- Szkoda czasu na sprawdzanie zabezpieczeń. - Rzuciła jeszcze cicho, bo jej zdaniem nie było sensu podważać słów osób, które ich tutaj wysłały. Jeśli mówili o tym, że statek był zabezpieczony, to samo powtórzył kapitan, to na pewno tak było. Nie posłali by ich na śmierć wykładając się na takich podstawowych elementach. No, jej ojciec na pewno by tego nie zrobił, nie okazywała więc braku zaufania, co do jego pewności na temat tego, że odpowiednio się tym zajęto.
Słuchała tego, co mówił Leviathan, ale nie do końca potrafiła sobie to zwizualizować. Zanęte rzucało się po to, aby zwierzęta ją wyczuły i podpłynęły do pożywienia. Jeśli oni będą w tym momencie płynąć, jaki to miało sens? Nie rozumiała chyba do końca jego wizji, nie potrafiła znaleźć w tym logiki. Będą się poruszać, to wszystkie stworzenia obecne w wodzie będą sobie zdawały sprawę z ich obecności, dźwięk rozchodził się w wodzie jeszcze szybciej niż na powierzchni, na pewno ich usłyszłą. Nie miała pojęcia, jak zareagują na statek, czy uznają go za zwierzynę, na którą będą chciały polować? To nie było do końca dla nich korzystne.
Jeśli będą próbować odpędzić te stworzenia, to mogą wystraszyć je tylko na chwilę, nie mogli mieć pewności, że za jakiś czas znowu nie poczują się pewniej i nie wrócą. Opcją było albo złapanie ich i przetransportowanie bardzo daleko na ocean, nie tą metodą o której wspominali, albo ten sposób, który sama by wybrała - czyli likwidacja.
- Jeśli będziemy się poruszać, to będą wiedzieć, że tutaj jesteśmy, zaatakują nas pierwsze. Uznają za zwierzynę. Lepiej byłoby po prostu wypłynąć głębiej, rzucić zanętę i czekać. - Wypadało się chyba podzielić chociaż częścią ze swoich przemyśleń.
- Tak, my z Benjym pójdziemy na pierwszy front. - Przeniosła jeszcze spojrzenie na Feniwcka, chcąc się upewnić, czy jest w tym z nią, miała nadzieję, że teraz jej nie odmówi, chociaż po tym, co powiedział na temat dowodzenia wydawało jej się, że w tym wypadku jej zaufał, wiedziała, że akurat na niego może liczyć jeśli chodzi o walkę, jeśli miałaby z kimś zmierzyć się z tymi bestiami to właśnie z nim, bo była pewna jego umiejętności.
- Nic się nie zmieniło. - Przeniosła spojrzenie na Laurenta, aby potwierdzić jego słowa. Nie zamierzała udawać, że jest inaczej.
- Mogę wziąć to na siebie. - Powiedziała jeszcze do Victorii. Na pewno wolała dowodzić, niżeli wykonywać polecenia kogoś, kto mógł nie do końca wiedzieć, w jaki sposób powinni postępować.
- Ten podział o którym wspomniał Laurent, wygląda dobrze, chyba, że ktoś ma coś przeciwko? - Tak, wolała się o to zapytać, nim rozpoczęła się akcja, bo wolałaby, żeby to nie klarowało się w trakcie walki.