Belka stojąca na drodze Cassiana rozsypała się piach. Martin mógł chwilowo odetchnąć z ulgą. Czego nie zrobił. Sytuacja wciąż była zbyt tragiczna. I nim zaczął pokrywać wszystko wokół lodem, zdał sobie sprawę, że przecież w tym budynku najpewniej żyli Mugole. Wiele rzeczy mogło przejść tej nocy niezauważonych, ale nie lodowa jaskinia wewnątrz płonącego budynku. Musiał być bardziej subtelny.
Droga ze schodów do wyjścia nie zajęła się jeszcze ogniem i tak pozostać powinno. Martin skierował rękę przed siebie, by pokryć podłogę piachem. W ten sposób odcinał od przejścia nadciągające płomienie, przy okazji dusząc te znajdujące się najbliżej. Skąd znał takie zaklęcie? Takich rzeczy nie wypada opowiadać w towarzystwie. (Co działo się na Karaibach, zostaje na Karaibach.)
Kształtowanie na sypanie piaskiem.
Akcja nieudana
Z ręki Martina wypadło... Nic. Absolutnie nic. A tyle czasu spędził na zabawach w piasku z bratem. Można pomyśleć, że w Ameryce Łacińskiej jest wystarczająca ilość tego surowca. Otóż tak. Ale o wiele łatwiej sypie piaskiem prosto z ręki zamiast zdobywać go z podłoża. A po co im był piach w rękach? Nieistotne.
Martin ponowił próbę tworzenia piaszczystego dywanu.
Kształtowanie na sypanie piaskiem.
Sukces!