24.06.2025, 08:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 15:44 przez Olivia Quirke.)
Olivia przewróciła oczami. Roztrzepany... Wzięła bilety i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć nie.
- Roztrzepana, to jestem ja, mój drogi - powiedziała przekornie, z pełną mocą w głosie. - On jest po prostu chamem. Wiesz, obok czego trzyma to zdjęcie? Obok paczki prezerwatyw.
Burknęła, chmurząc się nieco. Z Isaaciem miała bardzo dużo miłych wspomnień z Hogwartu, wiedziała że nie będą ze sobą do końca życia, że nie będą mężem i żoną, już dawno go przebolała. Wiedziała też, że zdradził w podobny sposób Millie, z którą się niedawno zbliżyła (a zbliżyła je właśnie ta niechęć do pismaka) - ale nie mogła przeboleć tego, że zachowywał się nielogicznie. I jak cham. Mieli być przyjaciółmi, a ją olał: to było coś, czego Olivia nie wybaczała.
- Tak, uczę ją. Idzie jej coraz lepiej. I nie, on do mnie nie pisze i nie szuka kontaktu. To ja się dowiedziałam, że jest znowu w Anglii, ale olał moje pierwsze listy. Spotkaliśmy się przypadkiem pod Londynem na plantacji czereśni. Obiecał mi wtedy, że będzie pisał, że to nie jest tak, że mnie olewa. A potem... Potem po prostu przestał się odzywać. Wcześniej mnie przepraszał, zapewniał że mnie lubi, że nadal jesteśmy przyjaciółmi. Wiesz, ile to dla mnie znaczy, prawda? - musiał wiedzieć, w końcu ich relacja także była na stopie przyjacielskiej. Nie musieli widzieć się codziennie, ale wystarczyło kilka listów, żeby utrzymać kontakt.
Quirke odruchowo podała Laurentowi bilet, a potem pokazała mu, jak go włożyć, żeby przejść przez bramki. Tristan ją tego nauczył, w ogóle bardzo dużo uczył ją o mugolskim świecie. To było urocze i bardzo Olivii potrzebne, bo była ciekawą świata osobą, a przecież drugi, ten nieznany świat, miała tuż za rogiem. Byłaby głupia, gdyby nie chciała go poznać - nawet za cenę ostracyzmu wśród magicznej społeczności.
- To ja wyciągnęłam do niego rękę, Laurencie - powiedziała, przestępując z nogi na nogę, gdy znaleźli się na peronie. Było tu głośno i tłoczno, ktoś otarł się zarówno o Prewetta, jak i o Olivię. Dziewczyna zbliżyła się nieco, by nikt ich nie rozdzielił. Czuła się w tej chwili za Laurenta odpowiedzialna, nie mogła dopuścić do tego, by chłopak się zgubił. - A on na nią napluł. Nienawidzę go.
Przyznała cicho po chwili, mrużąc oczy. To była bardzo silna emocja i bardzo mocne słowa jak na nią. Ale po jej minie widać było, że faktycznie ma to na myśli.
- Nie chodzi o to, że mnie zostawił, ale że znowu dał mi nadzieję na powrót do swojego życia jako ktoś ważny, już nie dziewczyna, a potem... Potem po prostu mnie kopnął. Mógł mi powiedzieć prosto w twarz, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, zrozumiałabym - czy na pewno? Wątpliwe, ale na pewno łatwiej byłoby jej przejść do porządku dziennego. Stukot maszyny, zwanej metrem, zbliżał się powoli, a Olivia odruchowo chwyciła Laurenta za dłoń. - Zaraz wsiadamy, nie przestrasz się, te ich wynalazki są bardzo głośne.
Ostrzegła go chyba w ostatniej chwili, bo metro już wjeżdżało na stację. Z piskiem, turkotem i masą innych dźwięków, od których bolały uszy. Drzwi otworzyły się z syknięciem, a Quirke pociągnęła Laurenta za sobą.
- Tam są wolne miejsca, ale nie siadałabym na krzesełkach na twoim miejscu, dużo tu bezdomnych
Tak im minął wieczór - spokojnie, tak zakupach. Bez presji, bez poganiania, pełen śmiechu i dobrego humoru.
Koniec sesji