Nie było chyba potrzeby zbytnio się produkować na temat tego, co miało miejsce. Nie zignorowali tego, każdy wyciągnął własne wnioski, byli myślącymi ludźmi, miała wrażenie, że ich reakcje były podobne. Przynajmniej wszystko o tym świadczyło. Romulus zrobił przedstawienie, został gwiazdą wieczoru, tak właściwie to nawet spadającą gwiazdą. Nie spodziewała się, że zostanie mu to szybko zapomniane. Nie tylko przez nią, jak wiadomo Prue pamiętała wszystko zawsze bardzo dokładnie, ale bywały sytuacje, które zapadały w pamięć wszystkim wokół i to chyba miała być jedna z nich. Próba zaatakowania swoich bliskich magią mentalną, przekroczenie granicy, która nigdy nie powinna być przekroczona. Mogło to być demonstracją desperacji, albo jeszcze czymś innym, niekoniecznie zamierzała dochodzić do tego, czym kierował się Potter. Nie była osobą, która powinna szukać dla niego usprawiedliwienia, zresztą nie wydawało jej się, aby jakieś znaleźli. Odkleił się, przy wszystkich, może to i dobrze, że mieli szansę zobaczyć, jaki jest naprawdę.
- Trochę za dużo złego się ostatnio wydarzyło. - Dodała jeszcze, chociaż pewnie nie musiała o tym wspominać. Benjy tak jak ona widział to wszystko na własne oczy, znajdował się w samym centrum tych okropnych zdarzeń, z czego zdawała sobie przecież sprawę, bo byli tam razem.
Nawet Prue, która zazwyczaj próbowała przetrawiać takie rzeczy w samotności tym razem wybrała zupełnie inną drogę, pozwoliła sobie opuścić Londyn, zaszyć się tutaj, licząc na to, że faktycznie zazna nieco spokoju. Życie oczywiście dość szybko zweryfikowało te wcale niezbyt mocno skomplikowane plany, ale powinna się tego spodziewać. Nie mogło być zbyt dobrze, zawsze coś musiało się spierdolić. Do tego też wypadało się przyzwyczaić, aczkolwiek nie zamierzała się na punkcie tego fiksować, nie chciała, by Potter zabrał jej możliwość korzystania z tych chwil spędzonych poza stolicą. Nie mogła się skupiać na tym, co ją bolało, bo to nie miało sensu, mogłaby rozgrzebywać to wszystko, zamknąć się w sobie, wrócić do domu, z początku była całkiem bliska podjęcia takiej decyzji. Zmieniło się to jednak, kiedy dostrzegła, że jej obecność faktycznie jest tutaj chciana, nie została poproszona o to, by opuścić to miejsce, wręcz przeciwnie.
- Boisz się deszczu? - Spojrzała na niego zaczepnie, kącik ust unosił jej się w uśmiechu. Nie spodziewała się, że ewentualny deszcz, może go zniechęcić do spacerowania. Jasne, zapewne nie chodziło o niego, pewnie poradziłby sobie w każdych warunkach, ale nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
Spacer brzmiał dobrze, nie miała nic przeciwko temu, żeby spędzić z nim więcej czasu, tak naprawdę to ucieszyła się na tę propozycję, lubiła jego towarzystwo i cieszyła się z ich każdej, możliwej interakcji.
Mógłby, ale tego nie zrobił. Bletchley doceniała szczerość. Miała świadomość, że gdyby zależało mu na zakotwiczeniu się w Wielkiej Brytanii, to pewnie ten moment, mógłby być co do tego dobrym początkiem. Może nie była z branży, ale wnioski nasuwały się same. Ludzie potrzebowali pomocy, niekoniecznie sięgali po sprawdzone osoby, bo tych nie było zbyt wiele. Łapali się wszystkich możliwości, byleby tylko jakoś poradzić sobie z tym, co przyniosła spalona noc.
- Faktycznie to nie miałoby żadnego sensu, jeszcze przyzwyczailiby się do tego, że mają pod ręką kogoś, kto zna się na rzeczy. Podejrzewam, że Twoje zniknięcie przyniosłoby im ogromne rozczarowanie. - Nie do końca o to mu chodziło, ale trochę odwróciła narrację. Rozumiała jednak to, co miał jej do przekazania. Bez sensu było angażować się w lokalne sprawy, pewnie niektóre z nich mogły być bardzo czasochłonne, nie dałby rady ich doprowadzić do końca bez odpowiedniej ilości poświęconego czasu, skoro niedługo miał wyjechać, to nie wydawało się logiczne branie zbyt wielu zleceń.
Propozycja, którą jej przedstawił była interesująca. Wyszedł z nią dosyć niespodziewanie. Raczej nikt, nigdy nie przejmował się tym, czy jakoś sobie poradzi. Nikt nie wyciągał do niej pomocnej dłoni, no nie w takich okolicznościach. Była skazana na swoje własne umiejętności, które może nie należały do tych najgorszych, ale jednak nie były też jakoś bardzo rozbudowane. Warto było się nad tym zastanowić, bo nie mogła przecież zakładać, że coś podobnego nie wydarzy się ponownie. Chcąc nie chcąc wróciła myślami do spalonej nocy, przed jej oczami pojawiła się twarz tego gówniarza, który na nią spoglądał, kiedy przyłapała go na gorącym uczynku. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, zupełnie bezwiednie się poruszyła, jakby chciała z siebie strząsnąć to dziwne uczucie.
- Jeśli nie jest to dla Ciebie problemem... - Nie powinna zakładać, że jest, bo przecież sam jej to zaproponował, miała jednak tendencje do podobnych zachowań. Nie lubiła być niczyim ciężarem, raczej starała się unikać sytuacji, w których ktoś mógł poczuć, że przesadza z jego dobrymi chęciami.
- to nie widzę żadnych przeciwwskazań. - Nie chciała odrzucać tej propozycji, bo naprawdę doceniała to, że o tym pomyślał. Mało kto przejmował się jej losem. Nie do końca wiedziała co to może oznaczać, ale całkiem przyjemnie było mieć świadomość, że ktoś postanowił się zainteresować tym, czy będzie bezpieczna. To było dla niej nowe i wyjątkowe. Nie wątpiła w umiejętności Benjy'ego, jeśli chciał zająć się jej mieszkaniem, to mogli się tam pojawić, tak właściwie to przecież miała tutaj być jeszcze tylko kilka dni. Powinna się zainteresować miejscem, do którego miała wrócić. Póki co jednak o tym nie pomyślała, jak widać Fenwick okazał się być bardziej odpowiedzialny od niej.
- Nie myślałam jeszcze o tym. - O czym? O tym, co będzie, jak wróci. Nie do końca miała świadomość tego, jak aktualnie wyglądało życie w Londynie. Nie wiedziała, czy w stolicy jest bezpiecznie, czy dochodziło do zamieszek, czy Voldemort spowodował, że ludzie zaczęli panikować, przez co mogli podejmować jakieś irracjonalne decyzje. Uciekła stamtąd tutaj, co było całkiem niezłym sposobem na to, by chwilowo nie przejmować się problemem, który na pewno istniał.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control