24.06.2025, 17:55 ✶
Obserwowała tę kobietę już od jakiegoś czasu, ale sprawa nie była wcale taka prosta. To znaczy... Lucy była przekonana, że była. Żona ot zdradzała swojego męża i koniec. Niestety niewierna małżonka chyba nie rozumiała do końca jak działają zdrady. Podczas swojej pierwszej tajemnej schadzki nie zrobiła nic z zaproszonym mężczyzną poza czytaniem książek. Kolejnym razem grała z nim w gry planszowe. Innym razem już się miało na coś zapowiadać, ale oboje zasnęli. Później rzeczywiście okazywana sobie czułość jasno sugerowała, że nie była to relacja platoniczna. Szkoda tylko, ze następnym razem przyprowadziła kogoś nowego i chociaż ten związek rozwijał sie szybciej, to Lucy i tak musiała dalej czatować w swoim baraku, aby na życzenie swojego klienta, spróbować ustalić dokładną liczbę kochanków.
Nudne? Tak. Problematyczne? Niekoniecznie.
A przynajmniej takie nie było aż do momentu, kiedy zobaczyła na podłodze marcepanową czekoladkę w czerwonym sreberku. Taką samą, jak te które czasami tutaj podjadała dla umilenia sobie czasu. I jeszcze ta notatka...
Widzę cię.
Lucy nie była przestraszona. Nie ruszyła za tropem, bo kierował nią strach. Raczej ruszyła za nim, bo po pierwsze była ciekawa, po drugie znudzona, a po trzecie zirytowana faktem, że ktoś najwyraźniej ją obserwował.
I ktoś mógłby powiedzieć, że osadzona w tym miejscu chatka, udekorowana zapachem lasu w ciepłą, letnią noc, była urokliwa. Ktoś mógłby również dodać, że sylwetka ubranej w długą suknię kobietę dodawała temu wszystkiemu pewną nutkę mistycyzmu.
Ktoś. Nie Lucy.
Lucy zamiast tego zaczęła się zastanawiać czemu niektórzy śmiertelnicy byli tak dziwni i czy czarownica będzie jej robić problemy, czy też po prostu jej się nudziło.
Trzeba było jednak przyznać, że zapewne wyglądała bardziej, jak wampirzyca, niż sama Lucy, która w tym momencie ubrana była w proste, czarne ubrania, a w kieszeni jej spodni, spoczywała marcepanowa czekoladka.
– Widzenie ma swoje minusy, ale z dwojga złego lepiej jest korzystać z oczu – oznajmiła, przyglądając się kobiecie. Nie zrobiła jeszcze kolejnego kroku w jej stronę. – Włożyłaś pracę abym tutaj przyszła, ale bez dużej powagi, więc zakładam, że raczej po prostu ci się nudzi, niż masz osobiście do mnie jakiś problem, ale jednak wolę zapytać. O co chodzi?
Nudne? Tak. Problematyczne? Niekoniecznie.
A przynajmniej takie nie było aż do momentu, kiedy zobaczyła na podłodze marcepanową czekoladkę w czerwonym sreberku. Taką samą, jak te które czasami tutaj podjadała dla umilenia sobie czasu. I jeszcze ta notatka...
Widzę cię.
Lucy nie była przestraszona. Nie ruszyła za tropem, bo kierował nią strach. Raczej ruszyła za nim, bo po pierwsze była ciekawa, po drugie znudzona, a po trzecie zirytowana faktem, że ktoś najwyraźniej ją obserwował.
I ktoś mógłby powiedzieć, że osadzona w tym miejscu chatka, udekorowana zapachem lasu w ciepłą, letnią noc, była urokliwa. Ktoś mógłby również dodać, że sylwetka ubranej w długą suknię kobietę dodawała temu wszystkiemu pewną nutkę mistycyzmu.
Ktoś. Nie Lucy.
Lucy zamiast tego zaczęła się zastanawiać czemu niektórzy śmiertelnicy byli tak dziwni i czy czarownica będzie jej robić problemy, czy też po prostu jej się nudziło.
Trzeba było jednak przyznać, że zapewne wyglądała bardziej, jak wampirzyca, niż sama Lucy, która w tym momencie ubrana była w proste, czarne ubrania, a w kieszeni jej spodni, spoczywała marcepanowa czekoladka.
– Widzenie ma swoje minusy, ale z dwojga złego lepiej jest korzystać z oczu – oznajmiła, przyglądając się kobiecie. Nie zrobiła jeszcze kolejnego kroku w jej stronę. – Włożyłaś pracę abym tutaj przyszła, ale bez dużej powagi, więc zakładam, że raczej po prostu ci się nudzi, niż masz osobiście do mnie jakiś problem, ale jednak wolę zapytać. O co chodzi?