Vo... V... - zmarszczył brwi, nie będąc w stanie powiedzieć tego imienia. Co tu się do licha jasnego stało? Czyżby tej nocy stało się coś więcej niż tylko zapłonął świat? Nie miał pojęcia i nie bardzo to był czas na to, żeby rozmyślać nad tym.
Pytanie tylko co z innymi. Jak ich przyjaciele? A co z sąsiadami? Co z ludźmi, którzy byli im bliscy, czy oni są bezpieczni? Rozejrzał się próbując wyłowić z tłumu jakąś znajomą twarz. Ale nikogo nie widział.
- W tym rozgardiaszu raczej nikogo nie znajdziemy. - mruknął przestając wyciągać szyję i stawać na palcach. - Tak, pójście do OMSH to jest dobry pomysł. Teraz powinno być tam nieco więcej miejsca niż tutaj. Najwięcej by chyba było w Departamencie Gier i Sportu, chyba, że znowu ktoś zgłasza zażalenie na ligę gargulków, wtedy nie warto tam iść - dodał pozwalając sobie na nieco czarnego humoru.