26.06.2025, 01:18 ✶
Leżał w miękkiej pościel. Otoczony znajomymi zapachami, które pozwoliły mu się rozluźnić. Wspomnienia poprzedniego dnia nie wróciły na raz, był to raczej spóźniony pociąg, wiozący wagony wspomnień. Niektóre wybrakowane z racji tego, że został na pewnym etapie pozbawiony wzroku. Co nie sprawiło, że nagle ten wieczór? Bardziej noc i poranek, był mniej obfity w wydarzenia. Absolutnie jak przez mgłę pamiętał powrót tutaj do Stawu. Ale gdzie do cholery była Millie? Nigdy nie wstawała wcześniej niż on, a teraz? Był na łóżku sam, to było dziwne.
Wystarszyłeś ją
Usłyszał natrętny głos w głowie i machinalnie odpowiedział mu na głos.
- Myślałem, że sobie poszedłeś - powiedział to niemal po tym jak usłyszał głos Basiliusa i aż prawie podskoczył. A na pewno poruszył się nieswojo. Niemożność dojrzenia co się wokół niego dzieje byłą nowym i dość nieprzyjemnym doświadczeniem, dobrze, że od tamtego wybuchu jeszcze nie ogłuchł. Chociaż, taka klątwa która sprawiałaby że ktoś głuchnie i staje się niewidomy, jeszcze mu tylko zabrać zdolność mowy i nijak się z nim porozumieć nie będzie dało.
Pewnie teraz Prewett pomyśli, ze mówił do niego. W sumie tak lepiej, gdyby wyszło, że mówi do siebie. Bycie odklejeniem w świecie czarodziejów nie było niczym dobrym.
- Już nie zasnę, skoro się obudziłem, ale spokojnie nie ucieknę przed zmianą opatrunku - odpowiedział uzdrowicielowi, za bardzo nie miał celu w tym żeby wychodzić dzisiaj z łóżka. Pewnie przydałoby się wykąpać, ale nie musiał się do tego zrywać od razu. Pewnie by leżał na łóżku, gdyby nie dobrze znany mu głos. Nie było mu trzeba wiele, dobrze wiedział co się dzieje
Zerwał się, pewnie na równe nogi. Być może w swoich snach. Bo kiedy podrywał się, żeby dopaść do Millie kierowany jej głosem - stopy zaplątały mu się w kołdrę i jedyne co mu wyszło to spektakularnie zamachać rękami, niczym pisklę, które stanowczo zbyt wcześnie postanowiło opuścić gniazdo. Może i wyglądało to zabawnie, ale nie miał czasu i sposobności na ocenę tego, bo jak długi runął na podłogę o milimetry mijając Basiliusa i chyba tylko niebywałym szczęściem nie runął całym ciężarem na śpiąca kobietę. Każda część ciała jęczał mu z bólu po wczorajszych ekscesach jak i obecnym wypadku. Kaszel wstrząsnął jego ciałem, kiedy dźwigał się na czworaka, ale z niego obrońca, sam potrzebuje częściej pomocy niż ją udziela. Po omacku zaczął szukać... Kurwa czego? Millie przecież nie spałaby na podłodze? Musiał się podnieść, podejść do niej i ją obudzić.
- Millie? Obudź się, to tylko sen - zawołał głośno brnąć do niej po omacku.
Wystarszyłeś ją
Usłyszał natrętny głos w głowie i machinalnie odpowiedział mu na głos.
- Myślałem, że sobie poszedłeś - powiedział to niemal po tym jak usłyszał głos Basiliusa i aż prawie podskoczył. A na pewno poruszył się nieswojo. Niemożność dojrzenia co się wokół niego dzieje byłą nowym i dość nieprzyjemnym doświadczeniem, dobrze, że od tamtego wybuchu jeszcze nie ogłuchł. Chociaż, taka klątwa która sprawiałaby że ktoś głuchnie i staje się niewidomy, jeszcze mu tylko zabrać zdolność mowy i nijak się z nim porozumieć nie będzie dało.
Pewnie teraz Prewett pomyśli, ze mówił do niego. W sumie tak lepiej, gdyby wyszło, że mówi do siebie. Bycie odklejeniem w świecie czarodziejów nie było niczym dobrym.
- Już nie zasnę, skoro się obudziłem, ale spokojnie nie ucieknę przed zmianą opatrunku - odpowiedział uzdrowicielowi, za bardzo nie miał celu w tym żeby wychodzić dzisiaj z łóżka. Pewnie przydałoby się wykąpać, ale nie musiał się do tego zrywać od razu. Pewnie by leżał na łóżku, gdyby nie dobrze znany mu głos. Nie było mu trzeba wiele, dobrze wiedział co się dzieje
Zerwał się, pewnie na równe nogi. Być może w swoich snach. Bo kiedy podrywał się, żeby dopaść do Millie kierowany jej głosem - stopy zaplątały mu się w kołdrę i jedyne co mu wyszło to spektakularnie zamachać rękami, niczym pisklę, które stanowczo zbyt wcześnie postanowiło opuścić gniazdo. Może i wyglądało to zabawnie, ale nie miał czasu i sposobności na ocenę tego, bo jak długi runął na podłogę o milimetry mijając Basiliusa i chyba tylko niebywałym szczęściem nie runął całym ciężarem na śpiąca kobietę. Każda część ciała jęczał mu z bólu po wczorajszych ekscesach jak i obecnym wypadku. Kaszel wstrząsnął jego ciałem, kiedy dźwigał się na czworaka, ale z niego obrońca, sam potrzebuje częściej pomocy niż ją udziela. Po omacku zaczął szukać... Kurwa czego? Millie przecież nie spałaby na podłodze? Musiał się podnieść, podejść do niej i ją obudzić.
- Millie? Obudź się, to tylko sen - zawołał głośno brnąć do niej po omacku.