23.06.2025, 21:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2025, 21:34 przez Elias Bletchley.)
Nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. W jednej chwili siedział sobie spokojnie z siostrą na hamaku, a w następnej Romulus dokonywał próby zgniecenia ich obu i trwałego okaleczenia poprzez wpychanie kolan i łokci tam, gdzie nie były one mile widziane. Jakby tego było mało, ledwo Potter zdołał się wyplątać z wiązań hamaku i labiryntu kończyn, a już zaczął rzucać oskarżeniami. W stronę Prudence. W stronę Corneliusa. W stronę Benjy'ego. I najwidoczniej wszelkie próby doprowadzenia tej sytuacji do porządku były skazane na porażkę.
Eliasz wodził wzrokiem między Romulusem a Prue, kompletnie ignorując wszystkich postronnych. Co się takiego wczoraj wydarzyło, że reagował aż tak nerwowo? Mimowolnie wrócił myślami do spotkania z przyjacielem w barze, które miało miejsce niecałe dwa tygodnie temu. Już wtedy wydawał się jakiś taki nieswój. Wprawdzie nadrabiał kreatywnością i dobrą gadką, ale może faktycznie coś u niego nie grało. A obecność Prudence jakoś to wszystko zaogniła? Niby dlaczego. Prudence, owszem, była denerwująca, ale koniec końców była tylko jego siostrą. Siostrą Eliasza. Czemu więc miałaby wywoływać w Romku tak skrajne uczucia?
— Te, chłopy — rzucił słabym głosem do Benjy'ego, Romulusa i Kornela, zsuwając się z hamaka na ziemię. I już pewnie spodnie będą do prania. — Uspokójcie się już, co? Oboje. Znajdźmy lepiej dla was jakieś piwo albo coś mocniejszego i skończmy te wy...
Urwał, gdy doszło do eskalacji. Różdżki. I kryształki do hipnozy. Bletchley mimo woli złapał się za głowę, wplatając poznaczone drobnymi skaleczeniami palce w swoje gęste ciemne włosy. Wybałuszył oczy, nie potrafiąc zrozumieć, co się właściwie działo wokół niego. Na chwilę stracił zainteresowanie siostrą, wgapiając się w konfrontację między przyjaciółmi. I daj takim wolność wyboru i dostęp do różdżki, pomyślał tępo. Chyba zaczynał się cieszyć, że jego umiejętności magiczne były aż tak słabo rozwinięte. Gdyby też miał taki temperament, to w połączeniu z wiedzą na temat alchemii mógłby zacząć ze sobą nosić granaty ogniowe domowej roboty. To dopiero byłaby bombowa rozrywka.
— Odłó... — spróbował ponownie podjąć temat, jednak jego słowa zginęły pośród słów kolejnych uczestników imprezy.
Co on niby mógł zrobić? Wejść między nich? Chwycić Romulusa za ręce, spojrzeć mu w oczy i wykrzyknąć ''Przestań, ty taki nie jesteś''? Może jeszcze powinien nawiązać do ich ostatniej wizyty w barze. Że przecież teraz też mieli tak dobrze się bawić. A może nawet lepiej, bo byli w większym gronie? Przecież to i tak nic by nie dało. Teraz wszystko było w rękach losu. Bletchley przeskakiwał spojrzeniem między kolejnymi osobami, aż jego wzrok wrócił do siostry.
Nie wyglądała najlepiej. Włosy, oczy, postura... Niby były takie same jak zazwyczaj, a jednak potrafił dotrzeć, że i ją zaczynało to wszystko przytłaczać. Londyn, teraz to... W ogóle jej się nie dziwił. Eliasz nieświadomie podciągnął kolana bliżej klatki piersiowej i zaczął kiwać się do przodu i do tyłu, obracając w dłoni własną różdżkę i nie spuszczając wzroku ze swojej siostry. Ech, gdyby tylko mógł jej teraz jakoś ulżyć. Chociaż minimalnie. Może gdyby w pewien sposób mogli zamienić się miejscami.
Szare komórki Eliasza żyły jednak własnym życiem, a jego naturalny talent do metamorfomagii postanowił szarpnąć za struny jego skrywanej bardzo, ale to bardzo głęboko kreatywności. Już przez dłuższą chwilę analizował wygląd siostry, poza tym miał w pamięci większość jej cech wyglądu. Mógł więc bez większego trudu spróbować... Zmienić się w nią. Tak to jest, kiedy przyjaciele się kłócą i magia idzie w ruch. Zmieniasz się w ''winowajczynię'' tego całego zamieszania. A przynajmniej próbujesz.
Eliasz wodził wzrokiem między Romulusem a Prue, kompletnie ignorując wszystkich postronnych. Co się takiego wczoraj wydarzyło, że reagował aż tak nerwowo? Mimowolnie wrócił myślami do spotkania z przyjacielem w barze, które miało miejsce niecałe dwa tygodnie temu. Już wtedy wydawał się jakiś taki nieswój. Wprawdzie nadrabiał kreatywnością i dobrą gadką, ale może faktycznie coś u niego nie grało. A obecność Prudence jakoś to wszystko zaogniła? Niby dlaczego. Prudence, owszem, była denerwująca, ale koniec końców była tylko jego siostrą. Siostrą Eliasza. Czemu więc miałaby wywoływać w Romku tak skrajne uczucia?
— Te, chłopy — rzucił słabym głosem do Benjy'ego, Romulusa i Kornela, zsuwając się z hamaka na ziemię. I już pewnie spodnie będą do prania. — Uspokójcie się już, co? Oboje. Znajdźmy lepiej dla was jakieś piwo albo coś mocniejszego i skończmy te wy...
Urwał, gdy doszło do eskalacji. Różdżki. I kryształki do hipnozy. Bletchley mimo woli złapał się za głowę, wplatając poznaczone drobnymi skaleczeniami palce w swoje gęste ciemne włosy. Wybałuszył oczy, nie potrafiąc zrozumieć, co się właściwie działo wokół niego. Na chwilę stracił zainteresowanie siostrą, wgapiając się w konfrontację między przyjaciółmi. I daj takim wolność wyboru i dostęp do różdżki, pomyślał tępo. Chyba zaczynał się cieszyć, że jego umiejętności magiczne były aż tak słabo rozwinięte. Gdyby też miał taki temperament, to w połączeniu z wiedzą na temat alchemii mógłby zacząć ze sobą nosić granaty ogniowe domowej roboty. To dopiero byłaby bombowa rozrywka.
— Odłó... — spróbował ponownie podjąć temat, jednak jego słowa zginęły pośród słów kolejnych uczestników imprezy.
Co on niby mógł zrobić? Wejść między nich? Chwycić Romulusa za ręce, spojrzeć mu w oczy i wykrzyknąć ''Przestań, ty taki nie jesteś''? Może jeszcze powinien nawiązać do ich ostatniej wizyty w barze. Że przecież teraz też mieli tak dobrze się bawić. A może nawet lepiej, bo byli w większym gronie? Przecież to i tak nic by nie dało. Teraz wszystko było w rękach losu. Bletchley przeskakiwał spojrzeniem między kolejnymi osobami, aż jego wzrok wrócił do siostry.
Nie wyglądała najlepiej. Włosy, oczy, postura... Niby były takie same jak zazwyczaj, a jednak potrafił dotrzeć, że i ją zaczynało to wszystko przytłaczać. Londyn, teraz to... W ogóle jej się nie dziwił. Eliasz nieświadomie podciągnął kolana bliżej klatki piersiowej i zaczął kiwać się do przodu i do tyłu, obracając w dłoni własną różdżkę i nie spuszczając wzroku ze swojej siostry. Ech, gdyby tylko mógł jej teraz jakoś ulżyć. Chociaż minimalnie. Może gdyby w pewien sposób mogli zamienić się miejscami.
Szare komórki Eliasza żyły jednak własnym życiem, a jego naturalny talent do metamorfomagii postanowił szarpnąć za struny jego skrywanej bardzo, ale to bardzo głęboko kreatywności. Już przez dłuższą chwilę analizował wygląd siostry, poza tym miał w pamięci większość jej cech wyglądu. Mógł więc bez większego trudu spróbować... Zmienić się w nią. Tak to jest, kiedy przyjaciele się kłócą i magia idzie w ruch. Zmieniasz się w ''winowajczynię'' tego całego zamieszania. A przynajmniej próbujesz.
(Transmutacja) Próba transformacji w członka grupy (padło na Prudence) x2
Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana