- Mam wrażenie, że Potter miał więcej szczęścia, niż rozumu. - Nie wątpiła w to, że Benjy pokazałby mu, że nie robi się takich rzeczy, zresztą nie on jeden miał chęć to zrobić. Ona była nieco zszokowana, nie spodziewała się tego, że Romulus w ogóle może wpaść na taki pomysł... gdyby to ona stała na przeciwko niego na pewno miałaby chęć zademonstrować mu to, że pewnych granic się nie przekracza, nawet jeśli na ogół darzyła go sympatią. Teraz nieco się to zmieniło, skąd mogli bowiem wiedzieć, że nie powtórzy podobnego numeru? Nie mogli mieć pewności. Nie miała pojęcia, z czego wynikała jego histeria, nic jednak nie było w stanie usprawiedliwić tego zachowania w oczach Yaxleyówny.
- Nie ma sensu tego dokańczać, nie ruszaj go, nie warto. - Zasługiwał na to, ale powinni być ponad jego zachowaniem, zresztą czuła, że to jak zakończy się to ognisko uderzy w niego bardziej. Wszyscy chyba mieli podobne podejście, co do tego, co się wydarzyło. Chyba jasne było to, że takie zachowanie nie powinno być akceptowalne wśród przyjaciół.
Spoglądała na Corneliusa, który właśnie sięgał po butelkę i wypił z niej alkohol. To świadczyło samo za siebie, wiedziała, że raczej trzymał się dobrych zwyczajów i było dla niego dość istotne z czego pije trunki wysokoprocentowe, w tej chwili to też nie miało znaczenia. Musiał ukoić nerwy, co było całkiem zrozumiałe, ale zwróciła uwagę na ten drobny szczegół, który nawet trochę ją zaniepokoił. Uderzyło to w niego dość mocno, zresztą nie dziwiło ją to - to wydarzyło się w jego domu, a wiadomo, że Corio lubił mieć wszystko pod kontrolą, jak nikt inny, tak, czy siak to on w końcu zapanował nad Potterem opętanym histerią.
Słowa wybrzmiały, ponownie. Bardzo konkretne słowa, spodziewała się je usłyszeć. Romulus nie uszanował prośby Corio, nie zastosował się do jego polecenia, a ten dość jasno określił jakie będą konsekwencje, nie było więc nic zaskakującego w tym, co miało nadejść. Nie miała pojęcia, jak Potter się będzie z tym czuł, nie do końca ją to w tej chwili obchodziło, bo przesadził. Skorzystał z dziedziny magii, która ją przerażała, niestety obawiała się tego, że może się to powtórzyć, że ją mogło spotkać to samo. Miała z tym problem, naprawdę spory, właściwie to chyba nawet ucieszyła się z tego, że nie będzie go tutaj z nimi. Nie mogli mieć pewności, że nie zrobi tego ponownie pod wpływem emocji, które na pewno się pojawią, gdy dotrze do niego, że zawiódł wszystkich, że nikt się za nim nie wstawił. Były jednak granice, których nigdy nie powinno się przekraczać i to była jedna z nich.
Corneliusa należało traktować poważnie, należał do osób, które były bardzo konsekwentne, nie spodziewała się, że zmieni zdanie. Określił, co spotka Romulusa, jeśli nie przestanie i to właśnie się działo. Spoglądała na Corio przez chwilę, było jej naprawdę przykro, że został doprowadzony do takiego stanu.
Plany szlag trafił, towarzystwo zaczęło się rozpraszać, widziała, że Benjy zniknął gdzieś z tą kobietą, która stała się ofiarą gniewu Romulusa. Nie dziwiła im się wcale, że tak szybko opuścili to miejsce. Nie było sensu na siłę tutaj siedzieć i próbować jakoś ratować wieczór. Nikomu chyba już nie miało to sprawić przyjemności. Szkoda, ale czasem tak bywało, nie do końca miało się wpływ na każdego obecnego. Nie spodziewała się, że może dojść do czegoś takiego w grupie zaufanych osób, ale chyba faktycznie zawsze powinno się spodziewać niespodziewanego, czy coś.
- Potrzebujecie pomocy z rozproszeniem, czy mam zająć się tym? - Wskazała wzrokiem na pudło w swoich rękach, trzymała w dłoniach karton z tym nieszczęsnym mięsnym jeżem. Radziła sobie z rozpraszaniem całkiem nieźle, więc jeśli zajdzie taka potrzeba, to na pewno chętnie pomoże im doprowadzić to miejsce do porządku.