Spodziewała się gości. To powodowało, że Norka była czujna, w pomieszczeniu nie było słychać muzyki, która zazwyczaj towarzyszyła jej podczas wieczorów, które spędzała w tym miejscu w samotności. Nie lubiła ciszy, przeszkadzała jej. Doszukiwała się wtedy w dźwiękach, które dochodziły z różnych stron (nic nadzwyczajnego, kamienice miały to do siebie) niebezpieczeństwa, czy jakichś nie do końca mile widzianych przybyszów. Wiadomo, czasy były wątpliwe, nie można było niczego zakładać, a w szczególności tego, że wszyscy mieli dobre zamiary. Nie po tej okrutnej nocy. Dzisiaj było inaczej, wiedziała, kto i dlaczego ma się tutaj pojawić, więc nie było powodu, aby niepotrzebnie panikowała słysząc dźwięk dochodzący z zewnątrz.
Usłyszała pukanie, co ciekawe, pierwszy gość pojawił się od strony zaplecza. Było to całkiem rozsądnym posunięciem, zważając na to, że godzina była późna i mogło to wzbudzić kontrowersje, chociaż, czy na pewno? Zapewne wszyscy byli zajęci swoim życiem, szczególnie po takim dramacie, ale strzeżonego Merlin strzeże, czy coś. Pomknęła w tych swoich wysokich butach na obcasie, całkiem zgrabnie, by nie musiał na nią czekać. Nie znosiła się ślamazarzyć, chociaż w jej przypadku to byłoby zdecydowanie bezpieczniejsze. Norka miewała problemy z panowaniem nad równowagą, okropna z niej była niezdara. Otworzyła mu drzwi bez wahania, powitała Benjy'ego z uśmiechem na ustach i zaprosiła do środka. Ledwie zdążyli wejść do pomieszczenia, tak naprawdę to nawet nie miała szansy jakoś za bardzo go przywitać, a rozległ się kolejny dźwięk, tym razem dochodzący z drugiej strony.
Przeprosiła go uprzejmie i ruszyła w stronę drugich drzwi, skąd tym razem dochodził dźwięk zwiastujący przybycie gości. Nie pamiętała, czy wspomniała klątwołamaczowi Ambroisa o tym, że zaprosiła tutaj i jego i jeszcze inne osoby. Wydawało jej się, że nie powinno to w niczym przeszkadzać. Założyła, że nie będą utrudniać mu pracy, a przy okazji, być może wszyscy będą mieli szansę nieco się odstresować. Sama Figgówna zdecydowanie potrzebowała odskoczni, a najlepiej jej było zapomnieć o wszystkim co złe otaczając się osobami, za którymi przepadała. No, może nie wszystkich w tym gronie znała zbyt blisko, jednak wystarczyło, że miała przy sobie Greengrassa i Erika, a wieczór na pewno musiał okazać się być całkiem przyjemnym. Oczywiście, że musiała wspomnieć Ambroisowi o tym, że ma ze sobą przyprowadzić przyjaciela, z którym mieli zajmować się sprawami związanymi ze szkodami w ich kamienicy, czuła, że i jemu przyda się coś mocniejszego po przeprawie z urzędnikami - niestety wiedziała, jak wygląda załatwianie podobnych spraw.
- Zgubiłeś klucze? - Była zdziwiona tym, że Ambroise postanowił zapukać, nie wszedł jak do siebie, ale różnie to bywa. Nie miałaby mu za złe, gdyby faktycznie jego zestaw kluczy gdzieś przepadł, wiadomo, że ostatnio można było zgubić, czy stracić zdecydowanie cenniejsze rzeczy od nich.
Nie spieszyła się jakoś specjalnie z otwieraniem drzwi, nieszczególnie przejmowała się plotkami na swój temat. Och, mogła się spodziewać, że ktoś coś zauważy i postanowi szepnąć to dalej, zwłaszcza, że na jej placu nie było już pierścionka zaręczynowego, a ledwie kilka dni po tym od kiedy się go pozbyła w jej cukierni pojawiła się spora grupa mężczyzn. Była przyzwyczajona do tego, że ludzie lubili o niej mówić, wiele razy czytała plotki na temat swojego domniemanego romansu z Erikiem, który zresztą również miał się tutaj pojawić. Nawet ją to bawiło, jak łatwo ludziom przychodziło dopisywanie sobie historii.
Oczywiście, przytuliła Greengrassa gdy tylko wszedł do środka. Naprawdę cieszyła się, że udało mu się przetrwać ten trudny czas, zresztą nie spodziewała się, że mogłoby być inaczej. Akurat on potrafił sobie poradzić ze wszystkim. - Lila cała? - Chciała się upewnić, że kotka, którą adoptował z kociego azylu jej rodziców miała się dobrze. Sporo już przeżyła w swoim życiu, bardzo by jej było przykro gdyby nie udało jej się przeżyć tamtej nocy, zwłaszcza, że ledwie kilka tygodni wcześniej udało jej się znaleźć kochający dom.
-Witam w moich skromnych progach. - Przeszła w końcu do Corneliusa, który pojawił się tutaj z jej przyjacielem, dygnęła przy tym delikatnie, chcąc dodać lekkości temu przywitaniu. Nie najlepiej czuła się, kiedy robiło się zbyt oficjalnie, zresztą znajdowali się w jej domu, jej miejscu na ziemi, nie musieli się tutaj jakoś specjalnie trzymać konwenansów, czy tych wyuczonych manier. Zależało jej na tym, aby każdy czuł się w tym miejscu dobrze.
- Och. - Mruknęła cicho widząc roślinkę w rękach mężczyzny, wymsknęło jej się, ale podarunek był naprawdę uroczy, kolory rzucały się w oczy, tak jak lubiła. Naprawdę trafił w jej gust, co niby nie było najtrudniejsze, bo spoglądając na Figgównę można było się domyślić, że uwielbia wszystko, co rzuca się w oczy, jednak nie dla wszystkich było to takie logiczne. - Nie trzeba było się fatygować. - Dodała jeszcze, chociaż rozumiała z czego to wynika, sama również rzadko kiedy przychodziła w odwiedziny do kogokolwiek z pustymi rękami. - Nie mogłeś jednak lepiej trafić. - Uśmiechnęła się do niego ciepło i przejęła kwiatka, ustawiła go na ladzie, tuż obok swojej kotki, która w tym momencie uniosła głowę do góry, rozejrzała się po pomieszczeniu, zmierzyła wzrokiem każdego z mężczyzn, którzy pojawili się w cukierni, po czym ziewnęła i znowu zwinęła się w kłębek.
Po raz kolejny potuptała do drzwi, bo rozległo się pukanie. Erika przytuliła bez słowa, pozwoliła sobie go ściskać dłuższą chwilę. Wiedziała, że był to dla niego trudny czas. Warownia padła, musieli odbudować swój dom, nie wyglądał najlepiej, nie dało się nie zauważyć tego, że to co się wydarzyło mocno dało mu w kości, ale przeżył, to był chyba jakiś plus, też nie było to do końca takie oczywiste, bo przecież wiedziała, że biegał po ulicach i ratował mugolaków. - Wyglądasz... - nie mogła powiedzieć, że dobrze, że źle też, musiała poszukać innego słowa, które mogło by określić to, co widziała. - Wyglądasz, jak ktoś kto potrzebuje kolorowych drinków. - To było zdecydowanie dużo bardziej neutralnym określeniem.
- Może warto uprzedzić wszystkich, że Twoje dary bywają zdradliwe. - Odwróciła się do pozostałej części towarzystwa spoglądając przy tym na butelki Erika. Wiele wyrobów Malwy mieli szansę spróbować i zazwyczaj kończyło się to w podobny sposób, ich skrzatka nie była najlepszym bimbrownikiem, ale nadal pozwalali jej zajmować się pędzeniem alkoholu. - Rozgośćcie się, nie wygląda to wszystko najlepiej, ale musicie mi wybaczyć, ale pożary nie ominęły również tego miejsca. Powinniśmy zacząć od tej oficjalnej części, czy możemy pozwolić sobie najpierw na jednego lub dwa kolorowe drinki? - Tutaj przeniosła wzrok na Benjy'ego, który był mózgiem całej operacji, to on znał się na klątwach, a głównym powodem wizyty ich wszystkich tutaj była ta nieszczęsna klątwa, która zaczęła dawać się we znaki po pożarach. Nie miała pojęcia, czy odrobina alkoholu mogłaby mu przeszkadzać w pracy, więc wolała się o to zapytać, by nie daj Merlinie nie być jedną z tych osób, które nie dają specjalistom pracować.