Tak właściwie to był impuls. Chciała po prostu sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Miała świadomość, że wydarzyło się tutaj bardzo dużo, zostały przekroczone pewne granice, które najprawdopodobniej nigdy nie powinny być przekroczone. Nie wydawało jej się, aby ktokolwiek akceptował korzystanie z hipnozy, uroków, czy innych podobnych numerów po to by spacyfikować swoje towarzystwo. To było przegięcie, i chyba każda logicznie myśląca osoba by to dostrzegła. Nie miała dobrego zdania o Romulusie, teraz jej niechęć tylko się pogłębiła. Skoro w ten sposób zachował się w stosunku do swoich przyjaciół, to z jakich metod właściwie korzystał, gdy ktoś kogo nie znał nie chciał wysłuchać jego zdania? Wolała w to nie wnikać, bo bała się wniosków, do których mogłaby dojść. Taka osoba nie powinna być psychiatrą, nie kiedy nie dawała sobie rady z własnymi emocjami, jak nigdy miał radzić sobie z problemami innych, skoro nie radził sobie ze sobą? Uderzyło w nią to przedstawienie, które zobaczyła.
Oczywiście ruszyło ją też to, co stało się wcześniej. Nie miała ambicji, aby każdy ją lubił, raczej całe swoje życie była od tego bardzo daleka, ale te słowa, które rzucał w jej stronę niczym w amoku nie były przyjemne. Poczuła się nieswojo, miała ochotę schować się gdzieś, zniknąć, zapaść pod ziemią, bo nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania. W tym przypadku niosło te ze sobą też bardzo nieprzyjemne doświadczenia z przeszłości, bo wiele razy słyszała, że nie jest gdzieś mile widziana. Między innymi dlatego dystansowała się od ludzi. Być może był jedyną osobą, która odezwała się tutaj do niej w ten sposób, do tego jego przyjaciele stanęli w jej obronie, mimo wszystko zapewne szybko nie zapomni tych słów. Jej przypadłość powodowała, że pamiętała wszystko bardzo dokładnie i na pewno będzie pamiętać te uczucia, które jej towarzyszyły, gdy na nią naskoczył. Znowu to do niej wróciło, najwyraźniej nie do końca miała to przerobione.
Nie wiedziała, czego może oczekiwać w tej chwili Benjy. Zdawała sobie sprawę, że każdy ma swoje potrzeby, każdy inaczej przeżywa sytuacje na które nie ma wpływu, radzi sobie z negatywnymi emocjami w różny sposób. Nie zamierzała jednak ignorować tego, co mu się przytrafiło, mimo, że nie wiedziała w jaki sposób może go wesprzeć i czy w ogóle było to potrzebne. Źle by się czuła sama ze sobą, gdyby zignorowała to, co mu się stało. Nie obchodziło jej to, że to może wydawać się dziwne, bo przecież oficjalnie nigdy nie pałali do siebie sympatią, raczej wręcz przeciwnie. W przeszłości nie potrafili się ze sobą dogadać i raczej naturalne dla tej ich relacji byłoby zignorowanie tego i udawanie, że nie widzi. Tyle, że wiele się zmieniło, ona się zmieniła, on się zmienił i zmieniło się ich podejście do siebie. Nie deklarowali sobie właściwie niczego, ale to nie musiało nieść ze sobą ignorancji, naprawdę przejęła się tym, co mu się przytrafiło i chciała sprawdzić, czy wszystko jest z nim dobrze, przynajmniej fizycznie. Czuła bowiem, że to będzie niosło ze sobą większe konsekwencje. Romulus potraktował go jak kogoś obcego, rozmawiali o jego powrocie tutaj, o niespełnionych oczekiwaniach, to doświadczenie mogło być kolejnym punktem do dopisania do listy, bo przyjaciele nie zachowują się w ten sposób. Może to też się zmieniło.
Nie chciała się narzucać, to też było dla niej typowe, zresztą po tej całej dramatycznej sytuacji, czuła się raczej niepewnie, w końcu to jej obecność w tym miejscu wywołała kontrowersje, gdyby jej tu nie było zapewne nic takiego by się nie wydarzyło, pewnie wyśmienicie by się tutaj bawili. Rozsądek podpowiadał jej, że to nie jest jej wina, że nie zrobiła niczego, co mogło spowodować takie zamieszanie, ale mimo to nie umiała przestać myśleć o tym, że poniekąd to jej sprawka. Głupie to było myślenie, ale nie miała na to wpływu.
Kiwnęła jedynie głową, kiedy Benjy powiedział, że nic mu nie jest. Nie zamierzała drążyć, to nie był na to odpowiedni czas i miejsce, bo wiedziała, że na pewno w niego to uderzyło, to nie było nic, ale w tej chwili faktycznie wszystko było dość świeże, towarzyszyły temu spore emocje, które mogły nie wnosić niczego dobrego. Potrzebował przestrzeni, to też było dla niej zrozumiałe. Zależało im na złagodzeniu sytuacji, przynajmniej większości z nich. Cornelius powtarzał, że miało być miło, trochę zaczynała wątpić w to, czy jeszcze jest to możliwe.
Potrzebował czasu, to było zrozumiałe, Bletchley potrafiła trzymać się granic, kiedy te zostały wyznaczone. Odsunęła się więc kilka kroków na bok, przysiadła na ziemi i wbiła spojrzenie w ognisko. Nie musiała się odzywać, nie musiała zadawać kolejnych pytań, chciała po prostu być obok, bo zależało jej na tym, aby wiedział, że go nie porzuci, nie tak łatwo, nie była osobą, która odchodziła, gdy zaczynało się robić ciężko. Mogła po prostu trwać gdzieś, poczekać na to, aż to przetrawi.
- Jaaasne. - Przytaknęła jeszcze, chociaż można było w tym wyczuć nieco fałszu. Naprawdę chciała w to wierzyć, ale średnio się czuła z tym wszystkim co padło tego wieczora. Oczywiście próbowała skupić się na pozytywach, bo też jakieś się pojawiły, aczkolwiek wolałaby, aby nie musieli wybierać stron, i by ona nie znajdowała się w centrum zupełnie niepotrzebnego konfliktu - na to jednak było już zbyt późno.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control