• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M]

05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M]
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#10
29.06.2025, 20:54  ✶  
Zmarszczyła nos, gdy Baldwin po raz kolejny starał się usprawiedliwić, a przynajmniej nieco wybielić Charliego, załagodzić sytuację. Nic wielkiego, nie bądź niesprawiedliwa, ej może wyskoczymy gdzieś razem? Gdyby tylko wiedział - ale nie wiedział, bo prócz kilku przekleństw i rozrzuconych przedmiotów w złości nie podzieliła się swoją ostatnią rozmową z bratem i tym, że w tamtym momencie w ich relacji nastąpił rozłam. Pojawiły się pęknięcia, których nie dało się załatać - można było je tylko ignorować, udawać, że ich nie ma. Rozłam, który palił do kości bo poczuła się zdradzona.
-Szkoda, że jego ambicje nie potrafiły doścignąć jego mniemania o sobie, bo doszedłby z pewnością daleko - rzuciła nonszalancko, obserwując swój talerz. Lepił pieprzone świeczki, robił to co robił pracując u Ojca, a jednak wtedy nie cierpiał na przerost ego i brak czasu, nie zrzucał swoich wyrzutów sumienia na nią i nie był aż takim hipokrytom. Ale wciąż wszyscy go usprawiedliwiali. Biedny Charlie, szkoda, szkoda szkoda szkoda blablablabla... bezsensowne pierdolenie. Westchnęła cicho. Potrafił szczekać, siedząc w mieszkaniu na które z pewnością nie było go stać, udając kogoś lepszego niż był w rzeczywistości. Sięgnęła szklanki, aby upić sporego łyka, jakoby chciała przełknąć jad, który starał się wydostać z jej ust.
I wtedy zastygła w bezruchu, czując ciepło dłoni. Ale jak? - ukradkiem zerknęła w jego kierunku, gdy ten przesunął palcem wzdłuż jej dłoni, aby ta przestała wydrapywać dziurę w kciuku. Wróciła spojrzeniem w kierunku stołu, a jednak przez ten krótki moment poczuła ciepło i spokój. Ten mały gest. Z pozoru nic nie znaczący. Widzę, czuje, jestem. Bez słów, bez wyjaśnień, bez próśb. Nie musiała mówić, nie musiała prosić, nie musiała nawet na niego patrzeć, aby ten zareagował.

Spojrzała na ojca, a na jej usta wpłynął delikatny uśmiech. Oczywiście, że mówiła dobrze. Chociaż nie rozmawiali o rodzinie, ten temat ograniczał się do krótkich wspomnień, szczególnie z jej strony, aczkolwiek i Ona nie była nazbyt wylewna to jednak nie miała w naturze mówić o Richardzie źle, bo był jej ojcem.
-Nie dałoby się inaczej - rzuciła z uśmiechem, aby przenieść zaraz wzrok na Malfoya, który uniósł dłonie do modlitwy, tak jak zawsze przed jedzeniem. Nie było to dla niej nic ani nowego, ani szokującego. I chociaż Scarlett nigdy przesadnie wierząca nie była to nie zamierzała zostawić chłopaka z tym samego, szczególnie teraz, mimo tego, że zdawała sobie sprawę, że Baldwina to nie rusza. A jednak winna była go wspierać, tak jak i On wspierał ją. Pochwyciła jego dłoń, nim zdążył wypowiedzieć pierwsze słowo, unosząc drugą dłoń. Na słowa modlitwy przez jej usta przebiegł delikatny uśmiech, a na kolejny gest, zmrużyła delikatnie ślepia, wpatrując się w chłopaka. Bo mimo, że ten gest nie był niczym nowym to za każdym razem był tak samo wyjątkowy, tak samo uroczy i tak samo rozczulający. Był nieodłączną częścią posiłków, kolejną małą cegiełką w ich świecie gestów.
Grzecznie wrócili do jedzenia, a w zasadzie to oficjalnie rozpoczęli posiłek. Kątem oka doglądała, czy Malfoy aby na pewno je, czy na pewno nie ma ani pustego talerzyka, ani kubka, aby był w pełni zaopiekowany, szczególnie tu. Pierwszy raz zabrała go w gości i była to sytuacja dla niej całkiem nowa.

Ona zaczęła temat rodziny, ten w końcu musiał się pojawić kiedyś, ale tata nie był zbyt zadowolony. Wręcz przeciwnie. Uniosła dłoń, kładąc ją na ramieniu Baldwina, czując podskórnie że była to zła opcja dialogowa.
-Masz rację - rzuciła, chcąc uciąć temat rodziny, wyczuwając grunt. Cóż... nie teraz. Prać brudy będą zapewne później, tak jak i wyrażać opinie. Wiedziała to. Richard z pewnością też, bo Scarlett nie zwykła kończyć dyskusji przed jej rozpoczęciem. Chociaż nigdy zanadto nie rozmawiali na temat rodziny i wiedziała, że chciała dowiedzieć się więcej, znacznie więcej i ten temat wróci, gdy będą sami.
Przesunęła powoli dłonią z ramienia na dłoń chłopaka, ostatecznie zabierając rękę, chociaż ociągała się przy tym nieznacznie.

Jak się poznali... - spojrzała na blondyna, a zaraz uśmiechnęła się głupio na jego reakcje. Z jej ust wydobył się krótki śmiech, a ta pożałowała, że w takich chwilach nie ma Milforda.
-Cóż... - przeniosła wzrok na Richarda - Pamiętasz jak po tym jak przyjechałam, kazałeś mi nie wpakować się w żadne kłopoty? To... bardzo się starałam, aby w takie nie wpaść - na jej usta wpłynął głupawy uśmiech. Teraz wydawało jej się to zabawne, ale wtedy nie było jej do śmiechu.
-Szłam horyzontalną, gdy zaczął za mną iść jakiś osiłek... nie chciałam robić Ci problemów, toteż zrezygnowałam z konfrontacji i chciałam go zgubić...- wymruczała w zadumie, wzruszając ramionami. Pamiętała jak zirytowana była, że nie przeszła do rękoczynów, ale pamiętała równie dobrze, że nie chciała dokładać ojcu kolejnych zmartwień. Było to chwilę po sytuacji z Charlim, wystarczyło mu problemów.
-Nie bardzo mi wychodziło zgubienie go... Na przecięciu horyzontalnej i nokturnu zobaczyłam Baldwina i mój umysł stwierdził, że to cudowny pomysł, aby szukać w nim ratunku - pokręciła głową - więc... - umilkła na moment, jakby próbowała jednocześnie zebrać słowa, ale i się nie zaśmiać ani z rozbawienia, ani z lekkiego zażenowania - odegrałam stęsknioną narzeczoną, biorąc go pod łapkę... - zerknęła na niego z głupim uśmiechem, próbując się nie roześmiać - No a On zrozumiał... pociągnął przedstawienie, no i przegnał tego natręta, który zaczął mnie ostatecznie przepraszać - delikatnie wzruszyła ramionami -I tak nasze drogi się skrzyżowały i krzyżują się do dnia dzisiejszego... - uśmiechnęła się, stwierdzając, że ta historia nadawałaby się na jakieś romansidło, gdyby tak umiejętnie ją przyciąć tu i ówdzie, bo ich pierwsze spotkanie z perspektywy czasu rzeczywiście wypadało dość romantycznie i baśniowo.
Pamiętała, że to spotkanie miało być ich pierwszym i ostatnim, mieli stać się swoim wspomnieniem, a jakoś tak przypadkiem wtopili się w swoje życia wzajemnie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (2788), Richard Mulciber (1882), Scarlett Mulciber (2889)




Wiadomości w tym wątku
05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Scarlett Mulciber - 24.01.2025, 11:16
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Richard Mulciber - 24.01.2025, 17:03
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Baldwin Malfoy - 27.01.2025, 10:16
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Scarlett Mulciber - 16.02.2025, 21:27
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Richard Mulciber - 18.02.2025, 00:11
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Baldwin Malfoy - 19.02.2025, 15:23
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Scarlett Mulciber - 28.02.2025, 12:00
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Richard Mulciber - 06.03.2025, 01:06
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Baldwin Malfoy - 06.03.2025, 20:15
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Scarlett Mulciber - 29.06.2025, 20:54
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Richard Mulciber - 03.08.2025, 23:15
RE: 05.09.1972r | [R.M&B.M&S.M] - przez Baldwin Malfoy - 17.08.2025, 10:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa