Nie do końca chyba chciała się na tym skupiać, stawiać się w roli ofiary. Nie znosiła współczucia, Romulus przegiął - nie dało się tego nie zauważyć, popisał się tak, jak nigdy wcześniej. Mieli ze sobą niezbyt przyjemną relację, ale nie dało się przepadać za każdym, lubić każdego, to nie było nadzwyczajne. Taka jednak była jego fiksacja na punkcie jej osoby po tej nocy, którą spędzili razem w lesie. Nie wydawało jej się, aby doszło tam do niewiadomo jak wielkiego incydentu, przez który mógł ucierpieć, właściwie, to nic takiego się tam nie stało żadnemu z nich, miała wrażenie, że w sporej mierze dzięki niej, bo on nie dawał z siebie zbyt wiele. Ktoś się nimi bawił przez chwilę, powodując te różne iluzje. To tyle, też nie była z tego powodu zadowolona, bo nie znosiła gdy ktoś, lub coś mieszało jej a głowie, a ten idiota dzisiaj chciał zrobić to samo, całkiem świadomie, swojemu przyjacielowi, którego znał od dziecka. Potter tego nie spierdolił. Nie do końca chyba była w stanie wyobrazić sobie jak Benjy się z tym poczuł, to była naprawdę ogromna wyrwa na zaufaniu, zdrada, której pewnie się nie spodziewał.
Oberwało jej się przy tym dość mocno, ale na pewno będzie w stanie to przetrawić. Szczególnie, że wydawał się być odosobniony w swojej opinii. Może jego słowa cięły niczym najostrzejsze sztylety, jednak nie chciała się na tym skupiać, to nie było potrzebne. Wcale nie była tu niemile widziana, wręcz przeciwnie, czuła się całkiem miło, gdy siedziała teraz wtulona w Benjy'ego.
Dostrzegła to niemalże niewidzialne zaprzeczenie jej słowom. Faktycznie naturalnie przychodziło jej radzenie sobie ze swoimi własnymi problemami, tyle, że z drugiej strony ta sytuacja tak eskalowała, że ciężko byłoby, by inni obecni tutaj nie zareagowali. Może powinna po prostu zaakceptować, że tak już jest jak się przebywa w grupie, występowała jakaś zbiorowa odpowiedzilaność - to też było dla niej nowe.
- Wiem. - Spodziewała się tego, że Cornelius zareaguje. Znała go przecież, spędzali ze sobą sporo czasu, może w większości w pracy, jednak to niczego nie zmieniała. Wiedziała, że istniały pewne granice, których nie powinno się przekraczać, szczególnie, kiedy były jasno postawione. Lestrange bardzo czytelnie je określił, a zostały zignorowane. Miała świadomość, w przeciwieństwie do Romulusa, że to nie skończy się dobrze.
- To dobrze, wolałabym się skupić na czymś innym niż przejmowanie się tym, że znowu może dojść do podobnej eskalacji, myślę, że nie tylko ja. - Był to czas, który mieli spędzić na chwilowym łapaniu oddechu, wyrwali się w końcu od Londynu, który został strawiony przez ogień, wszyscy tu obecni zasługiwali na nieco spokoju.
Nie dało się zupełnie zignorować tego, co się wydarzyło, jednak nie odczuwała też potrzeby wałkowania tego bez końca. Zdawali sobie sprawę, jak to wyglądało, jak zostało to odebrane, wiedzieli, że to było niewłaściwe. Tyle wystarczyło. Fenwick jednak całkiem zgrabnie zmienił temat rozmowy, najwyraźniej i on nie widział potrzeby, by dalej o tym dyskutować.
- Jutro wieczorem muszę być w pracy, pojutrze mam wolne, później idę na rano, dalej jakiś krótki dyżur. - Pewnie mogłaby wyrecytować cały grafik do końca miesiąca, jednak tydzień powoli się kończył, więc chodziło o kilka tych kolejnych dni, które mieli razem spędzić.
- Ty pewnie masz dużo zleceń, podejrzewam, że aktualnie klątwołamacze są rozchwytywani, szczególnie tacy wprawieni. - Rzuciła jeszcze lekko. Wiadomo, że po takich wydarzeniach dużo osób chciało sprawdzić, czy nie zostały rzucone na nich jakieś nie do końca mile widziane rytuały, czy zaklęcia.
Na pewno miłoby było spędzić razem jeszcze nieco czasu, właściwie trochę liczyła na to, że nadarzy się kolejna okazja, jeśli jednak będzie inaczej, to to zrozumie, wiedziała, że każdy miał swoje priorytety, niektóre zawody niosły ze sobą nie do końca przewidywalne godziny, czy nawet dni pracy.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control