26.06.2025, 08:32 ✶
Kapitan kiwnął głową na słowa Victorii. To były mądre słowa i chociaż okraszone kaszlem, który drapał większość mieszkańców Londynu, to zrozumiałe. Odwrócił na chwilę głowę i kiwnął na jednego ze swoich ludzi, ale nie mówił nic. Wbrew pozorom nie był to człowiek butny, w gorącej głowie kąpany. Nie podważał zdania nikogo, nie wdawał się w pyskówki. Starał się być do bólu konkretny, bo wiedział że na statku im więcej słów, tym gorzej. Tutaj nie było miejsca na domysły, na przekomarzanki. Oni mieli się słuchać teraz, potem on będzie się słuchać ich. Sprawa prosta jak drut.
- Statek jest zabezpieczony na tyle, na ile jest to możliwe. Mamy nawigatorów, mamy osoby o doskonałych oczach, mamy sprzęt, który pomoże w wypatrywaniu zagrożeń - odpowiedział zarówno Hestii, jak i Leviathanowi. Przesunął wzrokiem od kobiety do mężczyzny, który wydobył z siebie większy potok słów. Na jego szczęście - sensownych. Nie dało się ukryć, że Kapitanowi odrobinę ulżyło, gdy zorientował się, że ma przed sobą faktycznych profesjonalistów, a nie bandę dzieciaków z łapanki, którzy akurat mieli wolne od ratowania ludzi na lądzie. - Sieci mamy, ale nie jest ich dużo. Przygotowaliśmy się na taką ewentualność, lecz... Prościej byłoby zwolnić i spuścić szalupę, wysłać kogoś by złowili ryby. To jest dobry plan, panie Rowle, jednak ma jedną kluczową wadę.
W tym samym czasie załogant, na którego kiwał wcześniej Kapitan, wrócił z cynowym kubkiem wody. Uśmiechnął się nerwowo, gdy podawał go Victorii. Mimo że wyglądał na wykąpanego, to na jego szyi i przedramionach znajdowała się sadza. Czy to mogła być sadza z domów w Londynie? W końcu na pewno doszły do nich informacje o tym, że ta dziwnie się zachowuje i nie chce zejść z ludzi. Dłonie też miał czarne jak węgiel, lecz przynajmniej nie zostawiał za sobą odcisków.
- Ryb tu jest faktycznie mało. To jest powód, dla którego mugole walczą - powiedział spokojnie, przenosząc wzrok na wody. Milczał przez chwilę, trawiąc wszystkie informacje, w tym te, które podała mu Geraldine i Benjy. - Nie może się zanurzyć, ale został wzmocniony zaklęciami i runami. Regularnie rzucamy na kadłub dodatkowe zaklęcia ochronne. Dodatkowo jest dużo bardziej zwrotny i lżejszy, niż większość statków. Mamy niezwykle uzdolnionych czarodziejów na pokładzie, w razie potrzeby podniesiemy go w powietrze, ale mimo wszystko to będzie wymagało czasu, a jak zauważyliście - węże morskie są piekielnie szybkie w swoim naturalnym środowisku. Możemy nie zdążyć, ale to jest zawsze jakaś opcja.
Potarł dłonią podbródek, przymykając na chwilę oczy.
- Oczywiście może pan sprawdzić wszystko, panie... - spojrzał przelotnie na Benjy'ego, nie pamiętając jednak jego nazwiska. Być może go nie dosłyszał albo jeszcze go tu nie było, jak ten się przedstawiał. - Statek jest do waszej dyspozycji.
Spojrzał jeszcze na Leviathana, którego plan chyba najbardziej przypadł mu do gustu.
- Wyrzucanie kogokolwiek za burtę nie wchodzi w grę. Ale w ładowni mamy skrzynie z surowym mięsem i rybami, które udało nam się pozyskać. Nie jest tego dużo, ale pasują do pana planu, panie Rowle. To zanęta, wzmocniona odpowiednim zapachem, żeby wabić morskie stworzenia. Skłamałbym, gdybym nie pomyślał o tym samym, co pan. Jednak mam pewne wątpliwości - nawet jeżeli panienka Yaxley wyczuje obecność stworzeń, to nie jesteśmy w stanie się bezpiecznie rozdzielić, żeby jedna część załogi zaganiała węże, a druga wyprowadzała je z dala od tych wód. Część statków spłonęła w piątek, w tym ten, który miał nam towarzyszyć - to była nowa informacja - zapewne nikt im wcześniej nie wspominał o drugiej jednostce dlatego, że gdy tylko Ministerstwo wyszło z tym planem, Anders sprowadził ich na ziemię. Nie było bliźniaczego okrętu, który mógłby ich wesprzeć. Był jeszcze w czwartek, w piątek został z niego popiół.
Mieli jeszcze sporo czasu. Statek kołysał się na wodzie leniwie - morze było wyjątkowo spokojne i nawet osoby o słabszych żołądkach nie czuły dyskomfortu. Przynajmniej na razie. Członkowie załogi uwijali się jak mrówki, pomagając zaklęciami utrzymać odpowiedni kurs. Żagle były napięte, a statek przecinał fale z pewnością, jakiej brakowało niektórym z ludzi tu się znajdującym. Na bocianim gnieździe znajdował się młody mężczyzna, który faktycznie wypatrywał zagrożenia przy pomocy lunety. Czy zwykłej, czy zaczarowanej - ciężko było to stwierdzić.
- Statek jest zabezpieczony na tyle, na ile jest to możliwe. Mamy nawigatorów, mamy osoby o doskonałych oczach, mamy sprzęt, który pomoże w wypatrywaniu zagrożeń - odpowiedział zarówno Hestii, jak i Leviathanowi. Przesunął wzrokiem od kobiety do mężczyzny, który wydobył z siebie większy potok słów. Na jego szczęście - sensownych. Nie dało się ukryć, że Kapitanowi odrobinę ulżyło, gdy zorientował się, że ma przed sobą faktycznych profesjonalistów, a nie bandę dzieciaków z łapanki, którzy akurat mieli wolne od ratowania ludzi na lądzie. - Sieci mamy, ale nie jest ich dużo. Przygotowaliśmy się na taką ewentualność, lecz... Prościej byłoby zwolnić i spuścić szalupę, wysłać kogoś by złowili ryby. To jest dobry plan, panie Rowle, jednak ma jedną kluczową wadę.
W tym samym czasie załogant, na którego kiwał wcześniej Kapitan, wrócił z cynowym kubkiem wody. Uśmiechnął się nerwowo, gdy podawał go Victorii. Mimo że wyglądał na wykąpanego, to na jego szyi i przedramionach znajdowała się sadza. Czy to mogła być sadza z domów w Londynie? W końcu na pewno doszły do nich informacje o tym, że ta dziwnie się zachowuje i nie chce zejść z ludzi. Dłonie też miał czarne jak węgiel, lecz przynajmniej nie zostawiał za sobą odcisków.
- Ryb tu jest faktycznie mało. To jest powód, dla którego mugole walczą - powiedział spokojnie, przenosząc wzrok na wody. Milczał przez chwilę, trawiąc wszystkie informacje, w tym te, które podała mu Geraldine i Benjy. - Nie może się zanurzyć, ale został wzmocniony zaklęciami i runami. Regularnie rzucamy na kadłub dodatkowe zaklęcia ochronne. Dodatkowo jest dużo bardziej zwrotny i lżejszy, niż większość statków. Mamy niezwykle uzdolnionych czarodziejów na pokładzie, w razie potrzeby podniesiemy go w powietrze, ale mimo wszystko to będzie wymagało czasu, a jak zauważyliście - węże morskie są piekielnie szybkie w swoim naturalnym środowisku. Możemy nie zdążyć, ale to jest zawsze jakaś opcja.
Potarł dłonią podbródek, przymykając na chwilę oczy.
- Oczywiście może pan sprawdzić wszystko, panie... - spojrzał przelotnie na Benjy'ego, nie pamiętając jednak jego nazwiska. Być może go nie dosłyszał albo jeszcze go tu nie było, jak ten się przedstawiał. - Statek jest do waszej dyspozycji.
Spojrzał jeszcze na Leviathana, którego plan chyba najbardziej przypadł mu do gustu.
- Wyrzucanie kogokolwiek za burtę nie wchodzi w grę. Ale w ładowni mamy skrzynie z surowym mięsem i rybami, które udało nam się pozyskać. Nie jest tego dużo, ale pasują do pana planu, panie Rowle. To zanęta, wzmocniona odpowiednim zapachem, żeby wabić morskie stworzenia. Skłamałbym, gdybym nie pomyślał o tym samym, co pan. Jednak mam pewne wątpliwości - nawet jeżeli panienka Yaxley wyczuje obecność stworzeń, to nie jesteśmy w stanie się bezpiecznie rozdzielić, żeby jedna część załogi zaganiała węże, a druga wyprowadzała je z dala od tych wód. Część statków spłonęła w piątek, w tym ten, który miał nam towarzyszyć - to była nowa informacja - zapewne nikt im wcześniej nie wspominał o drugiej jednostce dlatego, że gdy tylko Ministerstwo wyszło z tym planem, Anders sprowadził ich na ziemię. Nie było bliźniaczego okrętu, który mógłby ich wesprzeć. Był jeszcze w czwartek, w piątek został z niego popiół.
Mieli jeszcze sporo czasu. Statek kołysał się na wodzie leniwie - morze było wyjątkowo spokojne i nawet osoby o słabszych żołądkach nie czuły dyskomfortu. Przynajmniej na razie. Członkowie załogi uwijali się jak mrówki, pomagając zaklęciami utrzymać odpowiedni kurs. Żagle były napięte, a statek przecinał fale z pewnością, jakiej brakowało niektórym z ludzi tu się znajdującym. Na bocianim gnieździe znajdował się młody mężczyzna, który faktycznie wypatrywał zagrożenia przy pomocy lunety. Czy zwykłej, czy zaczarowanej - ciężko było to stwierdzić.
Bez kolejki i ograniczeń co do jednego posta na turę. Narracja pojawi się 1 lipca w okolicach wieczoru (koło 22), dlatego proszę żebyście do tego czasu ustalili plan. Możecie przegadać sprawę na dc bazując na tym, co zostało fabularnie powiedziane, żeby przyspieszyć.
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water