Trudno jej było przestać skupiać się na tym, co się wydarzyło. Powoli przetwarzała wszystkie informacje, musiała sobie na spokojnie poukładać to w głowie. Chwila ciszy, oddechu na pewno była dobrze widziana. Miała wrażenie, że wszyscy byli okropnie zirytowani, a wiadomo, jak to jest z irytacją. Trudno nad sobą zapanować, emocje potrafią być nie do końca dobrym przewodnikiem, reagowanie zbyt impulsywne nie zawsze służyło.
Bletchley wpatrywała się w niebo, ten widok przynosił jej ukojenie. Łatwiej było Prue zebrać myśli, kiedy spoglądała na to co znane. Często zdarzało jej się siadać na parapecie, palić fajki i po prostu trwać. To nie było dla niej nic nowego. Rozmyślała wtedy nad egzystencją wszystkich ludzi o których kiedyś przeczytała, a czasem również nad swoją. Teraz było podobnie, wypadało przemyśleć to, co się wydarzyło. Trochę nie mogła się w tym odnaleźć, bo było tego wiele i te odczucia były okropnie intensywne, a ona nie do końca sobie radziła z przebodźcowaniem. Nie chciała jednak stanowić niczyjego problemu, musiała to sama przetrawić, poukładać sobie w głowie. Może uderzyło w nią to dość mocno, ale wyjątkowo - nie chciała uciekać, chociaż był to jej pierwszy odruch. Postanowiła, że zostanie, że jakoś się w tym odnajdzie, kolejny wielki krok dla Prudence, bo przecież to było odległe od jej typowego zachowania. Zachodziły w niej pewne zmiany, rozwijała się nieco, może właśnie tego potrzebowała? Ileż można być kimś kto chował się w bezpiecznej przestrzeni, unikał konfrontacji, szczególnie, że tak właściwie to przecież ona nie udzielała się podczas tej sprzeczki zbyt wiele, nie zdążyła tego zrobić, bo ktoś inny stanął w jej obronie, to też było zupełnie nowe i naprawdę to doceniała.
Czas płynął, swoim własnym tempem. Nie skupiała się na tym, wiedziała, że każdemu przyda się chwila na złapanie oddechu, jej również. Znajdowała się dokładnie tutaj, gdzie chciała być, tuż obok Benjy'ego, nie dosłownie przy nim, bo chciała dać mu przestrzeń, ale obok, by czuł jej obecność. On również potrzebował czasu, nie sądziła, że poukłada sobie wszystko w głowie ot tak, bo sporo się wydarzyło, ale na pewno chwila samotności miała mu służyć. Chciała, żeby wiedział, że nie jest sam, że ma jej wsparcie, że są tutaj razem, oczywiście nie odezwała się na ten temat ani słowem, bo to było niepotrzebne, słowa nie zawsze musiały padać, by wiedzieć, co druga osoba miała na myśli.
Bletchley spojrzała na mężczyznę, gdy poczuła ciężar jego dłoni na swoim ramieniu. Nie usłyszała, że się zbliża, pozwoliła sobie na chwilę zamyślenia, a w jej przypadku przysłaniało to wszystko inne. Odcinała się wtedy, nie zwracała uwagi na to, co działo się wokół niej, nie słyszała kroków, czy nie dostrzegała zbliżającej się sylwetki. Wróciła na miejsce.
- Tak będzie najlepiej. - Nie do końca czuła, że powinni zostać w tym miejscu, które wzbudzało tak wiele negatywnych emocji, mogliby spróbować, ale czy miałoby to jakikolwiek sens?
Chciała się oddalić, przestać myśleć o tym, co się wydarzyło, przestać skupiać się na osobie, która wzbudzała w niej same negatywne odczucia i nadarzyła się taka możliwość. Postanowiła skorzystać z okazji, tym bardziej, że Benjy już też był na to gotowy, a w tej chwili to na nim wolała się skupić. Znowu stanął w jej obronie, zadziwiało ją to, jak często to się powtarzało, jakoś tak naturalnie mu to przychodziło.
Uniosła się w końcu z ziemi, była gotowa się stąd oddalić. Właściwie nie zamierzała się za siebie oglądać, bo aktualnie ignorowała trochę obecność innych osób. Nie miała pojęcia, czy nie spoglądali w ich kierunku, zresztą nie obchodziło jej to jakoś za bardzo, kiedyś pewnie by się tym przejęła, ale teraz była przecież zupełnie innym człowiekiem. Wsunęła swoje ramię pod rękę Benjy'ego, chciała znaleźć się blisko niego, bez względu na to, co ktoś mógł sobie o nich pomyśleć, miała to gdzieś, nie zamierzała się tłumaczyć z tego, co robiła, zresztą nie wydawało jej się, aby ktoś zamierzał ich osądzać. Byli dorośli, zbliżyli się ostatnio do siebie, stali się swoim wsparciem - przynajmniej tutaj, to było oczywiste, że to właśnie z nim zamierzała się stąd ulotnić.
Nie zwracała uwagi na swojego brata, Corneliusa, Ambroisa, przede wszystkim na Romulusa, bo to nie oni się w tej chwili dla niej liczyli, chciała się po prostu znaleźć gdzieś indziej, z Benjym, który ostatnio kojarzył jej się z bezpiecznym azylem. - Na pewno wiesz, dokąd powinniśmy pójść. - Temu też nie dało się zaprzeczyć, była gotowa podążyć za nim, bez chwili zawahania, bez informacji o tym dokąd zmierzają, ważne, żeby w końcu opuścili to miejsce.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control