Stał w przejściu i nasłuchiwał. Z obu stron. Echo łazienki nasączone łkaniem. Na korytarzu pustki. Martin starał się przypomnieć, co dokładniej zgłaszała uczennica rozmawiająca z Cassianem. Wspominała coś o suficie, był tego pewny. O drzwiach, które się same zamykały... Jak wiele chaosu siał zwykły przeciąg. Z przekazanych informacji nie zweryfikowali żadnej. A jednak ich obecność nie była stratą czasu, gdyż ewidentnie coś niepożądanego działo się w tym miejscu.
Cassian zakraplał kabinę słowami pocieszenia. Tak delikatnie i z wyczuciem, ale bez skutku. Martin wsunął się do środka pomieszczenia, oparł o ścianę. Łazienka damska nie różniła się niczym od męskiej poza lokalizacją. I klientem docelowym, rzecz jasna. Zauważył, że pod zlewem leży spinka. Metalowa, o prostym, ale dość egzotycznym kształcie. Być może zgubiło ją uciekające w popłochu dziewczę, gdy przeciąg zbierał swoje żniwo... Przeciąg. Martin spojrzał na okna. Hogwart zdobiony był różnym ich rodzajem, ale te tutaj to witraże bez możliwości nawet lekkiego ich uchylenia. A drzwi do pomieszczenia były jedne. Nie było więc możliwości...
Drzwi zamknęły się z łoskotem, aż podskoczył. Odruchowo pomyślał o Brianie, ale przecież starszy brat opuścił już szkolne mury. Nie mógł go tu nękać. Spojrzał na Cassiana.
Po cichym "przepraszam" łkanie rozbrzmiało w pomieszczeniu, tym razem nie pozostawiając wątpliwości, co do swojego istnienia. Strumień wiatru wystrzelił sponad kabiny, rozplaskując się kroplami wody obok Martina. Nie przyznałby się, ale był przerażony. Z ulgą odetchnął, gdy z zanikającej plamy wynurzyła się sylwetka ducha. Czyli sprawa rozwiązana. Poltergeist. Mogą iść. Cassian powiadomi nauczycieli i tyle w temacie.
Ale nie zdążył się odezwać, bo skrzekliwy głosik żałosnej duszyczki rozbrzmiał wprost do jego ucha.
– Jakie to smutne... Że wszystkie uciekły! – Ostentacyjnie zmierzyła wzrokiem Martina. – I pozwoliły tu wejść tak nieprzyjemnemu chłopakowi!
Przeszywający jęk towarzyszył jej podczas błyskawicznego przelotu obok Cassiana.
– Ale ten... – Otarła oczy. – Czyżbyś prawdziwie interesował się płaczącą w samotności dziewczyną?
Martin był gotowy odwrócić się i odejść. Dramatyzm, jakim owiewał duch, za bardzo przypominał mu jego paskudne ciotki. Szkoda było na to czasu. Trzeba było incydent zgłosić i zapomnieć.