Tylko tu przeszkadzał. Nie chciał brać w tym udziału, a najwyraźniej sama jego obecność utrudniała sprawę. Dziewczyna szybko odczytała nastawienie Martina, którego też zupełnie nie ukrywał. A każde jej słowo upewniało go w tym, że tylko dramatyzuje niepotrzebnie. I trochę miał w tym racji. Bo przecież Marta swoją tragedię przeżyła kilka lat temu i od tego czasu bez przerwy pragnie wciągnąć innych w krąg swojej rozpaczy dla rozrywki. Ale emocje... one były prawdziwe. Równie świeże co dnia pierwszego. Z nabytym już dystansem, lecz rozrywające serce tak samo mocno.
Podczas ich szkolnych lat zarówno Martin jak i Cassian nie słyszeli o przypadku śmierci uczennicy. Mogli uznać więc, że duch ten przebywa w murach zamku znacznie dłużej niż 7 lat. Czy przez te wszystkie lata straszyła przypadkowe uczennice? Narzucała się swoją obecnością? Ale cóż innego miała robić? Martina koncept duchów przerażał. Lubił myśl, że po śmierci nie ma niczego. To było konkretne zamknięcie rozdziału. Gdyby sam miał umrzeć, nie chciałby otworzyć oczu jako niematerialny byt skazany na wieczną wędrówkę.
Martin nie odzywał się. Jeszcze nie odszedł, przypadkiem angażując się w historię Marty. Spojrzał na kabinę. Umarła w kabinie? Bardzo... nieelegancka śmierć. Zabawne, że w jednym pomieszczeniu mogły czekać tak skrajne zgony. Można było umrzeć w wannie, jak poeta, z rozciętymi pokrywami ciała by zabarwić wodę swą esencją życia. Bez względu na to, czy ostrze trzymał denat, czy osoba trzecia, w oczach Croucha takie odejście miało w sobie więcej gracji niż zawał w kabinie toaletowej... o ile nie coś związanego z układem pokarmowym, bo wtedy to już w ogóle nie zostaje nic tylko modlić się o szybkie starcie z pamięci żyjących.
Marta uroniła kolejne łzy i oparła się dramatycznie o wspomnianą kabinę.
– A to by się nie stało, gdyby... gdyby nie one... – Kolejny jęk rozpaczy. – Ale wszystkie dziewczęta zawsze się ze mnie śmiały... I wtedy... I dzisiaj... Przez... p-przez niego... będzie tak już na zawsze!