27.06.2025, 14:05 ✶
- Niestety nie mam pojęcia, ale dawno temu. Wtedy również pojawiły się na Polanie Ognisk. Te z naszego ogrodu zostały wycięte i nie pojawiły się więcej... Aż do dzisiaj - odpowiedziała Laurentowi, uśmiechając się nieco przepraszająco, że nie może bardziej pomóc. Nie pamiętała wszystkiego aż tak dokładnie. - Jak najbardziej możecie poszukać, skoro Louvainowi nie jest po drodze z kronikami... To może wam się uda odkryć, czemu znowu się pojawiły. I czy może znowu są na Polanie Ognisk? Słyszałam, że nie działo się tam ostatnio dobrze. Może tobie, Victorio, obiło się coś o uszy? Albo możecie to sprawdzić w Ministerstwie?
Spojrzała na kobietę - w końcu była aurorką, a Polana Ognisk podlegała teraz pod nich przez to, co się stało na Lithe.
- Jeszcze Sad Abbottów - przypomniała Victorii, krzywiąc się nieco. Ciężko było nie słyszeć o tym, co tam się stało. - Plotki mówią, że było tam sporo pracowników Ministerstwa, ale nie pojawiły się tam róże, tylko... Coś. Jakieś pnącza? I chciały zaatakować ich słynną złotą jabłoń. [b]- Te róże nie są takie, jak tamte pnącza. Nie atakują, ale kto wie - może to tylko kwestia czasu? Podejrzewam, że jeżeli zagadka się nie rozjaśni, to znowu je wytniemy i zapomnimy o sprawie.
Wzruszyła ramionami. Ot, kolejna dziwaczna anomalia - Lorelei powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać. Gdy Victoria zapytała o elfy, tylko westchnęła cicho.
- Pochowały się. To mnie niepokoi. Jakby obawiały się tych róż albo przeczuwały jakieś niebezpieczeństwo - powiedziała cicho, marszcząc brwi. - Ale to nic dziwnego, one wyczuwają takie rzeczy. Wiedzą, że coś tu jest nie tak i chcą trzymać się od tego z daleka. W przeciwieństwie do niektórych.
Tutaj kobieta nieco się rozjaśniła i mrugnęła zarówno do Victorii, jak i Laurenta.
Gdy młodsza Lestrange wspomniała o tym, że ktoś możliwe że niedawno podlewał różę, Lorelei zmarszczyła brwi. Jej piękna twarz wykrzywiła się w nieprzyjemnym grymasie niezadowolenia.
- Mówiłam każdemu, żeby ich nie dotykał. Dziękuję, że mi powiedziałaś, Victorio. Porozmawiam z pracownikami - jej ton głosu nagle stał się chłodniejszy, dużo bardziej cichy. Nie nawykła do tego, że ktoś jej nie słuchał. - Mogę wam w czymś jeszcze pomóc?
Mam całą zgraję ogrodników do opierdolenia - zdawała się mówić jej twarz.
Lost in the serenity
Found by the water
Found by the water