Chciał tylko, aby się ratowała. Chciał, aby żyła. Przetrwała tę masakryczną noc i być może wyjechała z tego kraju tam, gdzie jest bezpieczniej. Przeliczył się ze swoimi słowami, nie przewidziawszy jej reakcji. Z rozpaczy nad jego stanem, Olivia wpadła w gniew.
Kiedy go popchnęła, zdążył zatrzymać swój upadek, podpierając się wolną ręką o podłoże za plecami. Quirke jednak nie przestawała. Wydarła się na niego, jasno dając do zrozumienia, że nie powinien jej nic takiego sugerować. Skrzywił się z bólu, kiedy zaczęła okładać go pięściami. Nie bronił się. Przyjmował jej atak, spuszczając głowę. Pierwszy raz poczuł jak komuś tak mocno zależy na jego życiu. Na jego osobie. Olivia to z siebie wręcz wyrzucała i zapewniała, że jest on dla niej wszystkim. Był wystarczająco obolały, aby bronić się przed jej złością. Lecz próbował ją chwycić w swoje ramiona, odkładając różdżkę na bok. Chciał ją złapać i przytulić do siebie. Niekontrolowana łza, spłynęła po jego policzku.
Olivia, jego ukochana, mocno uświadamiała go, że nie był sam. Nie odkąd ją poznał. Był w jej życiu kimś ważnym. Tak samo ona w jego. Był gotów się poświęcić, aby przeżyła. Być może nie myślał w tym momencie normalnie. Ale myślał o ukochanej, nie o sobie. O jej bezpieczeństwie, nie swoim. W końcu był mugolakiem.
Nie próbował jej nic przekazać słowami przez słonie. Jeżeli dała się mu pochwycić i mógł ją przytulić do siebie, aby się uspokoiła, to po krótkiej chwili takiego stanu, jedynie uniósł jej podbródek, aby spojrzała na jego twarz. W jego oczy, na jego usta, które utworzyły słowa "Kocham Cię", nie będąc wstanie wydusić z siebie żadnego głosu. Uczucie wypowiedzenia słowa, którego nikt nie usłyszy. Ale odczytane może zostać przez ruch warg.
Poddał się jej. Póki żyje i go nie zabili, postara się ją chronić. Lecz kontuzjowany, obolały i ranny, nie wiele pewnie zdoła zrobić.