Degenhardt zdawał sobie sprawę z tego, że zgadzając się na warunki Louvaina pisał się na wykonywanie rzeczy, które go zadziwią, ale dzisiejszy atak na Londyn był rzeczą tak niespodziewaną, że nawet dumny jak paw muzyk kompletnie w tę sytuację zwątpił. Dlaczego tutaj byli? Dlaczego tak nagle? Nie znał Voldemorta i nie żywił nawet częściowej wiary w jego słowa, a nawet gdyby – to wszystko wydawało mu się zadziwiające i pokraczne, jedynym co utrzymywało go w ryzach, było...
Zaskoczenie.
Nigdy nie widział, aby ktoś był spontanicznie zdolny do zasiania gdziekolwiek jakiejś destrukcji. Bellatrix, której działania były wręcz gamą porażek w różnym natężeniu, nie musiała naprawiać ich sukcesami – sama jej obecność, podkreślona przez absolutną masakrę całego tego Emberfall, wzbudzała w ludziach wystarczające przerażenie.
Poczuł coś nowego: zazdrość. Kiedy on przesuwał powiewem wiatru kupę gruzu, którą próbował zagrodzić przejście na Pokątną, Lord Voldemort sprawiał, że jego jakże barwny pseudonim rozsławi się nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Szaleniec, któremu udało się stworzyć piekło w stolicy Anglii i nikt do końca nie wiedział, o co mu chodzi. Czy Louvain wiedział? Był na tyle istotnym pionkiem w grze, aby usłyszeć o tym choćby słowo, czy zwyczajnie posiadał tak wiele zaufania w słowa swojego Mistrza, aby teraz kroczyć tak dumnie, niby bez wzruszeń i zawahań. Jakby nie bał się aresztowań, nie dopuszczał przedwczesnego końca.
Pianista zatrzymał się w miejscu i odetchnął głęboko, nawet jeżeli nie było to wskazane przy tak wielkiej ilości gryzącego dymu. Zdawał sobie sprawę z tego, że idąca tuż obok czarownica najpewniej mu zawtóruje – i dobrze, bo nie chciał, aby oberwała którymś z lecących odłamków.
Inkantacja była udana. W przeciwieństwie do Lestrange'a, który spotkał się z porażką, Umbriel skutecznie odciął jedną z bocznych alejek – zablokował potencjalnym uciekinierom jedyną drogę ucieczki do głównej ulicy. Mało poetycka śmierć – paść od sterty śmieci blokujących przejście w chwili, kiedy zaledwie kilkanaście kroków dzieli cię od Kotła.
Zaskoczenie.
Nigdy nie widział, aby ktoś był spontanicznie zdolny do zasiania gdziekolwiek jakiejś destrukcji. Bellatrix, której działania były wręcz gamą porażek w różnym natężeniu, nie musiała naprawiać ich sukcesami – sama jej obecność, podkreślona przez absolutną masakrę całego tego Emberfall, wzbudzała w ludziach wystarczające przerażenie.
Poczuł coś nowego: zazdrość. Kiedy on przesuwał powiewem wiatru kupę gruzu, którą próbował zagrodzić przejście na Pokątną, Lord Voldemort sprawiał, że jego jakże barwny pseudonim rozsławi się nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Szaleniec, któremu udało się stworzyć piekło w stolicy Anglii i nikt do końca nie wiedział, o co mu chodzi. Czy Louvain wiedział? Był na tyle istotnym pionkiem w grze, aby usłyszeć o tym choćby słowo, czy zwyczajnie posiadał tak wiele zaufania w słowa swojego Mistrza, aby teraz kroczyć tak dumnie, niby bez wzruszeń i zawahań. Jakby nie bał się aresztowań, nie dopuszczał przedwczesnego końca.
Pianista zatrzymał się w miejscu i odetchnął głęboko, nawet jeżeli nie było to wskazane przy tak wielkiej ilości gryzącego dymu. Zdawał sobie sprawę z tego, że idąca tuż obok czarownica najpewniej mu zawtóruje – i dobrze, bo nie chciał, aby oberwała którymś z lecących odłamków.
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Inkantacja była udana. W przeciwieństwie do Lestrange'a, który spotkał się z porażką, Umbriel skutecznie odciął jedną z bocznych alejek – zablokował potencjalnym uciekinierom jedyną drogę ucieczki do głównej ulicy. Mało poetycka śmierć – paść od sterty śmieci blokujących przejście w chwili, kiedy zaledwie kilkanaście kroków dzieli cię od Kotła.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me