Zwrócił uwagę na słowa Cassiana. Czuł się, jak gdyby znów byli na korytarzach Hogwartu, wymieniając się ładnie brzmiącymi frazesami. Ale wtedy to była tylko fantastyka. Teraz stali w płomieniach zniszczonego miasta. Łkanie chłopca, ciężki oddech kobiety... mężczyzna walczący o życie na ziemi.
Chciaż Martin nie wiedział, co robić... Cassian nie wiedział tylko nieco mniej. Jego pytanie to bardzo dobre posunięcie.
Kobieta pokiwała głową, zbierając myśli.
– Jest tutaj... dość niedaleko... Ale czy panowie sądzą, że... że... jak my go zaniesiemy tam... Czy oni w ogóle pomogą mu...
Wtedy stał się cud. Martinowi w oczy wpadł jakiś materiał. Prześcieradło, które zapewne suszyło się w okolicy. Teraz powiewało na wietrze zahaczone o murek. Podszedł do niego i przyjrzał się kawałkowi materiału. Nie był porwany. Może uda mu się... Zerknął na kobietę i dziecko. Nie patrzyli w jego stronę w tym momencie, więc użył zaklęcia, które doczepiało drewniane kije do boków tkaniny. Chciał z niego zrobić nosza. Niesamowite, ile nauczył się podczas rejsu na Karaiby.
Kształtowanie. Pojawienie się kijów przymocowanych do prześcieradła.
Akcja nieudana
Oczywiście, że nie wyszło. Pierwszy raz go używał. Stwierdził, że już nie będzie próbować. Po prostu podbiegł z powrotem do grupki.
– Może to się przyda. – Zaprezentował Cassianowi prześcieradło. Nowy obiekt otwierał nowe możliwości. Nawet bez usztywniania materiału mogli przenieść na nim mężczyznę. Albo chociażby... pociągnąć.