11.02.2023, 16:08 ✶
Gdyby nie to, że Patrick padł ofiarą analogicznej sytuacji zaledwie kilka dni wcześniej, pewnie miałby wobec młodocianego złodzieja więcej wyrozumiałości. Po pierwsze, z uwagi na jego wiek – te ledwie skończone dziewiętnaście lat ciągle robiło na Stewardzie jakieś przykre wrażenie. Po drugie dlatego, że Edgar najwyraźniej próbował okradać facetów większych od siebie i ze dwa razy silniejszych a to się prędzej czy później musiało skończyć jakąś tragedią. I to raczej nie dla okradanych.
Steward nie zawsze będzie mógł się pojawić w pobliżu by bronić chłopaka przed skutkami jego własnych czynów. Nawet teraz nie był do końca pewien jak skończyłaby się dla Edgara ta gonitwa, gdyby nie pojawił się w pobliżu. Cathal wyglądał na takiego, który mógłby złoić mu nieźle skórę. Zwłaszcza, że jeśli czegoś Edgarowi brakowało to skruchy i tej subtelnej charyzmy, tej którą posiadał Plump, która potrafiła pomóc w wykaraskaniu się z nawet najtrudniejszej sytuacji.
- Ty zawsze znajdujesz sakiewki na ulicy, co? – podsumował pytająco słowa chłopaka, siłą zmuszając się, by nie brzmiały tak złośliwie jak mogłyby. – Obawiam się, że nie mogę na to pozwolić – odpowiedział Cathalowi.
W międzyczasie sięgnął do kieszeni spodni by wyciągnąć stamtąd odznakę aurora i pokazać ją krótko Shafiqowi. Później sięgnął również do kieszeni po kajdanki. Wyciągnął je, by skuć nimi leżącego na ziemi chłopaka. I znowu w Patricka uderzyła myśl, że przecież to było niemal tak samo jak wtedy, zaledwie przed paroma dniami. Jak bardzo trzeba być głupim, by próbować tego samego numeru w ciągu zaledwie pięciu dni?
- Edgar ostatnio przepada za wizytami w Biurze Brygady Uderzeniowej – wyjaśnił, zakładając wspomnianemu kajdanki na ręce.
- T-to jest nękanie – wydyszał wspomniany. – N-nawet nic nie zrobiłem!
Steward przewrócił oczami. O, to też już słyszał. Nic nie zrobiłem. Jestem niewinny jak nieobsrana łąka. Kliknęło, gdy zapinał mu kajdanki. Może spacer przez Pokątną w kajdankach nauczy czegoś Edgara? Bo tym razem Patrickowi nawet przez myśl nie przeszło, by puścić go wolno. Pewnych rzeczy nie można było puszczać płazem. Tym bardziej, jeśli już raz pożałowało się złodzieja i skończyło się to tak, że złodziej się niczego nie nauczył.
- Chciałbyś złożyć krótkie zeznania? Ile właściwie próbował ci ukraść i tak dalej? – zapytał Cathala, kompletnie ignorując pełne oburzenia pojękiwania Edgara. – Zdaje się, że tym razem jest pełna. Wiesz… - tu zwrócił się do chłopaka. – To zupełnie różne paragrafy. A ty jesteś recydywistą.
- T-ta sakiewka naprawdę leżała na ziemi! – wystękał Edgar.
Patrick potarł palcami nasadę nosa. Tak, to też już słyszał. Leżące na ziemi sakiewki były plagą Pokątnej. Ich właściciele najpierw porzucali je beztrosko na ulicy a potem gonili za biednym, przypadkowym Edgarem, któremu zdarzało się trochę częściej niż innym je podnosić a potem podczas ucieczki gubić. Wszyscy go wrabiali.
- Prawda – zgodził się z Edgarem. – On celowo ją wyrzucił, żebym ja mógł cię znowu złapać. To mi sprawia ogromną przyjemność. Wysłuchiwanie twojego marudzenia i ciągnięcie cię do Ministerstwa Magii. Robisz mi od razu cały dzień. A jak się ucieszą w Biurze Brygady Uderzeniowej jak cię znowu zobaczą. Aż się nie mogę doczekać kolejnej takiej samej akcji z tobą w roli głównej.
Steward nie zawsze będzie mógł się pojawić w pobliżu by bronić chłopaka przed skutkami jego własnych czynów. Nawet teraz nie był do końca pewien jak skończyłaby się dla Edgara ta gonitwa, gdyby nie pojawił się w pobliżu. Cathal wyglądał na takiego, który mógłby złoić mu nieźle skórę. Zwłaszcza, że jeśli czegoś Edgarowi brakowało to skruchy i tej subtelnej charyzmy, tej którą posiadał Plump, która potrafiła pomóc w wykaraskaniu się z nawet najtrudniejszej sytuacji.
- Ty zawsze znajdujesz sakiewki na ulicy, co? – podsumował pytająco słowa chłopaka, siłą zmuszając się, by nie brzmiały tak złośliwie jak mogłyby. – Obawiam się, że nie mogę na to pozwolić – odpowiedział Cathalowi.
W międzyczasie sięgnął do kieszeni spodni by wyciągnąć stamtąd odznakę aurora i pokazać ją krótko Shafiqowi. Później sięgnął również do kieszeni po kajdanki. Wyciągnął je, by skuć nimi leżącego na ziemi chłopaka. I znowu w Patricka uderzyła myśl, że przecież to było niemal tak samo jak wtedy, zaledwie przed paroma dniami. Jak bardzo trzeba być głupim, by próbować tego samego numeru w ciągu zaledwie pięciu dni?
- Edgar ostatnio przepada za wizytami w Biurze Brygady Uderzeniowej – wyjaśnił, zakładając wspomnianemu kajdanki na ręce.
- T-to jest nękanie – wydyszał wspomniany. – N-nawet nic nie zrobiłem!
Steward przewrócił oczami. O, to też już słyszał. Nic nie zrobiłem. Jestem niewinny jak nieobsrana łąka. Kliknęło, gdy zapinał mu kajdanki. Może spacer przez Pokątną w kajdankach nauczy czegoś Edgara? Bo tym razem Patrickowi nawet przez myśl nie przeszło, by puścić go wolno. Pewnych rzeczy nie można było puszczać płazem. Tym bardziej, jeśli już raz pożałowało się złodzieja i skończyło się to tak, że złodziej się niczego nie nauczył.
- Chciałbyś złożyć krótkie zeznania? Ile właściwie próbował ci ukraść i tak dalej? – zapytał Cathala, kompletnie ignorując pełne oburzenia pojękiwania Edgara. – Zdaje się, że tym razem jest pełna. Wiesz… - tu zwrócił się do chłopaka. – To zupełnie różne paragrafy. A ty jesteś recydywistą.
- T-ta sakiewka naprawdę leżała na ziemi! – wystękał Edgar.
Patrick potarł palcami nasadę nosa. Tak, to też już słyszał. Leżące na ziemi sakiewki były plagą Pokątnej. Ich właściciele najpierw porzucali je beztrosko na ulicy a potem gonili za biednym, przypadkowym Edgarem, któremu zdarzało się trochę częściej niż innym je podnosić a potem podczas ucieczki gubić. Wszyscy go wrabiali.
- Prawda – zgodził się z Edgarem. – On celowo ją wyrzucił, żebym ja mógł cię znowu złapać. To mi sprawia ogromną przyjemność. Wysłuchiwanie twojego marudzenia i ciągnięcie cię do Ministerstwa Magii. Robisz mi od razu cały dzień. A jak się ucieszą w Biurze Brygady Uderzeniowej jak cię znowu zobaczą. Aż się nie mogę doczekać kolejnej takiej samej akcji z tobą w roli głównej.